wtorek, 18 czerwca 2013

CHAPTER 21

[PERSPEKTYWA NICKI]
-Dawno mnie tu nie było. Pomyślałam, że mogę wpaść, nie gniewasz się prawda, chyba Ci nie przeszkadzam co nie?
-Nicki?
Lyssa cicho odpowiedziała. Nie ma już siły wypowiedzieć pełnego zdania bez kaszlenia i przerywania co 2 sekundy. Lyssa to moja ,,babcia". ,," Ponieważ, jest ona moją sąsiadką... Hmmmm, w zasadzie to była moją sąsiadką, póki nie przeprowadziłam się do Codiego. Zawsze mi pomagała, jest dla mnie jak  matka, której nie mam...
-Słońce, co tu robisz?
-Mam problem Babciu.
-Wiem, nie pytam o to, pytam dlaczego tutaj siedzisz zamiast go rozwiązywać?
-Nie wiem jak...
-Hmm, dobrze a teraz powiedz mi dlaczego Ci nie wierzę?
-Hahahah, za dobrze mnie znasz.
-Cóż, nie mam.. nie ma..
-Nie masz odwagi.
-Tak.
Nawet nie zauważyłam, że płaczę. Mimowolnie, powstrzymuje sie ale to nic nie daje, ciągle myślę o tym co musze zaraz powiedzieć Lyssie.
-Chodź, przytul sie, spokojnie, wszystko bedzie dobrze, po prostu powiedz mi co się dzieje.
-Muszę się przeprowadzić, do Bułgarii, muszę zostawić wszystko co tutaj mam, przyjaciół, chłopaka, ciebie....
-Słoneczko...Nie płacz, proszę nie płacz.
-Ale najgorsze jest to, że przeprowadzam sie za tydzień. W tym czasie muszę zerwać z Codym, pożegnać przyjaciół, zostawić pracę i wszystko co kocham.
-Związek na odległość?
-Nie mogę, nie moge mu tego zrobić, on ma swoją karierę, którą musi się zająć, a nie dziewczyną która będzie na drugim końcu świata.
-Jeśli Cię kocha, to dziewczyna na końcu świata nie bedzie przeszkodą w karierze. Uwierz mi, to akurat najmniejszy z jego problemów.
-Uważam, że to zly pomysł Babciu, on musi się skupić, wydaję nową płytę w wakacje, potrzebuje 100% skupienia. Tylko będę mu zawracać głowę. Kiedy skończy trasę koncertową, może do siebie wrócimy, jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni.
-Kochasz go?
-Głupie pytanie.
-NO TO NIE MA ŻADNEGO PRZEZNACZENIA! Nie możesz liczyć wiecznie na los, na szczęście i inne duperele. Jeśli chcesz coś mieć, to załatw to sama a nie czekaj. W co my sie bawimy, w Jezus wisi na krzyżu, czekaj aż nasika ci na twarz? (Wybacz Panie Boże)
-Babciuu, nie mów tak.
-Ale to prawda, dobrze o tym wiesz.
-Wszystko jest możliwe, jeśli tego chcesz, idź już moja piękna. Pamiętaj jak bardzo cię kocham, nigdy o mni nie zapomnij, teraz muszę się zdrzemnąć, źle się czuję.
Delikatnie ucałowałam Babcię w czoło.
-Kocham Cię i Nigdy o tobie nie zapomnę. Obiecuje, a teraz wypocznij...
-Nigdy się nie poddawaj...
Wymamrotała cicho pod nosem.
A następnie zapadła w głęboki sen. Już wyszłam z mieszkania.
Wyjęłam komórkę i wybralam numer Codiego.
-Halo?
Usłyszałam słodki i delikatny głos w słuchawce
Rozpłakałam się i nie mogłam wykrztusić słowa, nie mogę zapomnieć jego wyrazu twarzy, kiedy mówił, że mnie kocha.
-Cody? Masz czas dzisiaj? Gdzieś tak za 2 godziny?
Zduszona przez łzy wydukałam, z wielkim trudem.
-No pewnie kotek, dla Ciebie zawsze mam czas
-Okej, spotkajmy sie przy parku obok mojego starego bloku.
-No dob
**********PIIIIIIIIIIIIII*******
Musiałam się rozłączyć, inaczej krzyknęła bym do słuchawki ,,TAK BARDZO CIE KOCHAM"
Ale muszę się powstrzymać. Trzymać emocje na wodzy. Póki co.....
*********2 godziny pózniej************
[PERSPEKTYWA CODIEGO]
Nie wiem o co chodziło Nicki, ale brzmiała dość poważnie. Za 5 minut tu będzie, trochę sie denerwuję, przyznam.
-Heeeeej!!
Usłyszałem jej słodki i niewinny głos za sobą i od razu pojawił mi się usmiech na twarzy.
-Czeeść misiaku!
Chciałem tak jak zwykłe powitać ja całusem, ale odwrócila głowę i się przytuliła.
-Hmmm, o co chodzi?
-Słuchaj musimy porozmawiać...I to nie będzie łatwe.
-O czym? O co chodzi? Niepokoje się.
-Muszę wyjechać. Do Bułgarii. Na kilka lat...
-CO MUSISZ?!  NA ILE?!
-I chciałam Ci powiedzieć, że nie chce Ci przeszkadzać w karierze, i chyba lepiej będzie jeśli zrobimy sobie tymczasową przerwę..
Kilka łez spłynęło mi po policzku.
-Nie
-Słucham?
-NIE
-Ale co nie?
-Nie będziesz mi przeszkadzać w karierze, ani nie bedzie lepiej jeśli zrobimy sobię przerwę.
-No to co proponujesz?
**DRYŃ  DRYŃ*** Telefon Vicki, pomyślałem, tylko ona ma dzwonek Pretty Brown Eyes..

-Halo?
-------------
-Tak, to ja.
---------
-Co się z nią stało?!
--------------
-Nie, nie, nie, nie możliwe, przecież widziałam się z nia 2 godziny temu.
------------------
-Kiedy mogę go przeczytać?
-----------
-Dobrze, dziękuję, do widzenia.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
-Przeprowadzę się razem z tobą!!
-Lyssa nie żyje...

środa, 22 maja 2013

Chapter twenty

******Bardzo przepraszam, że długo nie dodawałam rozdziałów, byłam dość zajęta, lub coś mi wypadało po powrocie z Francjii.**********

[Perspektywa Perry]
*2 tygodnie temu*
-Perry, odezwij się..
-Oświadczyny!? Zwariowałeś?!
-Perry, ale ja jestem pewien że tergo chcę
-Najgłupsza decyzja w twoim życiu...
-A więc? Zgodzisz się czy nie?
-Żartujesz?
Gram na zwłokę, nie wiem co odpowiedzieć, jestem całkowicie zdezorientowana.
-Mówię poważnie. Chociaż wiem, że to zły moment na tego typu propozycje.
-Cóż.. Racja, zły moment
-Ile potrzebujesz na zastanowienie się?
-Daj mi tydzień, jakoś muszę całą tą sytuację ogarnąć...
-Kocham Cię, pamiętaj o tym, dobrze?
*****************************
[Perspektywa Venus]
-Okej Ven, słuchaj, za 20 sekund musisz wymknąć się przez 3 okno, tylko ono będzie otwarte, pilnuj czasu, jak najszybciej i najciszej musisz się wydostać na 2 piętro, jesteśmy teraz na 4 ale myślę, że ci sie uda, jesteś dość sprawna. Wejdź do pierwszego okna, będzie otwarte na oścież, poczekaj tam na mnie 4 minuty, a jeśli nie przyjdę idź sama, nie przejmuj się mną, uciekaj!
-Ale, nie potrafię cię nie...
-nie! Rozumiesz, masz uciekać? Nieważne czy przyjdę, masz uciekać. Koniec.
-Rozumiem, dobrze...
-Okej, super. A więc od tej chwili odliczaj 20 sekund, i postępuj według planu.
19...18...17...
*BUM!BUM!BUUM*
14....13....12
-SUKO! JAK MOG....!!
*BUUUUUMBUM*
9....8....7...
-VENUS UCIEKAJ! TERAZ!
-VENUS?! Spiskujesz z tą szmatą?!
4....3...2....
-VENUS! TERAZ! TO NIE JEST JEBANE PYTANIE!
-Nie zostawię cię samej!
Biegnę do pokoju obok, szybko łapię jakiś przedmiot, wydaje się na tyle ciężki, by móc ogłuszyć.
-Co ty kurwa robisz?!
-RATUJE CIĘ!
Odtrącam Rosalie na bok, która walczy z porywaczką.
Próbuje mnie zablokować, ale zręcznie unikam jej ciosu. Rosalie dołącza się do bójki, i atakuję przeciwniczkę od tyłu. W przeciągu 2 sekund szybko orientuje się, że trzymam w ręku łom, uderzam nim dziewczynę, która zaraz potem upada na ziemię
-0.....
-UCIEKAMY!
Biegnąc przez pokój potykam się o stłuczony wazon.
-aaa!!!
Moja noga zaczyna krwawic, duży kawałek szkła wbił mi się w łydkę, wszędzie widzę krew.
-Szybko!
Rosalie pomaga mi wstać, a potem podpierając się na jej ramieniu powoli wychodzimy przez framugę okna.
-Rose, nie dam rady, z moją nogą nie jest dobrze
-Musimy uciec, błagam, wytrzymaj tylko tyle
Wiem, że nie dam rady, ale ponieważ widzę łzy w jej oczach, tylko kiwam głowa i zaciskam zęby.
Po 5 minutach w końcu jesteśmy na 2 pietrze, Ale tam wcale nie spotykamy miłej niespodzianki...




