Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Może to całe One Direction nie jest jednak takie bardzo
złe ?
Chłopaki wydają się całkiem mili.
No i do tego mnie tu zabrali. A to daje im ogromny plus.
Ziewam chociaż jestem całkowicie wyspana. Była to jedna z
niewielu nocy, w której szczerze chociaż przez chwile nie musiałam się
zamartwiać. Sama obecność Lou była dla mnie bardzo kojąca.
Wyjmuje z torby mój stary zniszczony telefon, który
pamięta jeszcze moją mamę.
Wybieram numer Miriam.
Czekam pierwszy sygnał.
Drugi.
Trzeci.
W końcu moja przyjaciółka odbiera.
- Tak słoneczko ? - mówi na wstępie.
- O hej. Jak tam ?
- A wiesz, szykuje się do szkoły. Będziesz dzisiaj ?
Jej pytanie jest naturalne. Często opuszczam lekcje. Nie
zawsze jest z kim zostawić Adię, a poza tym zdarzało się, że miałam dyżury do 9
rano.
- Emm wiesz, raczej nie. I myślę, ze przez najbliższy
czas też nie.
Nie widzę jej, ale czuję jak się krzywi.
- Stało się coś ? - pyta w końcu .
- Znaczy ... Niby tak, ale jestem bezpieczna. Nie martw
się o mnie.
Nagle z zza drzwi odzywa się Harry.
- Ej Evie ? Jesteś tam ? Czekamy na dole.
- Um Jedzcie ja zaraz do was dołączę. Przepraszam Mir to
tylko ...
- OMFG !!! On brzmiał jak Harry Styles ! - przerywa mi
krzykiem.
No tak.
Miriam jest fanką chłopaków.
W sumie 'fanką' to mało powiedziane. Codziennie przez
telefon nawija mi o nich jakby byli jakimiś bogami czy innymi ... Zwykle
włączam wtedy jakiś dobry kawałek w słuchawkach i tylko jej potakuję.
- No a jak miał brzmieć ? - zaczynam się śmiać.
- O czy ty mówisz skarbie ? - jej głos podnosi się z
podekscytowania.
- No jak inaczej ma brzmieć Harry ?
- CO ?! GDZIE TY JESTEŚ ???
- Sszszszszszsz ... Coś mi przerywa .... Zadzwonię
wieczorem ... - rozłączam się ze śmiechem.
Wiem, że to trochę nie fair, ale, gdybym jej powiedziała
to jeszcze by się komuś w szkole wygadała przez to całe podniecenie.
Odkładam telefon i biorę szczotkę. Przeczesując włosy
schodzę na dół. Słyszę rozmowy chłopaków i podążając za dźwiękami trafiłam do
kuchni.
- Ooooo nasza śpiąca królewna wstała ! - szczerzy zęby
Liam.
- A żebyś wiedział, że specjalnie dla ciebie. - rzucam z
udawaną życzliwością.
Po chwili posyłam mu szczery uśmiech.
- Chcesz kawy ? - pyta mnie Zayn stojący przy okapie.
- Yhmy. - potakuję i zajmuje miejsce przy stole.
Biorę małą kromkę chleba smaruję ją masłem.
Patrzę na nią z pogardą przez dłuższą chwilę, a potem
odgryzam malutki kęs.
Żuję ponad 30 razy i dopiero połykam.
- No co ? – rzucam do chłopaków, którzy wpatrywali się we
mnie wielkimi oczami. – Anorektyczki nie widzieliście ? – pytam skrzywiona.
- Jesteś anorektyczką ? – pyta któryś z nich. Nie patrzę
na nich, więc nie wiem który.
- Chyba. Przynajmniej tak mówi mi Miriam. Uważa, że
powinnam iść do psychologa. Ale ja nie mogę. – szukam oparcia w błękitnych
Louis’a.
- A ty tak nie uważasz ? – pyta Zayn stawiając przede mną
czarny kubek z kawą.
- Nie głodzę się. Jem jak jestem głodna. To, że rzadko to się zdarza to inna
sprawa.
