niedziela, 17 marca 2013

Informowanie o nowych rozdziałach na Twitterze :)

Jeśli chcesz (pomimo mojego nieregularnego dodawania rozdziałów xd) zawsze być na bieżąco wpisz swój nick na Twitterze w komentarzu pod tym postem lub pod najnowszym rozdziałem. W prawej strony, pod widgetem ,,O mnie'' znajduje się spis wszystkich informowanych - tak możecie sprawdzić czy na pewno zostaliście dodani :)


JUSTSOPHIE

Chapter sixteen


DEDYKOWANE MOJEJ NAJUKOCHAŃSZEJ WERONICE :*
[PERSPEKTYWA VENUS]
,,Lake Districkt National Park'' - w myślach czytam napis na tabliczce, gdy wjeżdżamy na podjazd.
Potrzebuję chwili, aby uświadomić sobie jak daleko jestem teraz.
Przez krótką chwilę wraca obawa ...
Ale potem zalewa ją zachwyt.
Harry niczym dżentelmen otwiera mi drzwi i pomaga wysiąść.
- Aż tak stara nie jestem. - śmieję się, gdy zamyka za mną drzwi.
- No nie wiem. - wywraca oczami i chwyta mnie za rękę.
Wolnym krokiem kierujemy się w stronę dużego, białego budynku.
Staram się ignorować wścibskie i zdziwione spojrzenia ludzi dookoła.
Kilka małych dziewczynek, które mijaliśmy chciało nawet do nas podbiec, ale rodzice ich zatrzymali.
Po chwili zdaję sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy w życiu mam do czynienia z 'aż tak ogromną' gwiazdą jaką poniekąd jest Harry Styles.
Problemem, którego ludzie nie rozumieją to fakt, że on nie jest dla mnie Haroldem Styles'em, członkiem super sławnego boysbandu One Direction ... tylko po prostu Harry'm.
Suma sumarum wszyscy i tak rzucą się na niego jakby był ostatnią butelką wody na pustyni.
Wzdycham.
Akurat wybija 22, kiedy mój towarzysz i ja udajemy się do niedużego, drewnianego domku na brzegu jeziora.
Wchodzę do środka i oczarowana uśmiecham się.
Ściany są z grubych dębowych bali, a podłoga na całej powierzchni budyneczku jest wyłożona gęstym, białym dywanem.
Zza rogu wystaje niewielka kuchnia, w lewej strony widzę kawałek uroczego salonu, a kawałek dalej lekko zaciemnioną sypialnię.
- O rany ... - tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
- Podoba Ci się ? - pyta wchodząc zaraz za mną.
- Jest cudowny. - mówię, a zaraz potem zamieram.
Mianowicie spoglądam w lustro.
Krótka chwila tłumaczy wszystkie dziwne miny ludzi w recepcji.
Moje włosy są potargane, zebrane w luźnego koka na czubku głowy.
Jestem ubrana w dresy, za duży t-shirt i czarne japonki.
Mój makijaż ogranicza się do odrobimy mascary, rozmazanej pod moimi oczami, która jakimś cudem nie została zmyta podczas wczorajszej bitwy w basenie.
Taa ... Ten look.
- Wyglądam oszałamiająco. - rzucam sarkastycznie do bruneta.
- Jak zawsze. - odpowiada całkowicie poważnie.
Uśmiecham się lekko.
- Wiesz, że nie mamy żadnych rzeczy ? Ciuchów ? Kosmetyków ?
- Może ty. - szczerzy się.
- No chyba nie. Harry ! - krzyczę ze śmiechem. - Wywiozłeś mnie tu na czas nieokreślony, sam się spakowałeś, a mnie zostawiłeś w takiej sytuacji ?!
- Dokładnie. - kiwa głową.
- Jesteś głupi. - wywracam oczami i wychodzę z domku.
- Ej ! Czekaj. - idzie za mną. - Żartuję.
- Z czym niby ? - mówię trochę poważniej.
No bo w końcu jestem na drugim końcu Anglii bez chociażby ładowarki do komórki.
- O tych twoich rzeczach.
Rzucam mu zdezorientowane spojrzenie.
- Cały bagażnik jest wypełniony damskimi ubraniami.
Cudem nie wybucham śmiechem.
- Co proszę ? – pytam z niedowierzaniem.
- W bagażniku są ciuchy z ostatniego pokazu, na którym byliśmy. Organizatorzy dali nam sporą cześć tego co było prezentowane na wybiegu. Pewnie liczyli, że damy je na jakąś akcje charytatywną i przez to staną się jeszcze sławniejsi niż są.
Posyłam mu zdezorientowane spojrzenie.
- Znajdziesz coś dla siebie.
Tym razem nie mogę się powstrzymać i naprawdę zaczynam się śmiać.
- No co ? – posyła mi niewinny uśmiech.
- Nic. Po prostu nie mogę uwierzyć, że dałam się tu wywieść takiemu idiocie.
- Idiocie ? Idiocie ? – udając zdenerwowanego przerzuca mnie przez ramię.
- Puść mnie ! Puść ! – krzyczę.
Chichocząc próbuję się wyrwać.
Jednak na próżno.
Po chwili brunet stoi już na krawędzi molo.
- Odszczekaj to, albo wylądujesz w jeziorze. A zakładam, że woda jest zimna.
- Och no dobrze. – dalej się śmieję. – Nie jesteś idiotą.
Odstawia mnie z powrotem na ziemię.
- Dziękuję. – rzucam.
Wzrusza ramionami, ale na jego ustach dalej gości uśmiech.
- Spoko. Idę przynieść rzeczy. Czekasz tu czy pójdziesz ze mną ?
- Poczekam. 
Kiwa głową i odchodzi w stronę budynków.
Zaciekawiona przyglądam się jeziorze.
Jest piękne.
Tak samo jak całe to miejsce.