środa, 24 kwietnia 2013

Chapter nineteen

WYJĄTKOWO ZAMIESZCZAM DWA ROZDZIAŁY W TAK KRÓTKIM ODSTĘPIE CZASU!!

[Perspektywa Evelin]
Nie myślałam, co właściwie robię. Dałam się ponieść emocjom. Dopiero teraz orientuje się, że jestem w trakcie drogi do domu Harrego. Jestem cała w łzach. Jadę autobusem, więc wszyscy się na mnie dziwnie patrzą, ale mnie to nie obchodzi. Zapewne myślą sobie teraz, że chłopak mnie rzucił i jadę się wypłakać przyjaciółce.
*SWAGSWAGSWAGSWAG*
Mój telefon.
-Halllo?
Mówię zapłakanym głosem.
-Evelin? Czy ty płaczesz? Omg, słuchaj, właśnie Matt zaprosił mnie na randkę, i nie mam pojęcia w co sie ubrać!
-Miriam, to nie jest najlepszy czas, żeby dzwonić. Jestem dość zajęta.
-To jest sprawa wagi państwowej!
-Dobrze! Ubierz leginsy galaxy, i ta długa białą koszulkę, wystarczy?
-OMG, serio coś z tobą nie tak, nawet nie potrafisz się wysilić i coś mi doradzić, phii, sama sobie poradzę!
-SŁUCHAJ A MOŻE PRZESTANIESZ BYĆ TAKĄ SZMATĄ CO?!
-Evelin... Nie wiedziałam, że tak o mnie myślisz, ale dobrze wiedzieć. Cześć.
*piiiiiiiiiiiiiiiiii*
Rozłączyła się. Nie dziwię się jej, kolejny raz jestem okropną przyjaciółką, ale też mam swoje problemy?!
-Przepraszam.....Miriam..przepraszam
Mówię do wyświetlacza, po raz kolejny ludzie patrzą się na mnie jak na wariatkę.
Wysiadam na pierwszym lepszym przystanku. Idę szybkim krokiem, ciągle kierując się do domu Harrego.
Jest już dosyć późno, ok.19
Przyspieszam, uznałam, że jeśli będę biec, inni nie zobaczą mnie w takim stanie. Nagle ktoś mnie złapał za ramię.
Gwałtownie sie obróciłam przyszykowana, żeby zadać cios.
-Hej, spokojnie. Zobaczyłem, że biegniesz sama i płaczesz, postanowiłem cię dogonić.
To był Louis. Tak bardzo tęskniłam za jego głosem.
-Już spokojnie, już, wszystko będzie dobrze...
Delikatnie mnie do siebie przyciągnął, i przytulił.
-Zmoczę ci koszulkę...
-Nie ważne, już spokojnie, nie płacz, hej ja tu jestem.
Czułam jego bliskość, uspokoiłam się, przestałam płakać, ale nadal nie chciałam wyjść z jego objęć.
-Obiecuję, wszystko będzie dobrze....


************************
[Perspektywa Zayana]
Moje życie zmieniło się o 180'
Po tej jednej wiadomości.
Wszystko nagle legło w gruzach.
Moje plany, moja kariera.
Nie wiem co teraz mam zrobić.
Nigdy w życiu nie byłem w takiej sytuacji.
Jak mam sobie poradzić?!
Nikt jeszcze nie wie.
Po głowie ciągle krążą mi słowa Perrie.
Perrie... A co z jej karierą?
Nikt nie może wiedzieć co się dziej. Unikam jak najbardziej rozmów na jej temat przy każdej możliwej okazji. Będę utrzymywał tą tajemnicę jak najdłużej się da.
*************************
[Perspektywa Venus]
-Co?
-Słuchaj, uciekniemy razem, ja też nie chce tutaj być.Samolot przylatuje o 23:30
-Ale jak stąd wyjedziemy, z tego hotelu?
-Niestety będziemy musiały jechać rowerami, musimy być niezauważone. Samochód narobi za dużo szumu.
-Jesteś pewna, że sie uda?
-Nigdy nie można być niczego pewnym, może się uda, może nie, warto spróbować, w innym przypadku będzie jeszcze gorzej.
Panikuję, poziom adrenaliny skoczył mi jeszcze wyżej niż był wcześniej. Jeśli się nie uda, ona też będzie w tarapatach. Boje się o siebie i o nią.
-Jak się nazywasz?
-Jestem Rosalie.
-Miło poznać, Venus :)
-Cóż okoliczności nie za fajne, ale i tak, dziękuję, wzajemnie :)
-Nakarmiłaś ją?
-Taaaaa, nienawidzę tej pracy, ale mus to mus.
-No widzę, że się przyzwyczajasz. Bardzo dobrze.
-OH spokojnie, nadal chce mi się rzygać jak o tym myślę.
-Spokojnie niedługo się to skończy
*Rosalie cicho pod nosem dodała*
-Oj tak, nawet szybciej niż myślisz....

                                          Rosalie.

******************************
Koniecccc, króciutkie, przepraszam ale dłuższy będzie po moim powrocie <3 Mam nadzieje, że sie spodobało. 3 comments- New chapter <3

Just The Way You Are

Chapter eighteen



[Perspektywa Louisa]

Dlaczego ciągle coś musi się dziać niedobrego. Najpierw Evelin odeszła, teraz Venus została porwana.
Zayn ciągle ma problem z Perrie. Ostatnio zaczął się dziwnie zachowywać. Nikt z nikim nie rozmawia. Wszyscy wyglądają jakby przeżywali żałobę narodową. Moje przygnębienie osiąga krytyczny stan. Dopiero teraz zauważam, że nasz zespół się rozpada. I to już od dawna. Nie jesteśmy tymi samymi chłopakami z marzeniem o podbiciu rynku muzycznego naszymi piosenkami, które wbrew pozorom, dla nas mają sens.
Nie potrafię chyba tego faktu przyjąć do wiadomości. Niestety problemy są jak bumerang, zawsze powracają..
Na pytanie czy mogę coś z tym zrobić, sam sobie odpowiadam, że nie. Musimy chyba dać sobie trochę czasu. Wszystko na pewno się ułoży. Czuję się samotny, jestem w tym wszystkim sam, tak bardzo za nią tęsknie, bardzo się o nią martwię. Zależy mi na niej. Evelin jest kimś wyjątkowym...

*****************
[Perspektywa Harrego]
-Matkoo, co wyście mi dali?
- O, miło, śpiąca królewna się obudziła. Cudownie.
*Przeciągam się*
-Cóż, przynajmniej mogę Ci podziękować, czuję się znacznie lepiej.
-Klaaaamieszzzzzzzz
Niestety, Niall znam mnie za dobrze, nie mogę go oszukać.
-Masz racje, moja głowa, po prostu pęka!
-Eh, może chcesz jakąś aspirynę?
-Niee, przejdzie mi zaraz, to wszystko przez ten stres. Aa, własnie, macie jakieś poszlaki?
-Tak, już wysłaliśmy ekipę na Islandię.
-Powiem Ci, że ta wiadomość mnie ciągle przeraża
-To, że jest na Islandii czy to, że została porwana?
-I to i to.
-Wiem ja też strasznie się denerwuję...
-Zrobisz coś dla mnie?
-Oczywiście, co chcesz?
-KAWY, BŁAGAM
-Już się robi księżniczko :)
-Dzięęęęęękuuujęęę Mamoo
Niall wyszedł. Jak się teraz czuję? Zdruzgotany. Moje sumienie nie pozwala mi żyć. Ciągle się obarczam za to, że ją porwali. Czuję jakby życie robiło ze mnie ofiarę. Chce odebrać mi wszystko co dla mnie ważne.
Denerwujące. Marzę o tym żeby, wszystko było ok! Za dużo żądam? Jedyne czego potrzebuje to piękny widok zza okna i świeże powietrze.