Biorę kolejnego gryza.
W tym momencie rozlega się głośny dzwonek do drzwi.
- Otworzę. – mówi Niall i wstaje. – To pewnie Simon.
Słyszę jak idzie do drzwi i je otwiera.
- Siemka ! – wita się, ale mężczyzna mu nie odpowiada.
Przynajmniej nie na głos.
Kroki zbliżające
się do jadalni są sztywne i donośne.
Po chwili niejaki Simon wchodzi do pomieszczenia.
Nawet nie spogląda na chłopaków, tylko kręci się w kółko
kłócąc się z kimś przez telefon.
- Ale przecież mieli mieć dziś wolne. Tak … Tak … Gówno
mnie obchodzi, że twój szef sobie tak zażyczył … Nie … Nie ma mowy … Tak, ale …
CO ? Ile ?! Ech … Niech panu będzie … Porozmawiam z nimi … Odezwę się przez
południem. – wzdycha na koniec i rozłącza się.
- No chłopaki … - dalej na nich nie patrzy. Przeszukuje
swojego Iphone’a. – Nie mam dla Was dobrych wiadomości. Kuzynka Kate Middleton
doszła do wniosku, że jak już jest w Londynie to chce zobaczyć Was na żywo. –
tu agent wywraca oczami. – I Księżna poprosiła, abyście zagrali dla niej
koncert. Oczywiście wy zostaliście powiadomieni jako ostatni, bo ludzie
Księżnej sprzedali już wszystkie normalne bilety i zorganizowali scenę. Tak czy
owak stawka jest naprawdę dużo i myślę, że moglibyście przyjąć to propozycję.
- O jeeezu … Znowu … No co jest … Mieliśmy mieć wolne … -
rozlega się dookoła.
- Ej wiem, że to Wasz wolny tydzień, ale to tylko jeden
występ i do tego krótki. Góra pół godziny. To jak ? Mogę dzwonić do tego gości…
- nie kończy , bo wybucham śmiechem.
Jeszcze bardziej rozśmiesza mnie to, że to pierwszy
moment, w którym w ogóle na kogoś spogląda.
- Acha ? – marszczy czoło. – Widzę, że sprowadziliście
sobie fankę… - patrzy na nich groźnie. – Jeśli któryś z Was ją przeleciał to …
-
- NIE ! – krzyczy Louis. – Znaczy … Nic z tych rzeczy.
Tylko jej pomagamy. – uśmiechnął się krzywo.
- Powiedział ten, który spędził noc w jej pokoju … -
szczerzy się perfidnie Harry.
- To nie tak … A tak w ogóle to skąd ty to wiesz ? –
wpatruje się w niego.
- A tak przechodziłem…
- Pedał. – mówi.
- HAHAHAHAH miałam rację ! – przybijam piątkę z Lou.
Simon patrzy na mnie zniesmaczony.
- Wiecie co o tym myślę. Już kiedyś mieliśmy taką sytuację
i myślałem, że czegoś się nauczyliście.
- Gabrielle to była zupełnie inna sytuacja. Ona sama nam
się wepchnęła na chatę. – warknął Niall.
- Wasz wybór. – menadżer wzrusza ramionami. – A z resztą
jak zrobicie jej dziecko to nie będzie moja sprawa.
A i koncert zaczyna się o 22:30, więc o 21:45 przyjedzie
do Was limuzyna. Przygotujcie się.
Mężczyzna zabiera ze stołu kromkę chleba i wychodzi
konsumując ją.
Patrzę po nich zaciekawiona.
- Mam nadzieję, że chcecie mi o czymś opowiedzieć. –
zaczynam i posyłam im najładniejszy z moich uśmiechów.
- Jak ty powiesz czemu uciekłaś z domu . – rzuca Harry, a
Zayn, Liam i Niall zaczynają się śmiać.
Louis pozostaje poważny.
Wydaje się trochę zmieszany.
- Ona nie musi Wam nic mówić. – ucisza ich tonem nie
znoszącym sprzeciwu.
