poniedziałek, 31 grudnia 2012

Chapter three


Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Może to całe One Direction nie jest jednak takie bardzo złe ?
Chłopaki wydają się całkiem mili.
No i do tego mnie tu zabrali. A to daje im ogromny plus.
Ziewam chociaż jestem całkowicie wyspana. Była to jedna z niewielu nocy, w której szczerze chociaż przez chwile nie musiałam się zamartwiać. Sama obecność Lou była dla mnie bardzo kojąca.
Wyjmuje z torby mój stary zniszczony telefon, który pamięta jeszcze moją mamę.
Wybieram numer Miriam.
Czekam pierwszy sygnał.
Drugi.
Trzeci.
W końcu moja przyjaciółka odbiera.
- Tak słoneczko ? - mówi na wstępie.
- O hej. Jak tam ?
- A wiesz, szykuje się do szkoły. Będziesz dzisiaj ?
Jej pytanie jest naturalne. Często opuszczam lekcje. Nie zawsze jest z kim zostawić Adię, a poza tym zdarzało się, że miałam dyżury do 9 rano.
- Emm wiesz, raczej nie. I myślę, ze przez najbliższy czas też nie.
Nie widzę jej, ale czuję jak się krzywi.
- Stało się coś ? - pyta w końcu .
- Znaczy ... Niby tak, ale jestem bezpieczna. Nie martw się o mnie.
Nagle z zza drzwi odzywa się Harry.
- Ej Evie ? Jesteś tam ? Czekamy na dole.
- Um Jedzcie ja zaraz do was dołączę. Przepraszam Mir to tylko ...
- OMFG !!! On brzmiał jak Harry Styles ! - przerywa mi krzykiem.
No tak.
Miriam jest fanką chłopaków.
W sumie 'fanką' to mało powiedziane. Codziennie przez telefon nawija mi o nich jakby byli jakimiś bogami czy innymi ... Zwykle włączam wtedy jakiś dobry kawałek w słuchawkach i tylko jej potakuję.
- No a jak miał brzmieć ? - zaczynam się śmiać.
- O czy ty mówisz skarbie ? - jej głos podnosi się z podekscytowania.
- No jak inaczej ma brzmieć Harry ?
- CO ?! GDZIE TY JESTEŚ ???
- Sszszszszszsz ... Coś mi przerywa .... Zadzwonię wieczorem ... - rozłączam się ze śmiechem.
Wiem, że to trochę nie fair, ale, gdybym jej powiedziała to jeszcze by się komuś w szkole wygadała przez to całe podniecenie.
Odkładam telefon i biorę szczotkę. Przeczesując włosy schodzę na dół. Słyszę rozmowy chłopaków i podążając za dźwiękami trafiłam do kuchni.
- Ooooo nasza śpiąca królewna wstała ! - szczerzy zęby Liam.
- A żebyś wiedział, że specjalnie dla ciebie. - rzucam z udawaną życzliwością.
Po chwili posyłam mu szczery uśmiech.
- Chcesz kawy ? - pyta mnie Zayn stojący przy okapie.
- Yhmy. - potakuję i zajmuje miejsce przy stole.
Biorę małą kromkę chleba smaruję ją masłem.
Patrzę na nią z pogardą przez dłuższą chwilę, a potem odgryzam malutki kęs.
Żuję ponad 30 razy i dopiero połykam.
- No co ? – rzucam do chłopaków, którzy wpatrywali się we mnie wielkimi oczami. – Anorektyczki nie widzieliście ? – pytam skrzywiona.
- Jesteś anorektyczką ? – pyta któryś z nich. Nie patrzę na nich, więc nie wiem który.
- Chyba. Przynajmniej tak mówi mi Miriam. Uważa, że powinnam iść do psychologa. Ale ja nie mogę. – szukam oparcia w błękitnych Louis’a.
- A ty tak nie uważasz ? – pyta Zayn stawiając przede mną czarny kubek z kawą.
- Nie głodzę się. Jem jak jestem  głodna. To, że rzadko to się zdarza to inna sprawa.
Biorę kolejnego gryza.
W tym momencie rozlega się głośny dzwonek do drzwi.
- Otworzę. – mówi Niall i wstaje. – To pewnie Simon.
Słyszę jak idzie do drzwi i je otwiera.
- Siemka ! – wita się, ale mężczyzna mu nie odpowiada. Przynajmniej nie na głos.
 Kroki zbliżające się do jadalni są sztywne i donośne.
Po chwili niejaki Simon wchodzi do pomieszczenia.
Nawet nie spogląda na chłopaków, tylko kręci się w kółko kłócąc się z kimś przez telefon.
- Ale przecież mieli mieć dziś wolne. Tak … Tak … Gówno mnie obchodzi, że twój szef sobie tak zażyczył … Nie … Nie ma mowy … Tak, ale … CO ? Ile ?! Ech … Niech panu będzie … Porozmawiam z nimi … Odezwę się przez południem. – wzdycha na koniec i rozłącza się.
- No chłopaki … - dalej na nich nie patrzy. Przeszukuje swojego Iphone’a. – Nie mam dla Was dobrych wiadomości. Kuzynka Kate Middleton doszła do wniosku, że jak już jest w Londynie to chce zobaczyć Was na żywo. – tu agent wywraca oczami. – I Księżna poprosiła, abyście zagrali dla niej koncert. Oczywiście wy zostaliście powiadomieni jako ostatni, bo ludzie Księżnej sprzedali już wszystkie normalne bilety i zorganizowali scenę. Tak czy owak stawka jest naprawdę dużo i myślę, że moglibyście przyjąć to propozycję.
- O jeeezu … Znowu … No co jest … Mieliśmy mieć wolne … - rozlega się dookoła.