Jednak to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Nie mogę zapomnieć o głosie Venus, kiedy błagała mnie o pomoc. Czułem jak cierpi... To jest najgorsza rzecz, ona mnie błagała o pomoc.. Bezradność dobija mnie najbardziej.
Z moich myśli wyrywa mnie jakiś głos, słyszę, że to kobieta.
*puk puk*
-Emm, proszę?
-Dzień dobry, ja nazywam się Dr Lawrence, jestem psychologiem, przyszłam tutaj, żeby pomóc Ci uporac się z tym, dobrze?
-Kto po panią zadzwonił?
-Przykro mi ale...
Ktoś kto stał za nią, szepnął jej coś na ucho.
-Twój przyjaciel, Niall
-Prosiłem go tylko o kubek kawy, o za dużo proszę?
-Przepraszam stary, ale musiałem.
-CZY NAPRAWDĘ WSZYSCY UWAŻACIE, ŻE NAGLE BĘDĘ CHCIAŁ POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO?!
-Harry, uspokój się.
-Nie zwariowałem. To nie ja jestem teraz na Islandii porwany przez jakieś wariatki. Nie ja tutaj potrzebuje pomocy!
-Dobrze wiesz, że nie możemy niczego zrobić! Musimy czekać!
-Nie ma czasu na pomaganie mi psychicznie.
-Jednak chciałbym żebyś porozmawiał z Dr Lawrence...
-Nie będziesz mi mówił co mam robić. Jeśli poczuję zapotrzebowanie na jakikolwiek kontakt z psychologiem, na pewno będzie to Dr Lawrence, rozumiesz?
-Harry..
-Nie. Proszę wyjdźcie. Chcę zostać sam.
-Oczywiście, przepraszam Panie Styles.
Teraz chcą mi pomagać. Czemu nie rwą się tak do pomocy Venus!? To ona tutaj przeżywa koszmar!
Moim problemem są wyrzuty sumienia...Bo to była moja wina.....
************************
[Perspektywa Nialla]
Widziałem jego złość w oczach. Denerwował się coraz bardziej z każdą upływającą minutą. Ja naprawdę chce mu pomóc. To jedyna rzecz jaką mogę teraz dla niego zrobić. Martwię się... O nas wszystkich, widzę napięcie między nami. Rzadko rozmawiamy. Rozpadamy się... Nie będziemy tacy sami już nigdy więcej.  A co jeśli znowu staniemy się tylko i wyłącznie Niallem, Harrym , Louisem, Zaynem, Liamem. Nie będziemy już One Direction. Wiem, że słuchając smutnych piosenek nie poprawiam sobie nastawienia. Ale to jest jedyna rzecz jaką teraz potrafię robić.
*God knows what is hiding in those weak and sunken eyes
Fiery throng of muted angels
Giving love but getting nothing back*

Nucę sobie cicho pod nosem. Dlaczego tak się właśnie stało?
Niestety nie można być niczego pewnym w 100%....
********************
[Perspektywa Venus]
-AAAAAŁAA! TO BOLI!
-och siedź cicho, było nie uciekać.
-I tak cię traktowałyśmy w specjalnych warunkach. Mogłyśmy Cię wtedy związać, i zamknąć wszystkie okna, ale okazałyśmy nasze dobre serce... Więc powinnaś być nam wdzięczna a nie na nas wrzeszczeć.
Tym razem mnie związały. Miałam skręconą kostkę, ale kiedy ją zobaczyłam, była już opatrzona.
Nie było szans na ucieczkę.
-Dobra teraz rozwiążemy Ci na chwilkę ręce, musisz coś zjeść, jesteś osłabiona.
Na szczęście na warcie stała ta milsza, chudsza.
-Proszę , tutaj masz lekarstwa a potem dostaniesz zupę, mam nadzieje, że poczujesz sie lepiej.
-Dziękuję Ci, to chociaż pomijając fakt, że mnie porwałaś, miłe z twojej strony, że o mnie dbasz. Pewnie twoja wspólniczka nie byłaby taka dla mnie miła...
-Wiem...Masz siedzieć cicho, inaczej tutaj przyjdzie, zrozumiałaś?
-Oczywiście, będę cicho..
Usiadła obok mnie, i rozglądała się na wszystkie strony, sprawdzając czy na pewno nikt nas nie usłyszy.
-Pomogę Ci uciec...

**************************************************
Okej, to wszystko na dzisiaj, mam nadzieje, że chociaż trochę wam sie podobało <3 3 comments- New chapter. Niestety najwcześniej dodam rozdział po 5, ponieważ jadę do Francji, wyjeżdżam w piątek, ale postaram się napisać coś krótkiego, jeśli oczywiście chcecie :p

Just The Way You Are


niedziela, 21 kwietnia 2013

Chapter seventeen




[PERSPEKTYWA VENUS]

Budzę się rano...Czuję jakby cała moja energia nagle wyparowała. Nie mam sił, żeby wstać, otworzyć nawet oczy. Jednak zmuszam się do wysiłku i spoglądam na zegarek. 15:30..... Cholera....Szczerze?
 Nie mam bladego pojęcia co się wczoraj zdarzyło. Jedyne co pamiętam, to siedzenie nad jeziorem z Harrym. Harry.... Właśnie. Gdzie on się podział? Zaczynam kręcić głowa na wszystkie strony, niestety ból tak bardzo mi przeszkadza, że łzy pojawiają mi się w oczach. Dlaczego to się dzieje? Po omacku szukam telefonu. Znajduje go na drugim końcu łóżka, patrzę na ekran a tam jedyne co widzę to: 15 nieodebranych połączeń od Evelin. 37 wiadomości. CO SIĘ DZIEJE?! Jestem tak bardzo skołowana, wczorajszymi wydarzeniami... Dobra. Postanawiam zadzwonić do Harrego.
*Bipp bipppp*
-Hhhaloo?
-Harry? Harry gdzie jesteś?
-VENUS? DZIĘKI BOGU ŻE ŻYJESZ! GDZIE JESTEŚ?!
-UWIERZ MI, ŻE GDYBYM WIEDZIAŁA TO BYM DO CIEBIE NIE DZWONIŁA?!
-Przepraszam, masz racje. Słuchaj... Nie panikuj..
-HARRY MÓW NATYCHMIAST CO SIĘ WCZORAJ STAŁO?!
-Zostałaś porwana...
Zaczynam panikować. Gdzie ja jestem? Co mi się stało? Przynajmniej wiem, że zostałam porwana... Ale przez kogo do cholery?!
Nagle słyszę kroki.
Udaję że śpię, może dowiem się czegoś więcej.
*Kszzzzzzz*
-Haloooooo, mała dziweczkooo, wstawaj!
-Boże, może bądź dla niej trochę milsza co?! Nie oczekuj od niej, że nagle się obudzi kiedy wczoraj tak jej przywaliłaś w głowę, że uuuuu, trochę to potrwa.
-Doobra, słuchaj, nie mam zamiaru być dla tej szmaty miła.. A właśnie zabrałaś jej telefon?
- O CHOLERA!!
-IDIOTKO!! A CO JEŚLI SIĘ OBUDZIŁA JUŻ DAWNO TEMU I ZDĄŻYŁA WEZWAĆ POMOC?!
-SPOKOJNIE, NIE WIE GDZIE JESTEŚMY.....
*cholera... Telefon... Muszę go szybko schować*
-Ehh, przepraszam, zaraz pójdę po ręczniki mokre, pewnie będzie miała takie bóle głowy....
-A, ty co? Bawisz się w dobrego gline?
-Słuchaj, po prostu odpuść, może miej trochę serca...
-Serca? Z twoim podejściem byśmy nadal siedziały w Nashville...
-MOGŁABYŚ JUŻ SIĘ ZAMKNĄĆ! MAM CIEBIE DOŚĆ OD CZASU KIEDY WYJECHAŁYŚMY!
*Wykorzystuję moment nieuwagi moich porywaczek, i szukam jakiegoś wyjścia*
- ZNOWU UDAJESZ PĘPEK ŚWIATA?! MOŻE OD RAZU KAŻ MI CAŁOWAĆ TWOJE STOPY CO?!
-IDIOTKA!
*SLAP!*
-Czy...ty...właśnie...uderzyłaś....mnie....w..twarz?
-Udajesz ułomną że takie odstępy robisz?
-Słuchaj, jebana lesbo, kończę z tym, przerosło to mnie... Siedź w tym sama. Wychodzę.
-O nieeee nieee, nigdzie nie idziesz, za dużo teraz wiesz.
*Okno...Nie jest za wysoko, a nawet to złamię kilka kości, nie może być aż tak wysoko, po za tym.. to moja ostatnia szansa ucieczki*
-SŁUCHAM?! WYJDĘ KIEDY BĘDĘ CHCIAŁA A TY MI W TYM NIE PRZESZKODZISZ!
-CZYŻBY?! A MOŻE TY TEŻ CHCESZ SKOŃCZYĆ JAK TA CAŁA VANUS!
-VENUS, KRETYNKO!
-CZY TO WAŻNE?
*Wstałam, wolno podeszłam do okna, i cichutko je otworzyłam. Na szczęście to było 1 piętro, w jakimś tanim hotelu. Przekładam jedną nogę, jest malutki murek od razu za framugą, jestem dość wysportowana, uda mi się, tak przynajmniej myślę..*
-NAWET NIE WIESZ KOGO PORYWASZ?!
-WIEM, ŻE MA COŚ WSPÓLNEGO Z HARRYM! TO SIĘ LICZY!
-JESTEŚ TAK BARDZO POPIEPRZONA..
-TRUDNO!! ON BĘDZIE MÓJ!
*Wyskoczyłam...jestem na dole...W trybie błyskawicznym dzwonię do Harrego i biegnę prosto przed siebie*
-SŁUCHAJ, MUSISZ SIĘ TROSZECZKĘ OPANOWAĆ.
-Jestem spokojna.
-Ehhhh..
-Dobra..Czas ją obudzić...
-eeeeem, gdzie ją zostawiłaś?
-Ślepa jesteś? Przecież leży na łóżku...
-Tutaj jej na pewno jej nie ma...
-CO?!
-KURWA ZWIAŁA NAM TA MAŁA PIZDA!!
-Oooo nagle panna zakonnica zaczyna przeklinać...
-ZAMKNIJ SIĘ! MUSIMY JĄ ZNALEŹĆ!
-OOH, NIE WIDAĆ JAK UCIEKŁA! W OGÓLE OKNO NIE JEST OTWARTE!
-NIE MOGŁA POBIEC DALEKO!
-WIESZ NA TAKIM ZADUPIU NA PEWNO NIE!
- SZYBKO, A NIE GADAMY..
*Venus*
-HARRY!!! HARRY, NIE MAM POJĘCIA GDZIE JESTEM, ZLOKALIZUJ MNIE JAKOŚ ALBO COŚ!!
-W TYM PROBLEM, ŻE NIE MOGĘ, JESTEŚ NA JAKIMŚ TOTALNYM ZADUPIU!!
-CHOLERA!
-dobra, spokojnie, spróbuj znaleźć co może mi pomóc w odnalezieniu ciebie.
-SŁUCHAJ, trochę się zmęczyłam biegnąc więc trochę nie za bradzo mam siły, na dodatek mam taki ból...
-VENUS, NIE CZAS NA ZAŻALENIA! MUSZĘ CIE ZNALEŹĆ!
-OKEEEJ. OKEEJ.. CZEKAJ! MAM COŚ! Tutaj jest napisane....hmmm co to do kurwy jest? SHUDTUMI....
-COOO?!
-S H U D T U M I.
-Okej. już szuka... kurwa... Jesteś na Islandi...
-GDZIE JESTEM?!
-ISLANDI....