***
[PERSPEKTYWA NICKY]
Basen nie był daleko, więc dojechaliśmy szybko, bez większych rewelacji.
Chociaż … może samą rewelacją był on.
Cody.
Czy to możliwe, żeby być od 2 lat tak samo beznadziejnie zakochanym ?
Zakochanym niczym wariat ?
I to jeszcze w wieku 16 lat ?
Niesamowite …
Świat jest dziwny.
Ale chyba właśnie to czyni go cudownym prawda ?
***
Gdy dojechaliśmy Cody wypadł niczym strzała z samochodu, aby otworzyć mi drzwi.
Posłałam mu najpiękniejszy z moich uśmiechów, a on lekko pocałował mnie w usta.
Chwilę potem, gdy wzięliśmy już wszystkie torby, skierowaliśmy się do budynku.
Kątem oka widziałam jak Evelin pokazuję swojej małej siostrze wszystko dookoła, a Gabrielle szuka czegoś na Iphonie.
Ale on się nie liczyły.
Zwracałam uwagę tylko na mojego ukochanego.
Ostatnio nie mamy dla siebie tak wiele czasu jak kiedyś.
Cody z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularny.
A ja …
A ja pozostaję sobą.
Kiedyś zastanawiałam się co on we mnie widzi.
Mógłby mieć każdą, a wybrał akurat mnie.
Hmm …
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj …
***
[~24 listopada, 2010r.~]
O mój boże …
To już dzisiaj.
Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę.
Przez kilka miesięcy odkładałam na bilet na koncert Cody’iego Simpsona, a teraz moje marzenie nareszcie się ziści.
Wszystko miałam dokładnie zaplanowane.
Mój bilet to Diamond Circle Meet&Greet, więc wiedziałam dokładnie co mu powiem.
Kropka w kropkę.
Już od tygodni strój i kosmetyki leżały grzecznie na szafce, a bilet siedział zamknięty w metalowej skrzynce pod łóżkiem.
Wszystko musiało pójść świetnie.
Mój budzik zadzwonił punktualnie o 8:30 rano.
O 9:20 skończyłam jeść śniadanie, o 10:00 zaczęłam się szykować.
Wszystko dokładnie tak jak w planie.
Koncert zaczynał się o 18:30, ale wejść można było już o 16:30.
No i jak się pewnie spodziewacie punktualnie o tej godzinie się tam zjawię.
Albo nawet chwilę wcześniej.
Spoglądam na zegarek i biegnę do łazienki.
Od 7 minut powinnam siedzieć w wannie.
***
Godzina 18:20.
Wszyscy stoimy już pod sceną.
,,@codysimpson: Come on ! We’re waiting !’’ – tweetuję do Cody’iego.
Nie odpisuje …
A z resztą – czego się tu spodziewać.
W końcu zaraz go zobaczę.
W końcu mój idol wybiega na scenę, a my wszystkie zaczynamy piszczeć.
Kiedy zaczyna śpiewać wszyscy cichną.
Kątem oka widzę jak jedna z dziewczyn, na którą spojrzał blondyn mdleje i opada na ziemię.
Uśmiecham się lekko i dalej wpatruję się w chłopaka.
Ta chwila mogłaby się nigdy nie kończyć.
***
Jest nas tu z 30-40 osób.
Wszyscy zdenerwowani chodzimy po niedużej sali i czekamy na Cody’iego.
Każda z nas ma w ręce zdjęcie, komórkę i specjalny identyfikator.
Moje serce zaczyna bić mocniej kiedy do pokoju wchodzi ogromny ochroniarz i każe nam się ustawić w kolejkę.
Wszystkie rozwrzeszczane fanki zaczynają krzyczeć i przepychać.
Każda chce być ‘tą pierwszą’, która pozna młodego wokalistę.
Ja ustawiam się 16 ? Może 17.
Wiem tylko, że za mną stoi jakaś strasznie zestresowana 18 latka.
Jest ode mnie 4 lata starsza i myśli, że od razu wszystko jej wolno ?
Idiotyzm.
Po chwili (która równie dobrze mogła trwać godzinami) nadchodzi moja kolej.
Biorę głęboki oddech i podchodzę do chłopaka.
Jednak zanim zdążam się odezwać dziewczyna za mną odpycha mnie na bok i zaczyna coś gadać ze swoim sztucznym amerykańskim akcentem.
Blondyn krzywi się na jej widok.