- Ej wiem, że to Wasz wolny tydzień, ale to tylko jeden występ i do tego krótki. Góra pół godziny. To jak ? Mogę dzwonić do tego gości… - nie kończy , bo wybucham śmiechem.
Jeszcze bardziej rozśmiesza mnie to, że to pierwszy moment, w którym w ogóle na kogoś spogląda.
- Acha ? – marszczy czoło. – Widzę, że sprowadziliście sobie fankę… - patrzy na nich groźnie. – Jeśli któryś z Was ją przeleciał to … -
- NIE ! – krzyczy Louis. – Znaczy … Nic z tych rzeczy. Tylko jej pomagamy. – uśmiechnął się krzywo.
- Powiedział ten, który spędził noc w jej pokoju … - szczerzy się perfidnie Harry.
- To nie tak … A tak w ogóle to skąd ty to wiesz ? – wpatruje się w niego.
- A tak przechodziłem…
- Pedał. – mówi.
- HAHAHAHAH miałam rację ! – przybijam piątkę z Lou.
Simon patrzy na mnie zniesmaczony.
- Wiecie co o tym myślę. Już kiedyś mieliśmy taką sytuację i myślałem, że czegoś się nauczyliście.
- Gabrielle to była zupełnie inna sytuacja. Ona sama nam się wepchnęła na chatę. – warknął Niall.
- Wasz wybór. – menadżer wzrusza ramionami. – A z resztą jak zrobicie jej dziecko to nie będzie moja sprawa.
A i koncert zaczyna się o 22:30, więc o 21:45 przyjedzie do Was limuzyna. Przygotujcie się.
Mężczyzna zabiera ze stołu kromkę chleba i wychodzi konsumując ją.
Patrzę po nich zaciekawiona.
- Mam nadzieję, że chcecie mi o czymś opowiedzieć. – zaczynam i posyłam im najładniejszy z moich uśmiechów.
- Jak ty powiesz czemu uciekłaś z domu . – rzuca Harry, a Zayn, Liam i Niall zaczynają się śmiać.
Louis pozostaje poważny.
Wydaje się trochę zmieszany.
- Ona nie musi Wam nic mówić. – ucisza ich tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- No nie denerwuj się tak od razu. Co z tobą Lou ? – rzuca Niall dalej głupawo uśmiechnięty.
- Chyba już się najadłam mówię, odkładając pół ‘kanapki’ na talerz.
Biorę do ręki kubek z kawą i wstaje.
Podchodzę kawałek i opieram się o okap kończąc napój.
Wszyscy dalej się wygłupiają.
Lou patrzy na mnie przepraszającym wzrokiem.
Odkładam kubek  do zlewu i idę do swojego pokoju.
‘Skłócam ich ze sobą.’ – myślę siadając na łóżku.
‘Głupio trochę.’
********
Cały dzień upływa luźno, bez większych sensacji. Głównie siedzę w chłopakami lub korzystam z okazji i surfuję w sieci.
********
- Dobra, zbierajmy się. – Zayn spogląda na duży salonowy zegar i wstaje z kanapy. – Zaraz przyjedzie Martin.
- Um jasne. O której wrócicie ? Bo nie wiem czy na Was czekać. – pytam całkowicie poważnie.
- Głupia jesteś. Jedziesz z nami. – oznajmia mi Harry. – Przecież nie będziesz tu siedzieć.
- A jak nie chcesz na nas słuchać to weź słuchawki i zostaniesz za kulisami. – radzi Niall.
- Muszę ? – pytam smętnie. Jakoś nie widzi mi się słuchanie pisków tych wszystkich rozczulonych Directionerek.
- Tak. Przynajmniej zobacz jak będzie. Jak Ci się nie spodoba to następnym razem zostaniesz w domu.
‘Dobra. Niech Wam będzie.’ – pokazuje gestem chłopakom i idę na górę.
Co założyć na koncert tak, żeby się nie wyróżniać i, żeby nie zostać kolejną prywatną striptizerką czy inną Harry’ego Styles’a ?
Po dłuższym namyśle wybieram turkusowe szorty, które Mirim przywiozła mi z Bangkoku i długą, spraną koszulkę z krzyżem. Dokładam do tego czarne trampki, które sama ‘podrasowałam’ ćwiekami.
Wygląda to jak zwykły zestaw, podobny do tego, który podłapałam kiedyś u jakiejś dziewczyny, robiącej filmy na YT, szykującej się  na koncert chłopaków. (http://www.polyvore.com/1d_concert/set?id=67464233)
Włosy puszczam luzem jak zawsze. Jeśli chodzi o make-up – podmalowuję oczy eye-liner’em i maskarą. Na usta, które jak zwykle mam wysuszone nakładam balsam.
Przeglądam się w lustrze.
Szorty są w dziecięcym rozmiarze (152cm dla ścisłości), ale przynajmniej mi nie spadają.
Podskakuję kilka razy, aby się upewnić.
Nic.
Sprawdzam jeszcze raz i decyduję się zmienić stanik na topik.
Teraz, chociaż wystaje z pod bluzki wygląda w miarę normlanie.
Przyglądam się swoim paznokciom.
‘Gdyby nie to że nie wzięłam żadnych lakierów zapewne bym je pomalowała.’
Nagle na dworze rozlega się głośne trąbienie samochodu.
‘Limuzyna’ – myślę.
Chwytam w rękę telefon ze słuchawkami i  szybko zbiegam na dół.
- W samą porę. – rzuca Liam i ciągnie mnie za rękę w kierunku samochodu.
Zajmuję miejsce w limuzynie.
Wszyscy wyglądają na trochę zestresowanych, więc wyjmuję słuchawki i puszczam kawałek GZA’y.
Zamykam oczy, daję się ponieść muzyce i o ile jeszcze przed chwilą rozmowa moich towarzyszy przebijała się przez słowa rapera teraz kompletnie ich nie słyszę.
*******