[Perspektywa Harrego]
 Jestem przerażony. Słyszę Venus w słuchawce, która do mnie krzyczy, ale nie potrafię na to zareagować.
Jakby mnie nie było w moim ciele. Próbuję racjonalnie myśleć. Jedyne co chodzi mi po głowie to mój głos, który powtarza 'Zostałaś porwana..'
Dlaczego?! Dlaczego osoba na, której tak bardzo mi zależało, musi cierpieć?! Zaczynam dochodzić do wniosku, że bycie sławnym nie ma tylu plusów. Chciałbym mieć normalny związek, z dziewczyną, którą naprawdę kocham, i która, kocha mnie.
*Z zamyślenia wyrywa mnie nagły głos Venus w słuchawce*
-HARRY, BŁAGAM ZRÓB COŚ, NIE MAM JUŻ SIŁ BIEC DALEJ, HARRY PROSZĘ....HAR..
*PSHU!*
-VENUS!! VENUS?! CO SIĘ DZIEJE?!
-HARRY! AAAAAAOO, NIE MOGĘ RUSZYĆ NOGĄ, HARRY, NIE WIEM CO SIĘ DZIEJE, HARRY...
Słyszę jak płacze. Jej głos jest drżący, ledwo mówi. Każde słowo wypowiada z niezwykłym cierpieniem. Wiem, że nie ma sił. Walczy, ale nie potrafi wygrać. Czuje słone łzy, spływające po moich policzkach. Dopiero teraz uświadamiam sobie,że ją kocham, to wszystko moja wina.
Słysze głosy w oddali, dwie dziewczyny. Krzyczą na siebie, słyszę tylko urywki zdań.
- Tutaj jesteś mała szmato! A ty myślałaś, że nam uciekniesz. Ahahahahah
Dopiero teraz wyraźnie słyszę co mówią.
-Venus, obiecuję, że cię znajdę, bądź silna, kocham Cię....
*PIIIIIIIIIIII*
Zabrały jej telefon. Prawdopodobnie zemdlała, z bólu...
-ZAYN, DZWOŃ PO POLICJĘ, I WSZYSTKIE MOŻLIWE AGENCJE DETEKTYWISTYCZNE, COKOLWIEK!
-DOBRZE WIESZ, ŻE JUŻ PRÓBUJEMY JĄ ZNALEŹĆ! OD 2 DNI!! TO NIC NIE DA, MUSIMY SIĘ UZBROIĆ W CIERPLIWOŚĆ, I CZEKAĆ NA JAKIEŚ ZNAKI OD PORYWACZEK!
-GÓWNO MNIE TO!! NIE MAMY CZASU ZAYN!! ONA TAM PRZEŻYWA KOSZMAR!! NIE M AMY CZASU!!.... Nie mamy czasuu...
Opadam bezsilnie na kanapę, jestem cały mokry od łez, wszystko co dawało mi siłę i energię, odeszło.
-Harry, nie potrafię sobie nawet wyobrazić przez co własnie przechodzisz... Błagam, uspokój się.. Nerwy teraz nic nam nie dadzą.
-Pamiętaj, jesteśmy, tutaj, z tobą. Spokojnie.
Nagle odzwya się Louis, który do tej pory ciągle siedział cicho.
-Dlaczego?
-Co?
-Dlaczego próbujecie mnie uspokoić, przecież dobrze wiecie, że teraz jedyne co możecie zrobić, to ja znaleźć. Nie uspokajajcie mnie. PO prostu jej pomóżcie.
-Nie możemy Harry...
-A  WIĘC PO PROSTU MNIE ZOSTAWCIE!
-Dobra chłopaki, nic nie zdziałamy.
-Harry, słuchaj, będę potrzebował twojego telefonu, może uda mi się jakoś namierzyć numer
Detektyw Jones. Najlepszy detektyw w Londynie.
-Oczczywiście, proszszę...
Jąkam się, nie potrafię wykrztusić, porządnie żadnego zdania.
Ręce mi się trzęsą. Zaczynam mieć drgawki. Nagle czuję, małe ukłucie w ramię.
-AUUuuu... co se dzeej?
-Teraz się położy spać, to były leki nasenne, obudzi się dopiero jutro. W takim stanie, nie potrafię na niego patrzeć. Za bardzo cierpi.
Ostatnie co usłyszałem to 'Za bardzo cierpi'
Opadłem na kanapę i dalej nic nie pamiętam...

[PERSPEKTYWA EVELIN]
-CO SIĘ DZIEJE DO CHOLERY?!
-MASZ JAKIEŚ WIEŚCI?
-NIKT SIĘ DO MNIE NIE ODZYWA, DLACZEGO O NICZYM NIE WIEM?!
Przekrzykuję Nicky, krążę dookoła samochodu.
*SWAGSWAGSWAGSWAG*
Słyszę dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Evelin...
To Lou
-LOUIS, CO SIĘ DZIEJE?!
Wcześniej zostałam poinformowana przez Nialla, że coś się stało z Venus, ale teraz nie może mówić
-Evelin, słuchaj, Venus.. em.. ona... została porwana..
-CO?! ZOSTAŁA CO?!
-PORWANA.
-Powiedz, że żartujesz.. BŁAGAM POWIEDZ ŻE TO JAKIŚ GŁUPI ŻART!
-Przykro mi ale nie.
-GDZIE JEST HARRY?!
-Daliśmy mu środki nasenne. Był przerażony. Nie potrafił normalnie myśleć. Musieliśmy to zrobić.
-No wiesz chyba nikt nie potrafiłby myśleć normalnie, po czymś takim.
-Wiem..
-Dobra, co teraz będzie?!
-Nie wiem Evelin... Nie wiem....