- No nie denerwuj się tak od razu. Co z tobą Lou ? –
rzuca Niall dalej głupawo uśmiechnięty.
- Chyba już się najadłam mówię, odkładając pół ‘kanapki’
na talerz.
Biorę do ręki kubek z kawą i wstaje.
Podchodzę kawałek i opieram się o okap kończąc napój.
Wszyscy dalej się wygłupiają.
Lou patrzy na mnie przepraszającym wzrokiem.
Odkładam kubek do
zlewu i idę do swojego pokoju.
‘Skłócam ich ze sobą.’ – myślę siadając na łóżku.
‘Głupio trochę.’
********
Cały dzień upływa luźno, bez większych sensacji. Głównie
siedzę w chłopakami lub korzystam z okazji i surfuję w sieci.
********
- Dobra, zbierajmy się. – Zayn spogląda na duży salonowy
zegar i wstaje z kanapy. – Zaraz przyjedzie Martin.
- Um jasne. O której wrócicie ? Bo nie wiem czy na Was
czekać. – pytam całkowicie poważnie.
- Głupia jesteś. Jedziesz z nami. – oznajmia mi Harry. –
Przecież nie będziesz tu siedzieć.
- A jak nie chcesz na nas słuchać to weź słuchawki i
zostaniesz za kulisami. – radzi Niall.
- Muszę ? – pytam smętnie. Jakoś nie widzi mi się
słuchanie pisków tych wszystkich rozczulonych Directionerek.
- Tak. Przynajmniej zobacz jak będzie. Jak Ci się nie
spodoba to następnym razem zostaniesz w domu.
‘Dobra. Niech Wam będzie.’ – pokazuje gestem chłopakom i
idę na górę.
Co założyć na koncert tak, żeby się nie wyróżniać i, żeby
nie zostać kolejną prywatną striptizerką czy inną Harry’ego Styles’a ?
Po dłuższym namyśle wybieram turkusowe szorty, które
Mirim przywiozła mi z Bangkoku i długą, spraną koszulkę z krzyżem. Dokładam do
tego czarne trampki, które sama ‘podrasowałam’ ćwiekami.
Wygląda to jak zwykły zestaw, podobny do tego, który
podłapałam kiedyś u jakiejś dziewczyny, robiącej filmy na YT, szykującej się na koncert chłopaków. (http://www.polyvore.com/1d_concert/set?id=67464233)
Włosy puszczam luzem jak zawsze. Jeśli chodzi o make-up –
podmalowuję oczy eye-liner’em i maskarą. Na usta, które jak zwykle mam
wysuszone nakładam balsam.
Przeglądam się w lustrze.
Szorty są w dziecięcym rozmiarze (152cm dla ścisłości),
ale przynajmniej mi nie spadają.
Podskakuję kilka razy, aby się upewnić.
Nic.
Sprawdzam jeszcze raz i decyduję się zmienić stanik na topik.
Teraz, chociaż wystaje z pod bluzki wygląda w miarę
normlanie.
Przyglądam się swoim paznokciom.
‘Gdyby nie to że nie wzięłam żadnych lakierów zapewne bym
je pomalowała.’
Nagle na dworze rozlega się głośne trąbienie samochodu.
‘Limuzyna’ – myślę.
Chwytam w rękę telefon ze słuchawkami i szybko zbiegam na dół.
- W samą porę. – rzuca Liam i ciągnie mnie za rękę w
kierunku samochodu.
Zajmuję miejsce w limuzynie.
Wszyscy wyglądają na trochę zestresowanych, więc wyjmuję
słuchawki i puszczam kawałek GZA’y.
Zamykam oczy, daję się ponieść muzyce i o ile jeszcze
przed chwilą rozmowa moich towarzyszy przebijała się przez słowa rapera teraz
kompletnie ich nie słyszę.
*******
Ten rozdział jest krótszy, ale koniecznie chciałam
wstawić coś przed wyjściem na imprezę sylwestrową.
Witam pierwszego członka J
Dziękuję za miłe komentarze i do usłyszenia,
JUSTSOPHIE











