piątek, 8 lutego 2013

Chapter eleven

[PERSPEKTYWA EVELIN]
Wkurzona wyłączyłam TweetCam'a i rzuciłam telefonem o ziemię.
Sama rzuciłam się na łóżko i zaczęłam walić w nie pięściami.
Zawsze tak rozładowywałam złość.
Czasem smutek.
'Mamo ...
Czemu Cię tu teraz nie ma ...
Potrzebuję Cię.'
Uspokajam się powoli.
'To chyba znaczy, że czas wracać.'
Podnoszę się i chwytam swoją torbę.
Po całym pokoju rozwalone są moje ciuchy.
Rozglądam się i zastanawiam od czego by tu zacząć.
W końcu motywuję się do działania.
Zaczynam schylać się po kolejne części mojej garderoby.
Nie składam ich.
Po prostu wrzucam luzem do torby.
Zatrzymuję się na bluzce, którą miałam na koncercie chłopaków.
Uśmiecham się na moment.
'Miłe wspomnienia.'
Zamykam oczy, aby choć na moment przestać się martwić.
Po chwili sięgam pamięciom jeszcze dalej.
Do dnia, w którym poznałam chłopaków.
Na myśl o tym jak wylądowałam w basenie uśmiecham się jeszcze szerzej.
'A potem była noc spędzona na rozmawianiu z Lou ...
Zawsze będzie to fajna przygoda do opowiadania siostrze.
Tylko może zamiast siebie wstawię złotowłosą królewnę, a zamiast Louisa rycerza w srebrnej zbroi.
No i jeszcze wymyślę szczęśliwe zakończenie ...'
Cicho wracam do pakowania.
Kiedy kończę (czyli dosłownie kilka minut później) kładę torbę przy drzwiach i po raz ostatni siadam na łóżku.
Biorę do ręki poduszkę.
Dalej pachnie perfumami Lou.
Chociaż ... może zawsze tak pachniała.
Ścielę łóżko i zamykam szafki.
Wszystko wygląda jakby nikt to nie mieszkał od dłuższego czasu.
To dobrze ?
Dla mnie na pewno tak.
Wzdychając głęboko schodzę na dół.
Gaszę za sobą wszystkie światła i już po chwili po okolicy rozlega się głośne trzaśnięcie drzwi wejściowych.
Stojąc na podjeździe wyjmuję słuchawki i wkładam je do uszu.
Włączam moją ulubioną playlistę.
Jest na niej mnóstwo piosenek, również tych, których normalnie bym nie słuchała.
Pierwszą z nich jest 'Take a Bow' Rihanny.
Wyjątkowo pasuje do sytuacji.
Szybkim krokiem idę do przystanku autobusowego.
Przyśpieszam kroku kiedy słyszę za sobą śmiech Zayn'a.
Szybko znikam za rogiem i z impetem na kogoś wpadam.
Unoszę głowę i widzę charakterystyczne czarne loki.
- O mój boże ! Harry. Przepraszam nie zauważyłam cię. - mówię szybko otwierając szeroko oczy.
- Nic nie szkodzi. Zostawiłem samochód na parkingu kawałek dalej, żeby fanki mnie nie śledziły. - nagle zauważa moją torbę. - Idziesz gdzieś ?
Otwieram usta, aby coś powiedzieć, ale tylko przyśpieszam kroku i mijam go.
- Evie ! - krzyczy za mną. - Zaczekaj !
- Proszę udawaj, że mnie nie widziałeś. Nie wiesz gdzie jestem. Dokąd jadę. Nic. Kompletne zero.
- Ale dlaczego ? Evelin ! - krzyczy, gdy zaczynam się oddalać.
- Proszę Harry ! Nie mów nikomu ... - kończę, gdy wsiadam do autobusu.
Gdy drzwi się zamykają patrzę prosto w jego zielone oczy.
Przez moment żałuję.
A potem Ana przemawia mi do rozsądku.
'Tak jest lepiej.
Ty masz swoje życie.
Oni swoje.'
Kiwam głową sama do siebie.
Szukam wzrokiem wolnego miejsca.
Znajduję jedno, na samym końcu.
Kulę się w nim i wsłuchuję się w 'Ja to ja' Paktofoniki.
***
[PERSPEKTYWA LOUISA]
Śmiejąc się szliśmy do domu.
Co do jednego Evelin miała rację - takie spacery były świetne.
Łączyły ludzi i pomagały się odstresować.
Kiedy weszliśmy w naszą przecznicę gdzieś w tłumie mignęły mi długie blond włosy.
- Ej to nie jest Evie ? - najwyraźniej Niall też je zauważył.
Dziewczyna szybko znika za rogiem, więc nie mamy czasu się jej przyjrzeć.
- Nie no co ty. Gdzie niby miałaby iść ? - pytam i staram się uśmiechnąć.
Tak na prawdę dokładnie wiem gdzie mogłaby teraz iść, ale staram się nie dopuścić tego do wiadomości.
'Evelin siedzi teraz u siebie w pokoju i słucha muzyki. Na 101%'
- No nie wiem. - wzrusza ramionami blondyn.
Przyśpieszam lekko kroku.
Gdy dochodzę do bramy naszej willi mijam się z Harry'm.
Przybijamy sobie piątkę, ale ... coś jest nie tak.
Krzywi się, gdy na mnie patrzy.
Posyłam mu pytające spojrzenie.
Sztucznie się uśmiecha.
Teraz jestem pewny, że coś jest nie tak.
Mijam pozostałych i wbiegam do budynku.
Cały czas modlę się, aby moje przypuszczania były bezpodstawne.
Gdy wbiegam do jej pokoju ... boję się otworzyć oczy.
Rozpaczliwie czekam na jej śmiech.
Po chwili czuję dłoń loczka na moim barku.
- Przykro mi, stary ... - mówi.