****************************************
Przepraszam, że taki trochę krótki, ale wystawiony na próbę czytelników <3
Dobra, to jest mój pierwszy rozdział na blogu, mam nadzieje, że wam się spodoba :)
Ponieważ, nie jestem chyba za dobrą pisarką, zacznijmy od 3 Comments- New Chapter

I LOVE JUST THE WAY U ARE




sobota, 20 kwietnia 2013

Zmiana Autorki :cc

OKKEEEEEJ. A więc tak... Nastąpiła teraz zmiana autorek. Callmesophie będzie teraz pisać innego bloga równie zapewne dobrego ale o czymś innym. Teraz to ja obejmę zaszczyt i spróbuje jakoś dorównać mojej ukochanej przyjaciółce <3 mam nadzieje że wam się spodoba chociaż teraz będzie trochę bardziej dramatycznie (muehuheuehue). Okej a więc postaram się dodać dzisiaj jakiś rozdział, który zmieni życie bohaterów o 180'. Hope you like it.

niedziela, 17 marca 2013

Informowanie o nowych rozdziałach na Twitterze :)

Jeśli chcesz (pomimo mojego nieregularnego dodawania rozdziałów xd) zawsze być na bieżąco wpisz swój nick na Twitterze w komentarzu pod tym postem lub pod najnowszym rozdziałem. W prawej strony, pod widgetem ,,O mnie'' znajduje się spis wszystkich informowanych - tak możecie sprawdzić czy na pewno zostaliście dodani :)


JUSTSOPHIE

Chapter sixteen


DEDYKOWANE MOJEJ NAJUKOCHAŃSZEJ WERONICE :*
[PERSPEKTYWA VENUS]
,,Lake Districkt National Park'' - w myślach czytam napis na tabliczce, gdy wjeżdżamy na podjazd.
Potrzebuję chwili, aby uświadomić sobie jak daleko jestem teraz.
Przez krótką chwilę wraca obawa ...
Ale potem zalewa ją zachwyt.
Harry niczym dżentelmen otwiera mi drzwi i pomaga wysiąść.
- Aż tak stara nie jestem. - śmieję się, gdy zamyka za mną drzwi.
- No nie wiem. - wywraca oczami i chwyta mnie za rękę.
Wolnym krokiem kierujemy się w stronę dużego, białego budynku.
Staram się ignorować wścibskie i zdziwione spojrzenia ludzi dookoła.
Kilka małych dziewczynek, które mijaliśmy chciało nawet do nas podbiec, ale rodzice ich zatrzymali.
Po chwili zdaję sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy w życiu mam do czynienia z 'aż tak ogromną' gwiazdą jaką poniekąd jest Harry Styles.
Problemem, którego ludzie nie rozumieją to fakt, że on nie jest dla mnie Haroldem Styles'em, członkiem super sławnego boysbandu One Direction ... tylko po prostu Harry'm.
Suma sumarum wszyscy i tak rzucą się na niego jakby był ostatnią butelką wody na pustyni.
Wzdycham.
Akurat wybija 22, kiedy mój towarzysz i ja udajemy się do niedużego, drewnianego domku na brzegu jeziora.
Wchodzę do środka i oczarowana uśmiecham się.
Ściany są z grubych dębowych bali, a podłoga na całej powierzchni budyneczku jest wyłożona gęstym, białym dywanem.
Zza rogu wystaje niewielka kuchnia, w lewej strony widzę kawałek uroczego salonu, a kawałek dalej lekko zaciemnioną sypialnię.
- O rany ... - tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
- Podoba Ci się ? - pyta wchodząc zaraz za mną.
- Jest cudowny. - mówię, a zaraz potem zamieram.
Mianowicie spoglądam w lustro.
Krótka chwila tłumaczy wszystkie dziwne miny ludzi w recepcji.
Moje włosy są potargane, zebrane w luźnego koka na czubku głowy.
Jestem ubrana w dresy, za duży t-shirt i czarne japonki.
Mój makijaż ogranicza się do odrobimy mascary, rozmazanej pod moimi oczami, która jakimś cudem nie została zmyta podczas wczorajszej bitwy w basenie.
Taa ... Ten look.
- Wyglądam oszałamiająco. - rzucam sarkastycznie do bruneta.
- Jak zawsze. - odpowiada całkowicie poważnie.
Uśmiecham się lekko.
- Wiesz, że nie mamy żadnych rzeczy ? Ciuchów ? Kosmetyków ?
- Może ty. - szczerzy się.
- No chyba nie. Harry ! - krzyczę ze śmiechem. - Wywiozłeś mnie tu na czas nieokreślony, sam się spakowałeś, a mnie zostawiłeś w takiej sytuacji ?!
- Dokładnie. - kiwa głową.
- Jesteś głupi. - wywracam oczami i wychodzę z domku.
- Ej ! Czekaj. - idzie za mną. - Żartuję.
- Z czym niby ? - mówię trochę poważniej.
No bo w końcu jestem na drugim końcu Anglii bez chociażby ładowarki do komórki.
- O tych twoich rzeczach.
Rzucam mu zdezorientowane spojrzenie.
- Cały bagażnik jest wypełniony damskimi ubraniami.
Cudem nie wybucham śmiechem.
- Co proszę ? – pytam z niedowierzaniem.
- W bagażniku są ciuchy z ostatniego pokazu, na którym byliśmy. Organizatorzy dali nam sporą cześć tego co było prezentowane na wybiegu. Pewnie liczyli, że damy je na jakąś akcje charytatywną i przez to staną się jeszcze sławniejsi niż są.
Posyłam mu zdezorientowane spojrzenie.
- Znajdziesz coś dla siebie.
Tym razem nie mogę się powstrzymać i naprawdę zaczynam się śmiać.
- No co ? – posyła mi niewinny uśmiech.
- Nic. Po prostu nie mogę uwierzyć, że dałam się tu wywieść takiemu idiocie.
- Idiocie ? Idiocie ? – udając zdenerwowanego przerzuca mnie przez ramię.
- Puść mnie ! Puść ! – krzyczę.
Chichocząc próbuję się wyrwać.
Jednak na próżno.
Po chwili brunet stoi już na krawędzi molo.
- Odszczekaj to, albo wylądujesz w jeziorze. A zakładam, że woda jest zimna.
- Och no dobrze. – dalej się śmieję. – Nie jesteś idiotą.
Odstawia mnie z powrotem na ziemię.
- Dziękuję. – rzucam.
Wzrusza ramionami, ale na jego ustach dalej gości uśmiech.
- Spoko. Idę przynieść rzeczy. Czekasz tu czy pójdziesz ze mną ?
- Poczekam. 
Kiwa głową i odchodzi w stronę budynków.
Zaciekawiona przyglądam się jeziorze.
Jest piękne.
Tak samo jak całe to miejsce.