Przykłada jej palec do ust i każe poczekać na swoją kolej.
Ona ignoruje go i dalej papla o swoim.
Ale on już w ogóle jej nie słucha.
Podchodzi do mnie.
- Przepraszam za nią. – mówi. Moje serce cudem nie wyrywa mi się z piersi. – Jak Ci na imię ?
- Nicky. – mówię pewnie,  wmawiając sobie, że kolejna okazja, aby z nim porozmawiać może się już nie zdarzyć.
- Nicky ? – uśmiecha się. – To skrót ?
- Tak. Od Veronica. Ale wszyscy mówią do mnie Nicky.
- A nie powinni. Omijają takie piękne imię.
Jego słowa sprawiają, że się rumienie.
- Ile masz lat ? – pyta się ciepło.
- Tyle co ty. – śmieję się cicho.
Odpowiada tym samym.
- Wydajesz się miła. Może chcesz poczekać aż skończę spotkania z fanami ? Moglibyśmy porozmawiać na spokojnie. – prosi.
- Oczywiście. – odpowiadam bez zawahania i udaję się w stronę kanapy.
- Dziwka … - słyszę jeszcze z ust dziewczyny, którą odepchnął Cody.
Uśmiecham się pod nosem.
,,Miło mi. A ja Veronica.’’
***
Kiedy chłopak skończył robić sobie zdjęcia z wszystkimi wyszedł z pomieszczenia co trochę mnie zdziwiło.
Ale jednak po chwili podszedł do mnie znajomy ochroniarz i powiedział, że Cody czeka na mnie w swojej garderobie i, że poszedł tam sam, bo nie chciał wzbudzać sensacji.
Uradowana idę za nim.
Wyobraźcie sobie moje podekscytowanie, kiedy widzę napis na drzwiach ,,Tylko dla upoważnionych’’, a mężczyzna otwiera mi drzwi.
Wchodzę do środka.
Blondyn siedzi na dużej, skórzanej kanapie przebrany w dresy i biały podkoszulek.
- Przepraszam, że tak, ale …
- Nie przepraszaj. – śmieję się. – Znamy się może z 20 minut, a zdążyłeś już to zrobić 2 razy.
- Racja. – posyłam mi lekko zmartwiony uśmiech.
Siadam obok niego.
Patrzy się na mnie przez chwilę, a potem odgarnia mi niesforny kosmyk włosów z twarzy.
- Dzięki. – szepczę cicho.
- Nie ma za co. – uśmiecha się. – Opowiedz mi coś o sobie. – rzuca zaciekawiony.
- Jestem Nicky. – spoglądam na niego. – Znaczy Veronica. – poprawiam się. – Jestem z Doncaster, ale 2 lata przeprowadziłam się do Londynu. Śpiewam. I gram na pianinie.
- Uzdolniona dziewczyna. – przybijamy sobie piątkę.
- No a jak. – żartuję. – Teraz ty opowiedz coś o sobie.
W sumie to wiem o nim wszystko, ale miło będzie usłyszeć to z jego ust.
- No więc, zaskoczę cię – robi śmieszną minę. – Mam na imię Cody. Mam 14 lat. Jestem z Australii.
- Naprawdę ?! – udaję zdziwioną.
- No. – potakuje mi z głupawym uśmiechem.
Po chwili oboje wybuchamy śmiechem.
Gdy słyszę dzwonek telefonu wyjmuję go, ale ignoruję połączenie.
Zanim jeszcze zdążę go schować chłopak zabiera mi go i wpisuje swój numer telefonu.
- Napisz kiedyś. – oddaje mi urządzenie.
- Na pewno. – uśmiecham się.
***
[~teraźniejszość :)~]
Kiedy wchodzimy do budynku Cody zatrzymuję mnie na chwilę.
- Nad czym tak myślisz ? – wyrywa mnie z zamyślenia.
- Nad niczym. – uśmiecham się lekko. – Po prostu cieszę się, że cię mam.
- Ja też. – całuje mnie delikatnie w usta. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. – przyciąga mnie do siebie.
- Veronica. – rzuca głupawo po chwili.
- Idiota. – kwituję i wywracam oczami.
Ale zaraz potem znowu się śmieję.
A potem kierujemy się z dalej w stronę kas.
****************************************************************
Przepraszam, że rozdział dodaję tak późno, ale chociaż skończyłam go w czwartek nie mogłam go dodać przez jakiegoś głupiego buga na bloggerze.
Wy też go mieliście ?
Nawet jak nie to i tak przepraszam.