Ten rozdział jest krótszy, ale koniecznie chciałam wstawić coś przed wyjściem na imprezę sylwestrową.
Witam pierwszego członka J
Dziękuję za miłe komentarze i do usłyszenia,
JUSTSOPHIE

niedziela, 30 grudnia 2012

Chapter two


Siedzę tak jeszcze dłuższą chwilę, a potem wstaję z zamysłem pójścia do łazienki.
Wychodzę na korytarz i rozglądam się powoli.
Wita mnie kilka par identycznych drzwi.
‘Trzeba będzie sprawdzić wszystkie’
Robię krótką wyliczankę i wybieram te najbardziej po lewej.
Cicho pukam i otwieram drzwi.
W środku jest łóżko, gitara, koszule porozrzucane po całej podłodze. Czyjaś sypialnia.
Dajemy dalej.
Wybieram drzwi tuż obok.
Otwieram je bez pukania zakładając, że to kolejna sypialnia, a wszyscy pozostali są na dole.
No to … powiedzmy, że z sypialnią trafiłam.
W środku stał Louis w samych bokserkach i szukał czegoś w komodzie.
- Rany Lou ! Przepraszam ! – krzyczę i zatrzaskuje drzwi. – Serio przepraszam ! Szukałam łazienki. – mówię już przez drzwi oparta o nie plecami.
Słyszę jak się śmieje.
- Nic się nie stało. – dalej chichocze. – A łazienka to 3 drzwi od prawej.
- Dzięki ! – odkrzykuje tylko, udając , że wcale nie jestem czerwona jak burak.
Kieruję się w kierunku wskazanych drzwi.
Wchodzę.
Uffff … Przynajmniej Louis nie zrobił mi głupiego żartu.
Wchodzę do pomieszczenia i patrzę na zegarek pierwszy raz od mojego wyjścia z domu.
Jest trzecia nad ranem.
Powinnam iść spać.
Ściągam z siebie mokre ubrania w wchodzę pod prysznic.
Odkręcam gorącą wodę i przez kilka minut swoje w niej bez ruchu.
Po chwili decyduję się usiąść w brodziku.
Podciągam kolana pod brodę i opieram głowę o ścianę.
Na chwilę zamykam oczy.
Chyba już wiecie po co.
‘Tak’
‘Tak znowu chce mi się płakać’
Wyjątkowo sobie na to pozwalam.
Kilka kropli słonej cieczy miesza się z wodą i spływa do opływu.
Po chwili wstaje i przekręcam kurek.
Opłukuje twarz zimną wodą, aby nikt nie domyślił się, że płakałam.
Naciągam na siebie czyste majtki i za dużą, czarną koszulkę z  logo mojej szkoły.
‘Jakaś extra pidżama to to nie jest, ale będzie musiała mi wystarczyć.’
Rozczesuję włosy i zbieram je w szybkim koku.
Wychodząc z łazienki mijam się reszta chłopaków  moczących dywan ociekającą z nich wodą.
- O cześć. – rzuca Zayn. – Wcześniej poszłaś.
- Weszłam pierwsza, wyszłam pierwsza – uśmiecham się lekko, a Harry przybija mi piątkę. – Dobranoc ! – krzyczę na odchodne i kieruję się do mojego pokoju.
Wchodzę i kopię moją torbę pod biurko.
Wieszam mokre rzeczy na krześle i kładę się na łóżku.
Jest na tyle duże, że pewnie zmieściłabym się na nim razem z Adią i to bez większych problemów.
‘Właśnie.’
‘Adia’
- Kurwa. – mówię na głos.
Natychmiast wstaję i schodzę na dół.
Przechodzę przez kuchnię, bez słowa mijając Louisa robiącego sobie coś do jedzenia.
- Gdzie idziesz ? – pyta zdzwiony.
Ignoruję go i idę dalej.
Wychodzę przez drzwi wejściowe i choć na dworze jest może 2oC  podążam dalej boso.
- Evie ! – drze się za mną Louis. – Gdzie ty idziesz ?!
Nie zwracam na niego kompletnie uwagi.
Słyszę jak biegnie za mną po żwirowym podjeździe.
Po chwili łapie mnie za ramie.
- Poczekaj, proszę – mówi.
Staję nie chwilę, ale dalej się nie odwracam.
Podchodzi bliżej i staje przede mną.
Chwyta mnie za nadgarstki, abym nie mogła iść dalej.
- Co się stało ? – pyta łagodnie. – Rozwiążemy to jakoś, obiecuję.
Chce odpowiedzieć, ale w moim gardle pojawia się wielka gula.
- Adia … Ona została … Nie powinnam … Zostawiłam ją … On jej coś zrobi … - mówię szlochając. – Boże … Co ja narobiłam … Jestem szmatą … Nie powinnam żyć …
Po chwili upadam na kolana i zakrywam twarz dłońmi.
Teraz rozszlochałam się na całego.
- Hej … Hej … - czuję jak kuca przy mnie.  – Spokojnie … Wszystko będzie dobrze …
- Niie. – mówię dalej szlochając.  – Nic nie będzie dobrze. Jestem szmatą …
Wsuwa mi ręce po pachy i pomaga się podnieść.
Przytula mnie do siebie.
- Ciii …. Cichutko … Nie płacz już … - szepcze mi do ucha.
Kiwam głową.
Zaczynam robić – te moje ukochane – głębokie wdechy.
Gdy ograniczyłam szloch do minimum odsunęłam się od niego.
- Zmoczyłam Ci koszulę. – zauważyłam i spuściłam głowę.
Musiałam wyglądać okropnie.
- Nic się nie stało.
Przykłada place do mojej brody i unosi ją do góry.
- Chodź do domu. – szepcze i bierze mnie za rękę tak delikatnie, jakbym miała rozpaść się na milion małych kawałeczków.
Niechętnie, ale idę za nim.
Daję mu się prowadzić aż do drzwi mojego pokoju.
Potem puszczam jego rękę, starając się znowu nie rozpłakać.
- Evie … - zaczyna. – Wiem, że to trudne, ale musisz mi o wszystkim opowiedzieć… Jesteś zrozpaczona, ale może da się coś jeszcze zrobić ? Nie mam pojęcia kim jest Adia i …
- Nie. – przerywam mu. – Nic już nie da się zrobić. Po prostu muszę tam wrócić.
- Evelin … - szepcze.
Otwieram drzwi i siadam na brzegu łóżka.
On dalej stoi w drzwiach.