***
[PERSPEKTYWA NICKY]
Basen nie był daleko, więc dojechaliśmy szybko, bez większych rewelacji.
Chociaż … może samą rewelacją był on.
Cody.
Czy to możliwe, żeby być od 2 lat tak samo beznadziejnie zakochanym ?
Zakochanym niczym wariat ?
I to jeszcze w wieku 16 lat ?
Niesamowite …
Świat jest dziwny.
Ale chyba właśnie to czyni go cudownym prawda ?
***
Gdy dojechaliśmy Cody wypadł niczym strzała z samochodu, aby otworzyć mi drzwi.
Posłałam mu najpiękniejszy z moich uśmiechów, a on lekko pocałował mnie w usta.
Chwilę potem, gdy wzięliśmy już wszystkie torby, skierowaliśmy się do budynku.
Kątem oka widziałam jak Evelin pokazuję swojej małej siostrze wszystko dookoła, a Gabrielle szuka czegoś na Iphonie.
Ale on się nie liczyły.
Zwracałam uwagę tylko na mojego ukochanego.
Ostatnio nie mamy dla siebie tak wiele czasu jak kiedyś.
Cody z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularny.
A ja …
A ja pozostaję sobą.
Kiedyś zastanawiałam się co on we mnie widzi.
Mógłby mieć każdą, a wybrał akurat mnie.
Hmm …
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj …
***
[~24 listopada, 2010r.~]
O mój boże …
To już dzisiaj.
Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę.
Przez kilka miesięcy odkładałam na bilet na koncert Cody’iego Simpsona, a teraz moje marzenie nareszcie się ziści.
Wszystko miałam dokładnie zaplanowane.
Mój bilet to Diamond Circle Meet&Greet, więc wiedziałam dokładnie co mu powiem.
Kropka w kropkę.
Już od tygodni strój i kosmetyki leżały grzecznie na szafce, a bilet siedział zamknięty w metalowej skrzynce pod łóżkiem.
Wszystko musiało pójść świetnie.
Mój budzik zadzwonił punktualnie o 8:30 rano.
O 9:20 skończyłam jeść śniadanie, o 10:00 zaczęłam się szykować.
Wszystko dokładnie tak jak w planie.
Koncert zaczynał się o 18:30, ale wejść można było już o 16:30.
No i jak się pewnie spodziewacie punktualnie o tej godzinie się tam zjawię.
Albo nawet chwilę wcześniej.
Spoglądam na zegarek i biegnę do łazienki.
Od 7 minut powinnam siedzieć w wannie.
***
Godzina 18:20.
Wszyscy stoimy już pod sceną.
,,@codysimpson: Come on ! We’re waiting !’’ – tweetuję do Cody’iego.
Nie odpisuje …
A z resztą – czego się tu spodziewać.
W końcu zaraz go zobaczę.
W końcu mój idol wybiega na scenę, a my wszystkie zaczynamy piszczeć.
Kiedy zaczyna śpiewać wszyscy cichną.
Kątem oka widzę jak jedna z dziewczyn, na którą spojrzał blondyn mdleje i opada na ziemię.
Uśmiecham się lekko i dalej wpatruję się w chłopaka.
Ta chwila mogłaby się nigdy nie kończyć.
***
Jest nas tu z 30-40 osób.
Wszyscy zdenerwowani chodzimy po niedużej sali i czekamy na Cody’iego.
Każda z nas ma w ręce zdjęcie, komórkę i specjalny identyfikator.
Moje serce zaczyna bić mocniej kiedy do pokoju wchodzi ogromny ochroniarz i każe nam się ustawić w kolejkę.
Wszystkie rozwrzeszczane fanki zaczynają krzyczeć i przepychać.
Każda chce być ‘tą pierwszą’, która pozna młodego wokalistę.
Ja ustawiam się 16 ? Może 17.
Wiem tylko, że za mną stoi jakaś strasznie zestresowana 18 latka.
Jest ode mnie 4 lata starsza i myśli, że od razu wszystko jej wolno ?
Idiotyzm.
Po chwili (która równie dobrze mogła trwać godzinami) nadchodzi moja kolej.
Biorę głęboki oddech i podchodzę do chłopaka.
Jednak zanim zdążam się odezwać dziewczyna za mną odpycha mnie na bok i zaczyna coś gadać ze swoim sztucznym amerykańskim akcentem.
Blondyn krzywi się na jej widok.
Przykłada jej palec do ust i każe poczekać na swoją kolej.
Ona ignoruje go i dalej papla o swoim.
Ale on już w ogóle jej nie słucha.
Podchodzi do mnie.
- Przepraszam za nią. – mówi. Moje serce cudem nie wyrywa mi się z piersi. – Jak Ci na imię ?
- Nicky. – mówię pewnie,  wmawiając sobie, że kolejna okazja, aby z nim porozmawiać może się już nie zdarzyć.
- Nicky ? – uśmiecha się. – To skrót ?
- Tak. Od Veronica. Ale wszyscy mówią do mnie Nicky.
- A nie powinni. Omijają takie piękne imię.
Jego słowa sprawiają, że się rumienie.
- Ile masz lat ? – pyta się ciepło.
- Tyle co ty. – śmieję się cicho.
Odpowiada tym samym.
- Wydajesz się miła. Może chcesz poczekać aż skończę spotkania z fanami ? Moglibyśmy porozmawiać na spokojnie. – prosi.
- Oczywiście. – odpowiadam bez zawahania i udaję się w stronę kanapy.
- Dziwka … - słyszę jeszcze z ust dziewczyny, którą odepchnął Cody.
Uśmiecham się pod nosem.
,,Miło mi. A ja Veronica.’’
***
Kiedy chłopak skończył robić sobie zdjęcia z wszystkimi wyszedł z pomieszczenia co trochę mnie zdziwiło.
Ale jednak po chwili podszedł do mnie znajomy ochroniarz i powiedział, że Cody czeka na mnie w swojej garderobie i, że poszedł tam sam, bo nie chciał wzbudzać sensacji.
Uradowana idę za nim.
Wyobraźcie sobie moje podekscytowanie, kiedy widzę napis na drzwiach ,,Tylko dla upoważnionych’’, a mężczyzna otwiera mi drzwi.
Wchodzę do środka.
Blondyn siedzi na dużej, skórzanej kanapie przebrany w dresy i biały podkoszulek.
- Przepraszam, że tak, ale …
- Nie przepraszaj. – śmieję się. – Znamy się może z 20 minut, a zdążyłeś już to zrobić 2 razy.
- Racja. – posyłam mi lekko zmartwiony uśmiech.
Siadam obok niego.
Patrzy się na mnie przez chwilę, a potem odgarnia mi niesforny kosmyk włosów z twarzy.
- Dzięki. – szepczę cicho.
- Nie ma za co. – uśmiecha się. – Opowiedz mi coś o sobie. – rzuca zaciekawiony.
- Jestem Nicky. – spoglądam na niego. – Znaczy Veronica. – poprawiam się. – Jestem z Doncaster, ale 2 lata przeprowadziłam się do Londynu. Śpiewam. I gram na pianinie.
- Uzdolniona dziewczyna. – przybijamy sobie piątkę.
- No a jak. – żartuję. – Teraz ty opowiedz coś o sobie.
W sumie to wiem o nim wszystko, ale miło będzie usłyszeć to z jego ust.
- No więc, zaskoczę cię – robi śmieszną minę. – Mam na imię Cody. Mam 14 lat. Jestem z Australii.
- Naprawdę ?! – udaję zdziwioną.
- No. – potakuje mi z głupawym uśmiechem.
Po chwili oboje wybuchamy śmiechem.
Gdy słyszę dzwonek telefonu wyjmuję go, ale ignoruję połączenie.
Zanim jeszcze zdążę go schować chłopak zabiera mi go i wpisuje swój numer telefonu.
- Napisz kiedyś. – oddaje mi urządzenie.
- Na pewno. – uśmiecham się.
***
[~teraźniejszość :)~]
Kiedy wchodzimy do budynku Cody zatrzymuję mnie na chwilę.
- Nad czym tak myślisz ? – wyrywa mnie z zamyślenia.
- Nad niczym. – uśmiecham się lekko. – Po prostu cieszę się, że cię mam.
- Ja też. – całuje mnie delikatnie w usta. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. – przyciąga mnie do siebie.
- Veronica. – rzuca głupawo po chwili.
- Idiota. – kwituję i wywracam oczami.
Ale zaraz potem znowu się śmieję.
A potem kierujemy się z dalej w stronę kas.
****************************************************************
Przepraszam, że rozdział dodaję tak późno, ale chociaż skończyłam go w czwartek nie mogłam go dodać przez jakiegoś głupiego buga na bloggerze.
Wy też go mieliście ?
Nawet jak nie to i tak przepraszam.

No i oczywiście – wiem, że odeszłam trochę od One Direction, ale Nicky, jak i Cody będą dość ważnymi postaciami, więc ich historia też jest istotna.

Mam nadzieję, że Wam się podoba ;)

DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE POZYTYWNE KOMENTARZE <3

+ [5 COMMENTS = NEW CHAPTER]