Wtedy otwieram oczy.
Pokój jest pusty.
Łóżko pościelone.
- Ona ... - zaczynam szeptem.
- Odeszła. Wiem. - rzuca Harry.
Mocnym szarpnięciem ręki zrzucam z niej dłoń mojego towarzysza.
- Gdzie idziesz ? - pyta cicho.
- Jak to gdzie ? Ona musi tu wrócić. Tam nie jest bezpieczna.
- Nie wiesz gdzie mieszka.
Ignoruję to.
Wiem gdzie jest najbliższy przystanek autobusowy. Najbliższy tej ławki na której ją znalazłem.
Wkurzony wsiadam do samochodu i odpalam silnik.
Jadę szybko, zapewne łamiąc większość przepisów.
Dopiero, gdy wjeżdżam w jej przecznicę zwalniam i parkuję kawałek przed przystankiem.
Wysiadam z auta i głośno zatrzaskuję drzwi.
Biegnę przecznicą rozglądając się dookoła.
W końcu zauważam ją.
Stoi po drugiej stronie drogi, na podjeździe starego, zaniedbanego domu z pomazanymi drzwiami i odpadającym tynkiem.
Przerażona wpatruje się w drzwi.
- Evie ! - krzyczę i podbiegam do niej, przy okazji prawie wpadając pod samochód.
Odwraca się w moją stronę i widzę jak coś w niej pęka.
Zatrzymuję się tuż przed nią i przyciągam do siebie.
Odpycha mnie swoimi chudymi, słabymi rączkami.
Jak się pewnie domyślacie - bezskutecznie, ale puszczam ją.
- Louis ! - przerażona wpatruje się we mnie. - Co ty tu robisz ? Idź stąd ... On cie zabije. Na prawdę. Proszę ... Idź ... - zalewa mnie potokiem słów, który po chwili zamienia się w potok łez.
Delikatnie kładę jej palec na usta.
- Ciii ... - szepczę. - Spokojnie. - unoszę do góry jej podbródek i wręcz wymuszam, aby spojrzała mi w oczy.
- On Cię zabije ... - powtarza i stara się pohamować łzy.
- Hej ... Hej, nie płacz.
- Louis ... przepraszam. Nie powinnam w ogóle wtedy jechać z wami ... - zaczyna znowu.
- Nie przepraszaj. Po prostu z nami zostań.
- Nie mogę. Wiesz o tym.
Patrzę jej głęboko w oczy.
- Evelin ... Nie chcę stracić też ciebie ... - szepczę.
Widzę jak bardzo jest jej trudno.
- Nie stracisz mnie... - mówi cicho.
Przykładam jej dłoń do policzka.
- Naprawdę ... - dodaje.
Kiwam tylko głową.
Nagle ...
Coś we mnie pęka.
- Evelin ... - powoli przykładam dłoń do jej drugiego policzka.
Przysuwam jej twarz bliżej swojej.
Czuję jak zaczyna głębiej oddychać.
Przenoszę wzrok z jej oczu na wargi.
- Mogę ... ? - ledwo poruszam ustami
- Proszę ... Nie czyń tego pożegnania jeszcze trudniejszym ... - pojedyncza łza spływa po jej twarzy.
- I tak jest trudne. - mówię twardo i wpijam się w jej usta.
Całuję ją bardzo delikatnie.
Ledwie dotykam jej warg.
Na początku czuję, że ona tego nie chce ... Że sprawia lekki opór.
Ale z czasem ...
Widzę, że się przełamuje.
Jej słone łzy moczą moją twarz, a ona ... odwzajemnia mój pocałunek.
Przysuwam ją bliżej siebie i przekładam dłonie z jej policzków na talię.
Czuję jak ona obejmuje mnie delikatnie za szyję.
Po chwili się od niej odsuwam.
Tylko parę centymetrów.
Praktycznie stykamy się nosami.
- Przepraszam ...
- Wiesz, że wszystko będzie teraz dużo trudniejsze ... - mówi i spuszcza wzrok.
Kiwam delikatnie głową i całuję ją w czoło.
Szybko puszczam ją, kiedy słyszę jak otwierają się drzwi wejściowe.
Ale zamiast masywnego, starego faceta, którego się spodziewałem wybiega zza nich ... mała dziewczynka.
- Adia ! - blondynka wybiega jej na przeciw i kuca, aby móc ją przytulić. - Boże ... Jak się cieszę, że nic Ci nie jest ...
- Evelin ... - szepcze mała.
Widzę łzy w oczach obu.
- Powiedz, że wracas na doble ... - szepcze przez łzy.
- Tak ... Obiecuję, że już nigdy Cię nie zostawię ... - szesnastolatka kiwa głową i przyciska Adię jeszcze mocniej do siebie. - Tęskniłam za tobą ... Wszystko dobrze ? Jesteś cała ?
- Tiak, ale on ... On będzie zły ... On ... ksycał cały cas ...
- Boże ... - szepcze tylko.
Po chwili wstaje i bierze dziecko na ręce.
Odwraca się do mnie.
- Louis ... Przepraszam, ale ...
- Rozumiem. - staram się nie rozpłakać. - Ale ... obiecaj mi jedno.
Spogląda na mnie pytająco.
- Obiecaj mi, że kiedyś wrócisz.
- Kiedy wszystko się już jakoś ułoży. - mówi. - Obiecuję.
Podchodzę do niej i delikatnie całuję ją w czoło.
- Będę czekał. - mówię cicho i odprowadzam ją wzrokiem, gdy wchodzi do domu.
*****************************************
Przepraszam, że taki krótki, ale koniecznie chciałam go dodać dzisiaj, a moja mama potrzebuje mojego lapka na jakiś swój projekt.
Obiecuję, że następny będzie dłuższy.