Widzę, że jest zmieszany.
Patrzę na niego jeszcze przez chwilę, a potem klepie miejsce obok siebie.
Obserwuję jak próbuje ukryć jak bardzo mu ulżyło.
Siada obok.
- Dobrze. – mówię. – Ale mam prośbę. – patrzę mu prosto w oczy.
- Hm ?
- Proszę … Nie mów nikomu. Ja nie chce żeby kto ktokolwiek wiedział i …
- Obiecuję – spogląda na mnie szczerze i splata swój mały palcem z moim.
Uśmiecham się lekko, ale zaraz potem krzywię się, bo przypominam sobie do czego się zobowiązałam.
Postanawiam zacząć od najprostszego.
- Adia … To moja młodsza siostra. Opiekuję się nią odkąd moja mama … - i tu pojawia się mały problem. Biorę głęboki wdech. – Zmarła. – kończę. – Opiekuję się nią odkąd moja mama zmarła. Dostała wylewu podczas porodu. Lekarze nie zdążyli jej uratować. – mój głos cichnie.
Widzę jak Louis na mnie patrzy.
Cierpi razem ze mną.
- Kiedy mama zmarła ojciec zaczął pić. To było 5 lat temu. Stwierdził, że nie ma po co żyć. Rzucił pracę, a wszystkie oszczędności wydał na alkohol. Ja i Adia przestałyśmy go obchodzić.
Oczy Lou przeszkliły się.
- Od tego czasu Miriam pomagała mi znaleźć pracę. Pracowałam jako kelnerka. Na czarno… W końcu nikt normalny nie przyjął by 13-latko do pracy. Pracowałam zwykle do 3-4 nad ranem. Potem lekcje i praktycznie od razu do szkoły.
Po policzku chłopaka spłynęła pierwsza łza.
- Potem się przyzwyczaiłam. Jak Adia skończyła 4 lata to zaczęła mi pomagać. – spróbowałam się uśmiechnąć. Nie wyszło, więc odpuściłam. – Ale teraz nie miałam już wyjścia.
Zacisnęłam oczy. Nie macie pojęcia jak ciężko było mi o tym mówić.
Nie chciałam mu tego mówić, więc postanowiłam przedłużać tyle ile się dało.
- Wczoraj wróciłam do domu, jak zawsze. Ale ojciec wyjątkowo nie spał. Siedział w kuchni. Wiedziałam, że jest pijany, więc kazałam Adii iść na górę. Powiedział, że musimy porozmawiać. Nie chciałam tego.  Wtedy zaczął mnie dotykać i … i … - mój głos cichł coraz bardziej.
- Boże … - szepnął tylko Lou i przycisnął mnie do siebie.
Znowu się rozpłakałam.
- Musiałam uciec…. Nie każ mi tam wracać …
Czułam jak kiwa głową.
- Już dobrze …. – szeptał cicho. – Coś wymyślimy …
Trzymał mnie przy sobie jeszcze długo.
Potem to ja odsunęłam się od niego.
Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem i położyłam się na łóżku.
Okrył mnie kołdrą i poszedł zgasić światło.
 - Lou … - szepnęłam, gdy stał w drzwiach.
- Tak ?
- Proszę … Nie idź jeszcze…
Zamknął drzwi i podszedł do mnie.
Pogłaskał mnie po włosach.
Poczułam jak kładzie się obok, na kołdrze.
- Poczekam aż zaśniesz … - zapewnia mnie szeptem.
Kiwam głową wtuloną w poduszkę.
Staram się zasnąć, ale całe moje ciało jest niespokojne.
Kręcę się raz na jedną stronę, raz na drugą.
- Śpisz … ? – szepczę cicho w przestrzeń pokoju po jakimś czasie.
- Nie. – odszeptuje Lou.
Widzę jak przygląda mi się w ciemnościach.
Po chwili wyciąga do mnie rękę i mnie przytula.
Wtulam się w jego ramię i zamykam oczy.
Po dłuższym myśleniu stwierdzam, że chłopak musi cierpieć podobnie do mnie. Tyle, że tego nie okazuje.
Ale jednak wie czego potrzebuję …
Przyjaciela.
Staram się uśmiechnąć.
Zaciągam się perfumami chłopaka i powoli zasypiam …
***
Rano budzą mnie jasne, rażące promienie słoneczne, wpadające przez szparę w żaluzjach.
Potrzebuję chwili, aby przypomnieć sobie co się stało.
Unoszę głowę i stwierdzam, że Louis już nie śpi.
Patrzy się na mnie z głupawym uśmieszkiem.
- Powiem mi proszę, że nie trzymałam Cię tu całą noc. – robię błagalną minę.
Nie odpowiada.
Dalej się uśmiecha.
- Fuck. Czyli jednak.
Machinalnie puszczam jego ramię i siadam na łóżku.
- Nie serio, przepraszam. Jestem głupia.
Teraz wybucha już całkowitym śmiechem.
- Z czego się śmiejesz pacanie ?! – krzyczę ze śmiechem i  przywalam mu poduszką  w głowę.
On śmieje się jeszcze bardziej i mi oddaje.
Przywalam jeszcze raz.
Tym razem mocniej.
- Dobra, dobra poddaje się. – mówi przez napady głupawki. Potem przestaje się śmiać i patrzy na mnie. – Nie masz za co przepraszać. – oddycham z ulgą. – I tak twoje łóżko jest wygodniejsze.
- Głupi. – wywracam oczami.
Lou przeciąga się.
- Idę się ubrać. – ściska moją rękę. – Jak się ogarniesz to zejdź na śniadanie. – krzywi się sarkastycznie i unosi palcem jedno w pasm moich potarganych włosów.
- I kto to mówi – kwituję i targam jego grzywkę.
- Czas już na mnie – śmieje się i zeskakuje z łóżka.
Odprowadzam go wzrokiem.
- A tak przy okazji. – mówi w drzwiach. – To mogłabyś na przyszłość nie gadać przez sen. Spać nie mogłem.
- Głupi ! – powtarzam i rzucam w niego poduszką.
Uchyla się i przedmiot wylatuje na korytarz.
- Widzę, że zostałeś wyrzucony z pokoju. – rzuca przechodzący obok Zayn. – Nie wiem co zrobiłeś, ale masz tempo bo zwykle uciekają dopiero po 3 dniach.
Patrzę się na Lou pytająco.
- Idiota, nie słuchaj go. – kiwa głową i znowu się uśmiecha.
Zamyka drzwi i zostawia mnie samą.