JUSTSOPHIE

czwartek, 7 marca 2013

Chapter fifteen


ROZDZIAŁ DEDYKOWANY ♥♥♥Mixer♥♥♥

[PERSPEKTYWA VENUS]
- Wszyscy na ziemię ! - krzyczał policjant, a po chwili kilku jego współpracowników trzymało już chłopaków przodem do ściany.
- To on ! To on ! - nagle do kuchni wpadła moja babcia. Miała na sobie dystyngowany granatowy zestaw i buty na wysokim obcasie.
Wyglądała nieco jak stewardesa.
- To on porwał moją wnuczkę ! - krzyczała dalej wskazując na Harry'ego.
Zdezorientowani chłopcy spojrzeli na mnie.
Jeden w policjantów chwycił mnie za ręce i zaczął ciągnąć w kierunku wyjścia.
- No chyba nie . - rzuciłam i zaczęłam stawiać opór. - Nikt tu nikogo nie porwał ! - zaczęłam.
- Na pewno tak banda oszustów cię szantażuje. No chodź idziemy ! - babcia nieprzyjemnie wbiła mi paznokcie w ramię.
- Zostaw mnie ! - krzyknęłam i wyrwałam się. -  Nie będziesz mi wiecznie mówić co mam robić !
Jakoś średnio mnie obchodziło, że policjanci wpatrywali się w nas jak byśmy były co najmniej kosmitkami.
Niektórzy rozluźnili nawet lekko chwyty, którymi przytrzymywali chłopaków przy ścianach.
- Venus, jak ty się zachowujesz. Chodź dziecko idziemy ...
- Nie. Nie rozumiesz ? Wyszłam, bo miałam dosyć tego jak mnie traktujesz. Jakbym dalej była tą samą gówniarą z gimbazy !
- Wyrażaj się.- syknęła na mnie.
Wywracam tylko oczami.
Następnie poprawiam włosy.
- Panowie mogą już sobie iść. Nikt tu nikogo nie porwał, nie zostałam zgwałcona, torturowana ani nic z tych rzeczy. - mówię do policjantów. - To wszystko to tylko bardzo bujna wyobraźnia mojej opiekunki. - następnie odwracam się do babci. - A ty ... proszę zrozum, że nie jestem już dzieckiem. Mam 16 lat. Nawet jeśli popełnię błąd to sama wyciągnę konsekwencję. I chcę dalej spotykać się z Harry'm. Może dlatego, że mnie rozumie. A może po prostu tak. Żeby popełnić błąd. Żeby potem płakać i żałować. Żebyś mogła powiedzieć mi 'A nie mówiłam'. Nawet jeśli tylko po to to nie wycofam się, bo ty tak chcesz ! - pod koniec podnoszę głos.
Przez chwilę żałuję, że to powiedziałam.
Ale potem, gdy policjanci wychodzą i zamykają za sobą drzwi całe poczucie winy mija.
- Venus. - zaczyna moja babcia bardzo poważnie. - Dokończymy tą rozmowę w domu. - próbuje jeszcze raz.
Nie reaguję.
Kobieta czeka jeszcze chwilę, a potem wychodzi.
Jak zawsze z godnością.
Nie pamiętam ani jednego momentu w moim życiu, w którym ,,zniżyła'' by się do przytulenia mnie i przeproszenia za swoje zachowanie.
Zawsze musiała być tą 'surową' i 'dumną' babcią.
Wzdycham i spoglądam na miny chłopaków.
Cudem powstrzymuję się od wybuchnięcia śmiechem.
- Mówiłam. - rzucam zadowolona do Harry'ego. - Ale przynajmniej mam wolne.
Wtedy brunet podchodzi do mnie i chwyta za rękę.
Zdziwiona daję się mu ciągnąć do samochodu.
Grzecznie otwiera mi drzwi i bez słowa daje do zrozumienia, że mam wsiąść.
Poniekąd mu ufam, więc siadam na fotelu.
Po chwili on siada na kierownicą i zapala silnik.
- Dokąd jedziemy ? - pytam, gdy mijamy bramę.
- Daleko. - odpowiada tylko i uśmiecha się łobuzersko.
Chichoczę cicho.
Perspektywa, którą właśnie sobie wyobraziłam przeraża mnie, ale i jednocześnie podnieca.
Wyjechać gdzieś daleko - nawet na kilka dni.
Zwiedzać.
Bawić się.
Nie myśleć o niczym.
- Jak daleko ? - pytam zaciekawiona.
- A jak daleko chcesz ? - odwraca się moją stronę i posyła mi całusa.
Szczerzę się.
- Jak najdalej. - odpowiadam.
Teraz jestem pewna.
Czego ?
Podróży ?
Tak, tego niby też.
Ale to, że tak bardzo mu ufam utwierdza mnie w przekonaniu, że ... chyba na prawdę zaczynam się w nim zakochiwać.
***
[PERSPEKTYWA EVELIN]
Obudziłam się dobrze po 11.
No ... nie do końca sama.
Otworzyłam oczy przez skaczącą po mnie Adię.
- Wstawaj ! - krzyczała mała, zrzucając ze mnie kołdrę. - Spóźnimy się !
Szybkim ruchem powalam ją na łóżko i zaczynam łaskotać.
- Na co ? Na się spóźnimy, królewno ? - śmieję się głośno.
Blondynka szybko mi się wyrywa.
- Na basen !
Przyciągam ją do siebie.
- Czytałaś moje SMSy ?! - udaję złą.
Przestraszona kiwa główką.
Śmieję tylko i wstaję.
Mała rozkłada się na łóżku, a ja idę do swojego pokoju.
Wyciągam z szafy kilka ciuchów i kieruję się do łazienki.
Biorę szybki prysznic, ubieram się i robię szybki make-up.
(http://www.polyvore.com/evelins_outfit_chapter_15/set?id=74663580)
Wychodzę i pakuje do torby rzeczy moje i Adii.
- Idź się ubrać, kotek. - rzucam do siostry, a ta zadowolona wstaje i biegnie do szafy.
Biorę telefon do ręki.
'Jedna nowa wiadomość od: Cody S.'
'Spotkanie dalej aktualne ?'
'Oczywiście ! Nie możemy się doczekać xxx'
'My też. Do zobaczenia'
'Do zobaczenia'
[PERSPEKTYWA VENUS]
Powoli otwieram oczy.
W sumie nawet przyjemnie się spało, chociaż nigdy nie lubiłam spać w samochodzie.
Przecieram dłońmi oczy.
- Wreszcie się obudziłaś. - uśmiecha się Harry i spogląda na mnie.
O rany.
Na prawdę zasnęłam w samochodzie chłopaka, którego znam ledwo kilka dni ?
Jestem głupia.
- Jesteś głodna ? - pyta, gdy przez dłuższą chwilę nic nie opowiadam.
Spoglądam na zegarek.
17:30.
- Emm ... W sumie tak.
- W schowku są pączki, w twojej prawej strony stoi twoja kawa, ale jeśli chcesz możemy zatrzymać się na coś bardziej 'wyrafinowanego'.
Śmieję się cicho.
- Nie, nie trzeba. Zjem co jest. - biorę do ręki kartonowy kubek z logo Starbucks'a. - Długo jeszcze będziemy jechać ?
- Hmm ... Pomyślmy. Jedziemy trochę szybciej niż przewiduje GPS, więc pewnie za jakieś 30 minut. Może 40 jeśli utkniemy w korku w Darlington.
'Darlington ?!'
Z geografii zawsze leciałam na trójach, ale wiem przynajmniej jak daleko od Londynu znajduje się Darlington.
- Żartujesz sobie ? - otwieram szerzej oczy. - To gdzie my jedziemy ?
- Zobaczysz. - chwyta mnie lekko za rękę i ją ściska.
- Obie dłonie na kierownicy. - upominam go grubym głosem policjanta.
Oboje wybuchamy śmiechem.
Gdy brunet puszcza moją rękę wyjmuję w kieszeni telefon.
'Nowa wiadomość od: Babcia'
'Nie zawiedź mnie tym razem.'
Przez dłuższą chwilę szczerzę się jak głupia do telefonu.
- Co jest ? – pyta chłopak zdziwiony moją miną.
- A nic. Po prostu od dzisiaj będę od ciebie wymagać, żebyś odprowadzał mnie do domu po randkach. – targam przez chwilę jego włosy.
- A bardzo chętnie. – posyła mi nieco zagadkowe spojrzenie.
Milknę na chwilę.
- Mam się bać ?
- Dopiero jak wrócimy do Londynu.
Kręcę głową przecząco.
- Nie chce wracać.
- Nawet nie wiesz gdzie jedziemy.
- Daleko. To mi wystarczy.
- To dobrze … - szepcze i pogłaśnia radio.
***
[PERSPEKTYWA EVELIN]
O 12:15 zeszłam z naszymi rzeczami na dół.
Upewniłam się, że ojciec śpi, a potem zawołałam cicho Adię.
Nie chciałam robić niepotrzebnej awantury.
Prawie bezdźwięcznie zamknęłam za sobą drzwi prowadząc 5-latkę za rękę ruszyłyśmy w kierunku umówionego miejsca.
Nie czekałyśmy długo.
Już po kilku minutach podjechał do nas duży, czarny Land Rover.
Za kierownicą siedział Cody, obok niego Nicky, a z tyłu za siedzeniem kierowcy nieco ‘zbyt idealna’ blondynka.
To musiała być Gabrielle.
Miała na sobie uroczą letnią sukienkę i dość mocny makijaż.
Pierwsze co przyszło mi na myśl to, że spędzanie ogromnej ilości czasu przed lustrem idąc pływać na basen jest po prostu debilne.
Ale w sumie … włosy miała całkiem ładne.
Platynowy blond.


- Hej ! – rzuca do nas Cody i wysiada z samochodu.
Otwiera nam bagażnik i wrzuca tam nasze rzeczy.
Szybko siadamy w tyłu samochodu.
- Nie ma Venus ? – zauważam szybko.
- Nie. Pojechała gdzieś i nie odbiera telefonu. Przynajmniej tak powiedział mi Zayn.
Wzruszam ramionami.
Po chwili wyciągam rękę do Gabrielle.
- Jestem Evie. – mówię. – A to moja młodsza siostra Adia. Miło Cię poznać.
- Taa hej … - ignoruje moją rękę i ostentacyjnie wyjmuje swojego Iphone’a 5.
Zabieram dłoń nieco urażona.
- O cześć Evelin ! – Nicky zauważa mnie dopiero teraz.
Po chwili dochodzę do wniosku, że przez cały ten czas była wpatrzona w Cody’iego.
Cicho się śmieję.
To będzie przyjemny dzień …
*********************************************************************

Boże ! Jestem okropną blogerką, wiem :(((
Rozdziały rzadko, krótkie, nic się nie dzieje i ogólnie beznadziejne.
PRZEPRASZAM :’(
Postaram się poprawić.