No i oczywiście – wiem, że odeszłam trochę od One Direction, ale Nicky, jak i Cody będą dość ważnymi postaciami, więc ich historia też jest istotna.

Mam nadzieję, że Wam się podoba ;)

DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE POZYTYWNE KOMENTARZE <3

+ [5 COMMENTS = NEW CHAPTER]

JUSTSOPHIE

czwartek, 7 marca 2013

Chapter fifteen


ROZDZIAŁ DEDYKOWANY ♥♥♥Mixer♥♥♥

[PERSPEKTYWA VENUS]
- Wszyscy na ziemię ! - krzyczał policjant, a po chwili kilku jego współpracowników trzymało już chłopaków przodem do ściany.
- To on ! To on ! - nagle do kuchni wpadła moja babcia. Miała na sobie dystyngowany granatowy zestaw i buty na wysokim obcasie.
Wyglądała nieco jak stewardesa.
- To on porwał moją wnuczkę ! - krzyczała dalej wskazując na Harry'ego.
Zdezorientowani chłopcy spojrzeli na mnie.
Jeden w policjantów chwycił mnie za ręce i zaczął ciągnąć w kierunku wyjścia.
- No chyba nie . - rzuciłam i zaczęłam stawiać opór. - Nikt tu nikogo nie porwał ! - zaczęłam.
- Na pewno tak banda oszustów cię szantażuje. No chodź idziemy ! - babcia nieprzyjemnie wbiła mi paznokcie w ramię.
- Zostaw mnie ! - krzyknęłam i wyrwałam się. -  Nie będziesz mi wiecznie mówić co mam robić !
Jakoś średnio mnie obchodziło, że policjanci wpatrywali się w nas jak byśmy były co najmniej kosmitkami.
Niektórzy rozluźnili nawet lekko chwyty, którymi przytrzymywali chłopaków przy ścianach.
- Venus, jak ty się zachowujesz. Chodź dziecko idziemy ...
- Nie. Nie rozumiesz ? Wyszłam, bo miałam dosyć tego jak mnie traktujesz. Jakbym dalej była tą samą gówniarą z gimbazy !
- Wyrażaj się.- syknęła na mnie.
Wywracam tylko oczami.
Następnie poprawiam włosy.
- Panowie mogą już sobie iść. Nikt tu nikogo nie porwał, nie zostałam zgwałcona, torturowana ani nic z tych rzeczy. - mówię do policjantów. - To wszystko to tylko bardzo bujna wyobraźnia mojej opiekunki. - następnie odwracam się do babci. - A ty ... proszę zrozum, że nie jestem już dzieckiem. Mam 16 lat. Nawet jeśli popełnię błąd to sama wyciągnę konsekwencję. I chcę dalej spotykać się z Harry'm. Może dlatego, że mnie rozumie. A może po prostu tak. Żeby popełnić błąd. Żeby potem płakać i żałować. Żebyś mogła powiedzieć mi 'A nie mówiłam'. Nawet jeśli tylko po to to nie wycofam się, bo ty tak chcesz ! - pod koniec podnoszę głos.
Przez chwilę żałuję, że to powiedziałam.
Ale potem, gdy policjanci wychodzą i zamykają za sobą drzwi całe poczucie winy mija.
- Venus. - zaczyna moja babcia bardzo poważnie. - Dokończymy tą rozmowę w domu. - próbuje jeszcze raz.
Nie reaguję.
Kobieta czeka jeszcze chwilę, a potem wychodzi.
Jak zawsze z godnością.
Nie pamiętam ani jednego momentu w moim życiu, w którym ,,zniżyła'' by się do przytulenia mnie i przeproszenia za swoje zachowanie.
Zawsze musiała być tą 'surową' i 'dumną' babcią.
Wzdycham i spoglądam na miny chłopaków.
Cudem powstrzymuję się od wybuchnięcia śmiechem.
- Mówiłam. - rzucam zadowolona do Harry'ego. - Ale przynajmniej mam wolne.
Wtedy brunet podchodzi do mnie i chwyta za rękę.
Zdziwiona daję się mu ciągnąć do samochodu.
Grzecznie otwiera mi drzwi i bez słowa daje do zrozumienia, że mam wsiąść.
Poniekąd mu ufam, więc siadam na fotelu.
Po chwili on siada na kierownicą i zapala silnik.
- Dokąd jedziemy ? - pytam, gdy mijamy bramę.
- Daleko. - odpowiada tylko i uśmiecha się łobuzersko.
Chichoczę cicho.
Perspektywa, którą właśnie sobie wyobraziłam przeraża mnie, ale i jednocześnie podnieca.
Wyjechać gdzieś daleko - nawet na kilka dni.
Zwiedzać.
Bawić się.
Nie myśleć o niczym.
- Jak daleko ? - pytam zaciekawiona.
- A jak daleko chcesz ? - odwraca się moją stronę i posyła mi całusa.
Szczerzę się.
- Jak najdalej. - odpowiadam.
Teraz jestem pewna.
Czego ?
Podróży ?
Tak, tego niby też.