 *********************************************
JUSTSOPHIE

sobota, 29 grudnia 2012

Chapter one


- Hej ! Hej ! Słyszysz mnie ?  - ktoś pogłaskał mnie wierzchem dłoni po policzku.
Skrzywiłam się.
Tyle się namęczyłam, żeby zasnąć, a teraz ktoś ot tak bez powodu mnie budzi ?
‘Grrrrr …’
Otwieram oczy.
Niebo dalej jest ciemne, a latarnie już nie świecą.
Musi być środek nocy.
Podnoszę głowę.
I nagle moje serce zaczyna bić ze sto razy szybciej niż normalnie.
Nade mną stoi brunet o niesamowitych niebieskich oczach.
Zapamiętuję je pomimo tego, że jest ciemno, a to może znaczyć tylko tyle, że są wyjątkowe.
Nie zmienia to jednak faktu, że przerażona prawie podskakuję i cofam się na drugi koniec ławki.
Przyciągam kolana wyżej pod brodę i staram się uspokoić oddech.
- Ej nie bój się. – chłopak wyciąga rękę w moim kierunku. – Nic Ci nie zrobię.
- Na pewno ? – pytam niepewnie nadal ciężko oddychając.
- Na pewno. – potwierdza i wyszczerza zęby w uśmiechu.
Przyglądam mu się.
On robi to samo.
Po chwili siada obok mnie.
Przyciskam kolana jeszcze mocniej.
Zaczyna cicho się śmiać.
Spoglądam na niego pytająco.
- Uciekłaś z domu. – mówi dalej się śmiejąc.
- Blefowałeś. – zauważam. – Ale za to dobrze. – przyznaję. – A mogę jeszcze widzieć co tu robisz ?
- Zauważyłem Cię w drogi. Bałem się, że zamarzniesz.
Nie znam go, ale wydaje się w porządku.
Nie zmienia to jednak faktu, że jednak nogę spuszczam na ziemię, gdybym musiała szybko uciekać.
Spogląda na moją torbę.
- Mało  rzeczy.  – zerka na mnie pytająco.
- Spieszyłam się. –tłumaczę.
Na chwilę zapada cisza.
Widzę, że nurtuje go pytanie, ale boi się je zadać.
Niezręczną ciszę przerywa krzyk  ze strony ulicy.
- LOUIS KURWA ! POŚPIESZ SIĘ ! TO MIAŁO TRWAĆ TYLKO CHWILĘ !
Chłopak wywraca oczami.
Uśmiecham się.
- Louis ?
- Tak. A jak znasz już moje imię to chyba pora na twoje … ?
- Evelin. – podaję mu rękę.
Ściska ją.
- Lepiej wróć do domu. – mówi i uśmiecha się smutnawo. – Rodzice na pewno się zamartwiają.
- Nie mogę. – stwierdzam twardo.
- Aż tak źle ? Pewna jesteś ?
Kiwam twierdząco głową.
- To jedź z nami.
- Z jakimi ‘Wami’ ?
Otwiera usta jakby chciał coś powiedzieć.
Po chwili je zamyka.
- Nie wiesz kim jestem ? – pyta w końcu.
- Eeeee nie ? – ‘jakby to nie było oczywiste’.
- A teraz ? – staje w słupie światła wyłaniającym się z dziury między drzewami.
Przyglądam mu się.
- Dalej nic. – zaczyna mnie to śmieszyć.
- Na pewno ? Na 100 % ? Może tylko udajesz ?
- Nie wiem o co Ci chodzi. Nie wiem kim jesteś i jeśli nie masz w planie mi czegoś zrobić to totalnie mi to nie przeszkadza.
 - Hmmm … Nie no spoko. Eee no ten. Ale może chcesz i tak jechać z nami ? – pyta. – Znaczy ze mną z moimi przyjaciółmi. – poprawia się. - Jest z nami kierowca, więc na pewno nic Ci nie zrobimy, a chyba nie spędzisz tu całej nocy …
- LOUIS CHOLERA !!! – rozlega się kolejny krzyk.
- ZARAZ ! – drze się w odpowiedzi
- To jak ? Zaopiekujemy się tobą, dopóki nie zdecydujesz się wrócić do rodziny.
Krzywię się.
- Chyba … chyba mogę zaryzykować. Chociaż nie chcę Wam wchodzić na głowę …
- Nie, nic z tych rzeczy. I tak mamy teraz trochę wolnego.
- Na pewno ?
Kiwa głową i uśmiecha się.
- No chodź. Przedstawię Cię wszystkim. – chwyta mnie za rękę i ciągnie w kierunku drogi. – Inaczej tutaj zamarzniesz!
Biorę głęboki wdech .
Po chwili podnoszę swoją torbę i idę za nim.
Gdy tylko mijamy zakręt moim oczom ukazuję się długa czarna limuzyna.
- Chyba sobie żartujesz. – rzucam do niego. – Kim ty jesteś ?
- Zaraz zobaczysz. – śmieje się i otwiera drzwi samochodu. – Przyprowadziłem nam kolejną pasażerkę. – krzyczy na wejściu.
- Przestań Lou, bo kolejna  fanka zawału dostanie ! – wywraca oczami uroczy blondyn.
- Co Ci Nialler ? Fanek już nie lubisz ? – uśmiecha się do mnie chłopak w ciemnych lokach.
- Fanek ? – wykrztuszam ledwo.
- Nie no lubimy je. – zapewnia mnie jeden z nich. Taki krótko ścięty.
- Dobra chłopaki dajmy jej autografy i jedźmy do domu, bo jestem zmęczony – odzywa się znowu blondyn nazwany przez innego Nialler’em.
Spanikowana patrzę na Louis’a.
- Ona jedzie z nami. – mówi mój nowy znajomy. – Nie możemy jej tu zostawić.
Chłopaki zerkają na moją torbę.
- Uciekłaś z domu ? – pyta się jeden z nich.
- Czy to aż tak oczywiste ? – pytam wznosząc ręce do góry.
Wszyscy wybuchają śmiechem.
- Jesteś spoko bezimienna fanko. – mówi ten w lokach. – Wsiadaj.
- Chwila. – mówię wywracając oczami. – Przestańcie z tą ‘fanką’. Ja nawet nie wiem kim jesteście.
Wszyscy na chwilę zamierają.
- A poza tym – kontynuuję. – Mam imię. – udaję obrażoną.
Na to wszyscy znowu wybuchają śmiechem.
- Wsiadaj. – mówi, dalej śmiejący się, Nialler.
Biorę moją torbę i zajmuję miejsce obok niego na jednej w dwóch półkolistych kanap w środku limuzyny.