A tak poza tym to 39 osób zdeklarowało się, że czyta tego bloga, a nikt nie komentuje ...
Dlatego mam pytanie :

CHCECIE, ABYM DALEJ PISAŁA TEGO BLOGA ? :(

JUSTSOPHIE

7 komentarzy:

  1. Taaak...Oczywiście ! :D On jest cudowny :D chce wiedzieć co dalej będzie < 3333 :D prosze pisz daleej < 33 nawet dla mnie : *

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochanie, nawet o tym nie myśl, żeby przestać :*
    Czytam nawet na jakimś zadupiu na feriach :*
    K.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz dalej kochana, szybko bo już się nie umiem doczekać <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Matkooo... O czym ty mówisz?! Nie waż się przestawać pisać! Masz dalej go prowadzić!
    I tak na marginesie świetny rozdział. Mam nadzieję, że Evelin długo nie będzie mieszkać u ojca i szybko znajdzie się z powrotem u chłopaków :P
    Pozdrawiam i czekam na następne rozdziały :D :*

    OdpowiedzUsuń
  5. No jasne, że chcemy!
    A ten rozdział jest boski ♥
    Czekam na następny z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chcemy! Proszę pisz dalej! :D
    Prawie się rozbeczałam, świetne! ;) x

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisz dalej ! chcę kolejny rozdział ! ;)

    OdpowiedzUsuń