Ale to, że tak bardzo mu ufam utwierdza mnie w przekonaniu, że ... chyba na prawdę zaczynam się w nim zakochiwać.
***
[PERSPEKTYWA EVELIN]
Obudziłam się dobrze po 11.
No ... nie do końca sama.
Otworzyłam oczy przez skaczącą po mnie Adię.
- Wstawaj ! - krzyczała mała, zrzucając ze mnie kołdrę. - Spóźnimy się !
Szybkim ruchem powalam ją na łóżko i zaczynam łaskotać.
- Na co ? Na się spóźnimy, królewno ? - śmieję się głośno.
Blondynka szybko mi się wyrywa.
- Na basen !
Przyciągam ją do siebie.
- Czytałaś moje SMSy ?! - udaję złą.
Przestraszona kiwa główką.
Śmieję tylko i wstaję.
Mała rozkłada się na łóżku, a ja idę do swojego pokoju.
Wyciągam z szafy kilka ciuchów i kieruję się do łazienki.
Biorę szybki prysznic, ubieram się i robię szybki make-up.
(http://www.polyvore.com/evelins_outfit_chapter_15/set?id=74663580)
Wychodzę i pakuje do torby rzeczy moje i Adii.
- Idź się ubrać, kotek. - rzucam do siostry, a ta zadowolona wstaje i biegnie do szafy.
Biorę telefon do ręki.
'Jedna nowa wiadomość od: Cody S.'
'Spotkanie dalej aktualne ?'
'Oczywiście ! Nie możemy się doczekać xxx'
'My też. Do zobaczenia'
'Do zobaczenia'
[PERSPEKTYWA VENUS]
Powoli otwieram oczy.
W sumie nawet przyjemnie się spało, chociaż nigdy nie lubiłam spać w samochodzie.
Przecieram dłońmi oczy.
- Wreszcie się obudziłaś. - uśmiecha się Harry i spogląda na mnie.
O rany.
Na prawdę zasnęłam w samochodzie chłopaka, którego znam ledwo kilka dni ?
Jestem głupia.
- Jesteś głodna ? - pyta, gdy przez dłuższą chwilę nic nie opowiadam.
Spoglądam na zegarek.
17:30.
- Emm ... W sumie tak.
- W schowku są pączki, w twojej prawej strony stoi twoja kawa, ale jeśli chcesz możemy zatrzymać się na coś bardziej 'wyrafinowanego'.
Śmieję się cicho.
- Nie, nie trzeba. Zjem co jest. - biorę do ręki kartonowy kubek z logo Starbucks'a. - Długo jeszcze będziemy jechać ?
- Hmm ... Pomyślmy. Jedziemy trochę szybciej niż przewiduje GPS, więc pewnie za jakieś 30 minut. Może 40 jeśli utkniemy w korku w Darlington.
'Darlington ?!'
Z geografii zawsze leciałam na trójach, ale wiem przynajmniej jak daleko od Londynu znajduje się Darlington.
- Żartujesz sobie ? - otwieram szerzej oczy. - To gdzie my jedziemy ?
- Zobaczysz. - chwyta mnie lekko za rękę i ją ściska.
- Obie dłonie na kierownicy. - upominam go grubym głosem policjanta.
Oboje wybuchamy śmiechem.
Gdy brunet puszcza moją rękę wyjmuję w kieszeni telefon.
'Nowa wiadomość od: Babcia'
'Nie zawiedź mnie tym razem.'
Przez dłuższą chwilę szczerzę się jak głupia do telefonu.
- Co jest ? – pyta chłopak zdziwiony moją miną.
- A nic. Po prostu od dzisiaj będę od ciebie wymagać, żebyś odprowadzał mnie do domu po randkach. – targam przez chwilę jego włosy.
- A bardzo chętnie. – posyła mi nieco zagadkowe spojrzenie.
Milknę na chwilę.
- Mam się bać ?
- Dopiero jak wrócimy do Londynu.
Kręcę głową przecząco.
- Nie chce wracać.
- Nawet nie wiesz gdzie jedziemy.
- Daleko. To mi wystarczy.
- To dobrze … - szepcze i pogłaśnia radio.
***
[PERSPEKTYWA EVELIN]
O 12:15 zeszłam z naszymi rzeczami na dół.
Upewniłam się, że ojciec śpi, a potem zawołałam cicho Adię.
Nie chciałam robić niepotrzebnej awantury.
Prawie bezdźwięcznie zamknęłam za sobą drzwi prowadząc 5-latkę za rękę ruszyłyśmy w kierunku umówionego miejsca.
Nie czekałyśmy długo.
Już po kilku minutach podjechał do nas duży, czarny Land Rover.
Za kierownicą siedział Cody, obok niego Nicky, a z tyłu za siedzeniem kierowcy nieco ‘zbyt idealna’ blondynka.
To musiała być Gabrielle.
Miała na sobie uroczą letnią sukienkę i dość mocny makijaż.
Pierwsze co przyszło mi na myśl to, że spędzanie ogromnej ilości czasu przed lustrem idąc pływać na basen jest po prostu debilne.
Ale w sumie … włosy miała całkiem ładne.
Platynowy blond.