Louis, który dalej cieszył banana usiadł obok mnie.
- Podsiadłaś mnie. – oświadczył szeptem na ucho, gdy ruszaliśmy.
- O rany przepraszam !  -  mówię i wstaję.
- Nie, siedź. – odzywa się na to blondyn siedzący po mojej prawej stronie.
- Głupi. – skwitowałam wywracając  oczami.
- I kto to mówi. –spogląda na mnie.
Pokazuje mu język.
- Chyba czas się przedstawić.  – szczerzy się ten krótko ścięty. – Jestem Liam.
- Postaram się zapamiętać. -  uśmiecham.
- A ja Harry. – mówi Loczek.
- Ok. – mówię przeciągając pierwszą literę.
- Ja Zayn. – przedstawia się siedzący z boku mulat.
- A ja … - odzywa się blondyn.
- Wiem. – przerywam mu dumna, że zapamiętałam. – Jesteś Nialler.
- Niall. – poprawia mnie chłopak. – Ale byłaś blisko.
Szczerzę się.
- No to kim jesteście ? –kontynuuję rozmowę. – Dalej nikt mnie nie oświecił. – mówię trąc ramiona, chociaż w pojeździe jest bardzo ciepło.
Chłopaki spojrzeli po sobie zdziwieni.
- Serio nie wiesz czy tylko udajesz, żeby strzelić nam nagie fotki jak będziemy już u nas ? – mruży oczy Zayn.
- LOL czemu miałabym to robić ?
- Emm … - zamyśla się Harry, a w tym czasie drugi włącza spory telewizor, zamontowany z tyłu fotela kierowcy.
Na ekranie wyświetla się nagranie z jakiegoś koncertu.
Po chwili rozpoznaje co to.
- O One Erection.  – przedrzeźniam nazwę z uśmiechem.
Na chwilę zamieram.
Przyglądam się to chłopakom z telewizora to moim towarzyszom.
- Fuck. – klnę cicho. – Naprawdę powiedziałam to głośno ?
Lou kiwa głową.
- No pięknie Lou, przyprowadziłeś hate’erkę. – wzdycha Loczek..
- Brawo stary. – skwitował Zayn.
Krzywię się i spoglądam na Louis’a.
Spogląda na mnie i spuszcza smutno głowę.
- Ej przepraszam – patrzę na nich. – Naprawdę nie chciałam Was urazić – mówię szczerze. – Nic do Was nie mam. – dodaję.
- Nie kłam. – odzywa się Louis. – Odwieziemy Cię do domu.
- Nie ! – reaguję szybko. - Znaczy … - poprawiam się. – Nie mogę tam wrócić. I serio przepraszam. Po prostu w mojej szkole jesteście tak ostrooo hejtowani. – tłumaczę. – I trochę mi się to udzieliło. – patrzę na nich ze skruchą.
Zero reakcji.
- Harry ?  - pytam z nadzieją w głosie.
Podnosi na mnie wzrok.
- Nie jestem hate’erką.  Naprawdę.
Rzuca mi upewniające spojrzenie.
- Naprawdę. – powtarzam.
- To dobrze. – uśmiecha się do mnie.
Dalej smutnawo.
- Ej serio nie chciałam Wam zepsuć wieczoru. Głupia jestem.
- Nie, znaczy nie chodzi o ciebie. – zaczyna Liam.
– Tak trochę szkoda po prostu, że cała twoja szkoła nas hejtuje. – dopowiada Niall.
- Sami idioci tam. Dużo nie tracicie. – wzruszam ramionami.
To sprawia, że Zayn zaczyna się śmiać.
- Może jednak na jesteś taka zła … - zatrzymuje się na chwilę. – Właśnie. Podobno masz imię.
Reszta chłopaków dołącza do niego, głośno się śmiejąc.
- Podobnoooo. – przedrzeźniam go, ale potem spoglądam na Louis’a i odpowiadam. – Jestem Evelin.
- Ładnie. – rzuca Niall.
- Wiem. – śmieję się.
- Jaka skromna.
- A jak. – mówię nie przestając się śmiać.
A po chwili zamieram.
Ogromna, gruba czarna szyba w przodu zaczyna się odsuwać.
Wpatruję się w nią przerażona.
- Ktoś tu chyba nigdy nie jechał limuzyną … - drwi ze mnie Zayn.
- Lamusy dupa cicho. – pokazuję w język. – A poza tym co w tym złego.
- Nic, nic. – odpowiada mulat, robiąc rękami gest pod tytułem ‘Nie mam z tym nic wspólnego’.
Dalej przyglądam się szybie.
- To tylko kierowca chce nam coś powiedzieć. – szepcze mi do ucha Lou.
Wzdycham.
- I tylko dla tego prawie dostałam zawału ? – spoglądam na niego.
Szczerzy swoje białe zęby.
- Zaraz będziemy. – rzuca chłodno mężczyzna w czarnym garniturze i słuchawką bluetooth w uchu.  Po chwili zauważa mnie. – Wiecie, że Simon nie będzie zachwycony. – karci ich spojrzeniem.
Towarzysze kiwają zgodnie głowami, ale nie wyglądają na przejętych.
- Kto to Simon ? – pytam, gdy szyba znowu się podnosi.
- Nasz menadżer – odpowiada Harry machinalnie.
- Będzie zły. – mówię.
- Nie, na pewno nie. – pociesza mnie Louis.
- To nie było pytanie. – rzuca Zayn.
Uśmiecham się do mulata.
- Dokładnie. – przyznaję.
- Jakoś damy radę. Poza tym to chyba obowiązek każdego normalnego człowieka, no nie ? Pomóc w potrzebie.
‘Taaa … Ale ja jakoś tego nigdy nie rozbiłam …’
Z zamyślenia wyrywa mnie ostre hamowanie, dzięki którego wyleciałam do przodu.
‘Fuuuuuck !’
W ostatniej chwili czuję na swoich ramionach czyjeś dłonie.
Odwracam się i widzę Zayn’a.
- Dzięki. – szepczę i wypuszczam głośno powietrze.
- Mówiłem, że nigdy nie jechałaś limuzyną. – szczerzy się.
- Tere fere. – znów pokazuję mu język.
W tym momencie drzwi się otwierają.
- Koniec podróży. – oświadcza Afroamerykanin. – wysiadka.
Biorę swoją torbę i daje Harry’emu wyprowadzić się w limuzyny.
Na chwilę zamykam oczy.
Gdy je otwieram mam wrażenie, że dalej śnię.
- Harry proszę uszczypnij mnie … - szepczę zauroczona widokiem.
- A proszę bardzo. – szczerzy się.
- Co ? Auuu ! – krzyczę, gdy chłopak wbija mi paznokcie w ramię. – Głupi. – rzucam.
- Sama chciałaś.
- Wiem. – uśmiecham się nie odrywając wzroku od ogromnej willi z basenem, która przede mną stoi.
Naprawdę ciężko byłoby znaleźć większą i bardziej luksusową.
- Mieszkacie tu ? – pytam.
- Tylko jak jesteśmy w Londynie.
- Nieźle. – przyznaję.
- Trochę miejsca jest. Wybierzesz sobie pokój.
Krzywię się.
- Ja naprawdę nie chcę Wam przeszkadzać. – spoglądam na niego smutnawo. – Lepiej pojadę do hotelu czy coś.
- Taaak taak znam tę bajkę, a potem znajdziemy Cię zamarzniętą na tej samej ławce. – uśmiecha się motywująco. – Nie martw się, będzie dobrze.
Obejmuje mnie i przyciska moją głowę do siebie.
Tak po przyjacielsku.
Stoimy tak dłuższą chwilę.
- Może nic mi nie będzie.
- Głupia jesteś. – mówi się.
- W końcu wszyscy jesteście homo. – kończę i posyłam mu żartobliwy uśmiech.
- Jaaa ? Jaaa pedałem ? – wybucha jeszcze większym śmiechem. – Powiedz tak jeszcze raz i wylądujesz w basenie !
- Pedałek. – mówię i zaczynam uciekać dookoła.
Niestety nie przewidziałam tego, że jest ode mnie szybszy, więc dogonił mnie po kilku minutach i wziął na ręce.
- Zooostaw mnie !!!!! Głuuupi !!! Puśććć mnie !!! – drę się w niebogłosy i wierzgam nogami.
Ale on nie zatrzymywał się i dalej szedł w stronę basenu.
- Zemsta będzie słodka. – krzyczy, gdy stoi już przy samej krawędzi.
Po chwili wrzuca mnie do wody.
‘Ja myśląca’ chwytam go szybko za rękaw i w efekcie oboje lądujemy w wodzie.
- Debil ! – rzucam, gdy wynurzam się z pod wody i zaczynam chlapać go wodą.
On odwdzięcza się tym samym.
- Ooooo co to ? Pływamy ? – krzyczy Zayn i wskakuje do basenu razem z nami.
Za nim biegną pozostali.
I tak dokładnie zaczęło się chlapanie we wszystkie strony i o ile jeszcze wcześniej został na mnie jakiś suchy fragment teraz był już całkowicie mokry.
- Wariaci. – śmieję się i wychodzę w wody.
Za mną idzie Louis, a reszta bawi się dalej.
- Dać Ci ręcznik ? – pyta kiedy wchodzimy do wnętrza domu.
- Eeem tak, poproszę. – odpowiadam i staram się uśmiechnąć.
Chłopak skręca w któreś drzwi po prawej stronie i po chwili wynosi z nich 2 białe ręczniki.
Jeden przerzuca sobie przez ramię, a drugi podaje mi.
- Proszę.
- Dzięki.
Unoszę wzrok i stwierdzam, że patrzy prosto na mnie.
- Coś się stało ? – pytam z uśmiechem.
- Nie, nic. Chodź wybierzesz sobie pokój.
- Ej Louis ?
- Hm ? – mruknął tylko, ciągnąc mnie za rękę na górę.
- Nie sądzisz, że to dziwne ?
- Co ? – chłopak dalej się nie zatrzymywał.
- Nie znacie mnie, a mi pomagacie. I to w dodatku tak bardzo. Nie mówię, że to złe, bo to cudowne, tylko … dlaczego to zrobiłeś ? Znaczy dlaczego mnie tu zabrałeś ?
- Gdybyś wracała do domu i zobaczyła dziewczynę w twoim wieku śpiącą na ławce w środku zimy to co byś zrobiła ? – staliśmy oparci o framugę zamkniętych, drewnianych drzwi.
- Nic. – odpowiadam szeptem.
- Dlaczego ? – marszczy czoło.
- Miałabym dwie opcje. Właściwie trzy. Mogłabym zabrać ją do siebie, zadzwonić na policję albo zostawić samą sobie. Nie zadzwoniłabym na policję, bo wiem,  że jeśli uciekła to miała powód  - tak samo jak ja – i zapewne by tego nie chciała. A do mojego domu nawet sama bym nie wróciła. Nie po tym co się stało. – zaciskam oczy, które przeszkliły łzy. – Kurwa, znowu płacze.
- Ej, ej.  Już dobrze. – przyciąga mnie do siebie.
Nie znamy się długo, ale czuję, że nie ma złych zamiarów.
Daję mu się pocieszać, chociaż wiem, że to i tak bez sensu.
Opieram głowę o jego ramię.
Stoimy w bezruchu przez kilka minut.
Nagle on odsuwa mnie lekko od siebie.
Na tyle, że widzi moją twarz.
- Powiesz mi co się stało ? – szepcze, ale chwilę potem gryzie się w język. – Um przepraszam. Jak  nie chcesz to oczywiście nie musisz.
- Ja … Ja nie mogę. Przynajmniej na razie.
- Jasne, sorry. – przesuwa kciukiem po moim policzku, aby zetrzeć jedną w łez. – Po prostu … Wiem jak się teraz czujesz i pomyślałam … Znaczy wiesz … Mi po zerwaniu z Eleonor zrobiło się lepiej jak porozmawiałem z Harry’m. I …
- Louis, przepraszam, ale nie teraz. Może później. Ja … Muszę ochłonąć. To wszystko co się teraz wydarzyło…  No wiesz …
Kiwa tylko głową.
- Chodź  - mówi i otwiera przede mną drzwi.
Pokój był ładny – na błękitne ściany a na jego środku duże małżeńskie łoże. Z boku szafa i drewniane biurko pomalowane na biało.
- Podoba Ci się ? – spytał dalej stojąc w drzwiach, gdy weszłam do środka.
- Tak. Jest śliczny. – mówię i staram się uśmiechnąć.
- To dobrze. Zostawię Cię teraz, żebyś mogła się przebrać. – powiedział i wyszedł.
Usiadłam na brzegu ogromnego łóżka.
‘Tak ma teraz wyglądać moje życie ?’
‘Może będzie fajnie J
‘A przynajmniej mam taką nadzieję…’