- Hej ! – rzuca do nas Cody i wysiada z samochodu.
Otwiera nam bagażnik i wrzuca tam nasze rzeczy.
Szybko siadamy w tyłu samochodu.
- Nie ma Venus ? – zauważam szybko.
- Nie. Pojechała gdzieś i nie odbiera telefonu. Przynajmniej tak powiedział mi Zayn.
Wzruszam ramionami.
Po chwili wyciągam rękę do Gabrielle.
- Jestem Evie. – mówię. – A to moja młodsza siostra Adia. Miło Cię poznać.
- Taa hej … - ignoruje moją rękę i ostentacyjnie wyjmuje swojego Iphone’a 5.
Zabieram dłoń nieco urażona.
- O cześć Evelin ! – Nicky zauważa mnie dopiero teraz.
Po chwili dochodzę do wniosku, że przez cały ten czas była wpatrzona w Cody’iego.
Cicho się śmieję.
To będzie przyjemny dzień …
*********************************************************************

Boże ! Jestem okropną blogerką, wiem :(((
Rozdziały rzadko, krótkie, nic się nie dzieje i ogólnie beznadziejne.
PRZEPRASZAM :’(
Postaram się poprawić.

PS. Kocham Was wszystkich za komentarze, które tak bardzo motywują <3 DZIĘKUJĘ :*

JUSTSOPHIE