*********************************

Jak każdy pierwszy rozdział zapewne nie jest zbyt udany, dlatego mam prośbę, żeby kto go przeczyta (o ile to zrobi) zostawił komentarz co o nim uważa. Dla Was to parę minut a dla mnie naprawdę wiele.
JustSophie

Prolog


Przyjrzałam się okolicy dookoła. Księżyc w kształcie bardzo cienkiego rogalika oświetlał uliczki parku lepiej niż przygasające latarnie. Nie było jeszcze późno - chociaż w sumie nie jestem tego taka pewna, mój telefon padło kilka godzin temu – ale zimą słońce zachodziło bardzo wcześnie.
‘Nie wrócę do domu. Nie ma  mowy. Nie po tym.
Nawet jeśli to oznacza, ze spędzę tą, następną i chociażby jeszcze kolejną noc na tej pierdolonej ławce na obrzeżach Londynu. ‘
Potarłam dłonie o siebie, aby je rozgrzać.
‘Nie mogę się popłakać. Jestem silna’
Gdy nie dało to efektu naciągnęłam rękawy swetra na palce i schowałam je między wychudzone uda.
Spojrzałam na przetarte rurki, które chociaż były 2 rozmiary za małe i tak nie okalały moich nóg szczelnie.
‘Na ucieczkę z domu mogłam wybrać coś lepszego.’
‘Hah, Evelin, gdybyś miała więcej czasu pewnie byś tak zrobiła’
Zaczerwieniłam się zawstydzona własną głupotą.
Machinalnie ziewnęłam.
‘Czas iść spać ?’
‘Pewnie tak. Zapowiada się ciężka noc …’
Wciągam w małej podróżnej torby kurtkę.
Okazuję się ona być jedną z tych cienkich, letnich wiatrówek w turkusowym kolorze.
Szczerze mówiąc nawet nie wiem do końca co spakowałam , robiłam to w pośpiechu, nie myśląc racjonalnie.
Bądź co bądź przykrywam się nią i przechylam lekko w prawo, aby przybrać pozycję nieco bardziej wygodną do spania.
Zamknęłam oczy.
‘Ej no nie zasnę !’ – wydarłam się w myślach na samą siebie – ‘Tu jest za zimno.’
Przyciągnęłam kolana po szyję.
I wtedy poczułam, że już dłużej nie wytrzymam.
Pierwsza słona łza popłynęła po moim policzku
‘Kurwa. Nie mogę być słaba.’
Zawsze gardziłam słabymi ludźmi. Wierzyłam w to, że jeśli ja potrafię do czegoś dojść sama to oni też powinni. Jedyną osobą jakiej kiedykolwiek pomogłam się czegoś nauczyć była moja – najlepsza na świecie – przyjaciółka Miriam. Ona jedyna mogła na mnie liczyć.
Wzięłam głęboki oddech i wykonałam kilka serii błyskawicznych mrugnięć.
Brutalnie starłam łzę z policzka.
‘Evie opanuj się !’
Zagryzłam zęby i ponowiłam próbę zaśnięcia.
Gdy w końcu zimno przestało mi tak dokuczać zaczęłam liczyć drzewa dookoła.
Naliczyłam ich z 50, kiedy poczułam, że odpływam.
‘Wreszcie…’ – przeszło mi tylko przez myśl.
Zamknęłam oczy i ułożyłam się w wygodnej pozycji.
‘Jedyna przyjemna rzecz tego wieczoru.’ – skwitowałam i dałam się wciągnąć w krainę moich – jak zwykle – głupich i niezrównoważonych snów…

Bohaterowie :)

1. Evelin Lancome
Evelin ma 16 lat, uczy się w jednej z miejscowych Secondary Schools. Mieszka w Londynie, tu się wychowała. Jest dziewczyną po przejściach. Jej matka zmarła kiedy miała 11 lat, podczas narodzin jej młodszej siostry, której nadano imię Adia. Jej ojciec po śmierci żony został alkoholikiem. Evie pracowała na czarno od 13 roku życia, aby utrzymać rodzinę. Przejścia wpędziły ją w anoreksję i depresję. Ma jedną jedyną przyjciółkę, której może zaufać - Miriam. Jedyną rzeczą, która ją uszczęśliwia jest kultura, której należy - hip hop. Jest skryta, ale jeśli wie, że może komuś zaufać staje się przyjacielska i wygadana. Gardzi słabością i nienawidzi, jeśli sama ją okazuje. Uważa, że jeśli ona dała radę to inni też powinni. Zawsze jest sobą i nie sili się na perfekcyjność. Na gdzieś co ludzie o niej myślą. Po próbie gwałtu dokonanej przez jej ojca ucieka z domu.


2. Venus Michealson
Ven's jest rówieśniczką Evelin. Mieszka w Londynie razem z babcią oraz 15-letnim sparaliżowanym od pasa w dół bratem, który gra z lidze koszykówki dla niepełnosprawnych. Rodzice dziewczyny zostawili ją i jej babci niedługo po urodzeniu jej brata, ponieważ chcieli podróżować, a jak powiedzieli ,,dzieci by im w tym przeszkadzały''. Obiecali, że kiedyś wrócą po dzieci lecz jak dotąd tego nie zrobili. Od czasu kiedy jej brat uległ wypadkowi samochodowemu dziewczyna jako wolontariuszka pomaga ludziom niepełnosprawnym. Jej najlepszymi przyjaciółkami są Veronika i Gabrielle. Poznaje Harry'ego, gdy jej pies przez przypadek ratuje go przed anty-fanką i po krótkim czasie się w nim zakochuje.


3. Louis Tomlinson




4. Harry Styles. 



5. Liam Payne



6. Zayn Malik



7. Niall Horan


8. Veronica Settle



9. Gabrielle Mason


10. Cody Simpson


11. Miriam Stefanson



12. Adia Lancome (5 lat)