PS. Kocham Was wszystkich za komentarze, które tak bardzo motywują <3 DZIĘKUJĘ :*

JUSTSOPHIE


czwartek, 28 lutego 2013

Chapter fourteen

[PERSPEKTYWA EVELIN]
- Zakładam, że chcesz mi o czymś powiedzieć. - fuknęła na mnie nieprzyjemnie Miriam.
- Niby o czym ? - zbywam ją lekko i rozglądam się dookoła, udając, że szukam jakiegoś fajnego sklepu.
- Na przykład ... O TYM, ŻE CHODZISZ Z LOUISEM TOMLINSONEM ! - krzyczy, odrobinę na głośno, przez co ludzie dookoła spoglądają na nas zdezorientowani.
- Ciii ! Nie chodzę z nim. - uciszam ją i spoglądam jej prosto w oczy. - Serio.
- A to zdjęcie ?
- To ... to jest skomplikowane.
- Czyli jednak.
- Miriam ! - rzucam zirytowana. - Ufasz mi ?
- Tak. - zatrzymuje się. - Tylko nie rozumiem czemu nie chcesz powiedzieć mi prawdy.
- To JEST prawda. Nie chodzę z Lou. Pocałował mnie na pożegnanie. Dzisiaj wróciłam do domu. Nie mam już żadnego kontaktu z One Direction. - zapewniam ją, ale widzę, że dalej mi nie wierzy.
- No powiedzmy. A teraz przejdźmy do najważniejszego ... JAK TY W OGÓLE TAK TRAFIŁAŚ ? - jej oczy robią się 2 razy większe niż normalnie.
- No więc ... - zaczynam i włócząc się po Galerii streszczam jej całą historię.
Gdy kończę dziewczyna przeprasza mnie i mówi, że zachowała się strasznie głupio.
Zaprzeczam jej.
Ja zareagowałabym dokładnie tak samo.
I tak jest jej przykro, więc idziemy jeszcze na kawę do Starbucks'a, a potem rozchodzimy się do domów.
***
Gdy mój autobus podjeżdża na przystanek jest już dosyć późno.
22:30 ... może 23:00.
Niezbyt podoba mi się fakt, że będę musiała wspiąć się do okna, ale cóż ... lepiej nie ryzykować.
Trochę mi to zajmuje, bo lekko wypadłam z wprawy, ale jakoś mi się to udaje.
Kiedy wchodzę do mojego pokoju dochodzę to dobrego wniosku - Adia śpi jak aniołeczek.
Przykrywam ją tylko mocniej kołdrą i sama idę się umyć.
Biorę szybki prysznic.
Myję włosy, a potem zakładam na nie szybki turban z ręcznika.
Gorące od wody ciało przykrywam szlafrokiem.
Wychodzę i siadam na łóżku Adii, jako, że ona zajęła moje.
Wyjmuję telefon z torby.
'Jedna nowa wiadomość od: Louis :)'
Otwieram ją z lekkim niepokojem.
,Tęsknię' - czytam skrzywiona.
Przez krótką chwilę zastanawiam się czy odpisać.
W końcu się na to decyduję.
,Też'
Wysyłam, ale zaraz potem dopisuję kolejną część.
,Dzisiaj przez ciebie rozdawałam autografy >-<'
,Hahahah dlaczego ?'
,Ktoś zrobił nam dzisiaj zdjęcia. Jakieś dziewczyny uważają, że jestem twoją dziewczyną.'
,Przygotuj się na poniedziałek. Wtedy będziesz w każdym magazynie'
,Błagam nie ... :D'
,Jakoś to będzie'
,Yhy mam nadzieję :) ide spać, branoc :D'
,Branoc' - odpisuje mi szybko.
Odkładam telefon i przykrywam się kocem.
Dawno nie spałam we własnym łóżku ...
**************************************
[PERSPEKTYWA VENUS]
Budzę się z uśmiechem na ustach.
Czuję jak niewzruszony Harry obejmuje mnie w talii, a ja jestem wtulona w jego ramię.
Zaraz.
Jest trochę za jasno jak na 6:20.
Unoszę powoli głowę i spoglądam na budzik stojący na szafce nocnej.
12:30.
Z impetem wyskakuję z łóżka budząc przy tym bruneta.
- Głupku ! - krzyczę, gdy patrzy na mnie zdezorientowany.
- Hm ?
- Jest prawie 13 ! Moja babcia zaraz pewnie zadzwoni na policję !
- Ciii ... - szepcze zaspany. - Obudzisz wszystkich w okolicy.
- No i ? Może i lepiej. Przynajmniej babcia przestanie choć na chwilę myśleć gdzie jestem.
- Venus ... Spokojnie. Pół godziny cię nie zbawi.
Sama nie wiem czemu, ale uśmiecham się do niego lekko.
Chłopak przeciąga się i wstaje.
Podchodzi do mnie i kładzie mi ręce na ramionach.
Śmieje się cicho rozbawiona jego spojrzeniem a'la zombie.
Odpowiada mi uśmiechem.
- Zostań chociaż na śniadanie. Pewnie jesteś głodna. - proponuje mi.
- Zjem u siebie.
- Proszę.
Wzdycham.
- Dobrze. Ale szybko.
Patrzy na mnie entuzjastycznie.
- To choć ! - ciągnie mnie za rękę i prowadzi do przytulnej kuchni ze sporym stołem na samym środku.
- Na co masz ochotę ? - pyta, otwierając lodówkę.
- A co masz ?
- Wszystko.
- Hmmm ... Tosty ?
- Jasne. - posyła mi uroczy uśmiech i wyjmuje wszystkie składniki.
Wtedy na dół schodzi poczochrany Niall.
- Hej ... - rzuca cicho i podchodzi do lodówki.
Wyjmuje połowę jej zawartości na blat kuchenny i zaczyna przyrządzać jedzenie.
Przyglądam mu się nieco zdziwiona, ale nie komentuję.
Korzystam z wolnej chwili i nalewam wody do czajnika.
- Chcecie kawy ? - pytam moich towarzyszy.
Obydwoje kiwają głową z uśmiechem.
Wtedy do kuchni wpada Liam.
- O Venus robi kawę ! Zrobisz mi też ? - krzyczy wesoły.
- Jasne ... - rzucam z lekkim uśmieszkiem.
Po chwili dołącza do nas Louis i Zayn.
Otwierają usta, żeby coś powiedzieć, ale ja tylko wyjmuję kolejne dwa kubki.
- Dzięki. - Zayn posyła mi miłe spojrzenie, ale Lou dalej siedzi cicho.
Wzruszam ramionami.
Jest mu smutno, ale jak pozna kogoś nowego to mu przejdzie.
Chyba.
Po chwili woda bulgocze charakterystycznie, a ja rozlewam ją do kubków.
Zanoszę ją na stół.
Kiedy stawiam pobudzający napój przed Louisem przytulam go lekko od tyłu i szepczę:
- Będzie dobrze.
Posyła mi smutnawy uśmiech.
- Mam nadzieję.
Siadam do stołu i zabieram się za tosty.
- Dobre. - stwierdzam smakując pierwszy kęs.
Harry promienieje.
- Nie podniecaj się tak. - rzuca ze śmiechem Zayn. - Dalej nie jesteś kucharzem !
Wszyscy chichoczemy, a brunet posyła nam urażone spojrzenie.
- Dla mnie mógłbyś gotować jeśli cię to pocieszy. - spoglądam na niego, a potem zabieram się z powrotem do jedzenia.
Czuję jego wzrok na sobie.
Unoszę głowę, aby również na niego spojrzeć, gdy nagle dookoła rozlega się huk.
Przez drzwi wejściowe wbiegają policjanci z bronią.
- Na ziemię wszyscy ! - krzyczy jeden z nich ...
************************************************
Wiem, że chyba aż za krótkie, ale tylko tyle zdążyłam dzisiaj napisać podczas uczenia się do sprawdzianu z muzyki :)

Specjalny dedyk dla Karlolajny <3

+ Podoba Wam się nowy wygląd bloga ? Co prawda jest on czasowy - czekam na zamówienie z mojej nowej ukochanej szabloniarni <3 (mam nadzieję, że zainteresują się moim blogiem)

No i chyba wrócę do zasady:

4 COMMENTS = NEW CHAPTER <3

JustSophie


niedziela, 24 lutego 2013

Chapter thirteen


ROZDZIAŁ DEDYKOWANY  ♥♥♥LoveZayn♥♥♥

[PERSPEKTYWA VENUS]
Obudziłam z zimna.
Jeszcze zanim otworzyłam oczy wzdrygnęłam się nieprzyjemnie.
‘Miły sen miałam …’- myślę spokojnie.
A potem uchylam powieki.
W pierwszej chwili przerażona wyskakuję z łóżka.
Ale jednak zaraz rozglądam się dookoła i zaczynam się śmiać.
Powoli przypominam sobie co się wydarzyło i zdenerwowana sprawdzam swój nadgarstek.
Z ulgą stwierdzam, że bransoletka jest na swoim miejscu.
Przez dłuższą chwilę przyglądam się swojemu strojowi oraz ogromnej mokrej planie , którą pozostawiłam po sobie na łóżku.
Wzruszam na to ramionami i podchodzę do dużej, drewnianej szafy stojącej w rogu pokoju.
Otwieram ją i wyjmuję sporo za duży t-shirt z Guns’n’Roses i parę szarych dresów.
Zbieram włosy w ociekający wodą kok na czubku głowy i wychodzę z pokoju.
- Siemka. – witam chłopaków siedzących na korytarzu z poduszkami i piwem.
Niall trzymający w ręku gitarę macha mi miło.
- O obudziłaś się. – rzuca z uśmiechem Harry.
- Nie obrazisz się, że pożyczyłam ? – spogląda na niego i wskazuję na noszone przeze mnie ubrania.
- Jasne, że nie. Siadaj z nami. – klepie miejsce obok siebie.
Zajmuję miejsce na poduszce i wsłuchuję się w gitarę blondyna.
Po chwili wszyscy zaczynają śpiewać Tell Me a Lie.
Pomagam im trochę, ale potem blokuję palcami struny gitary.
- A może byście tak zaśpiewali coś z innego repertuaru niż wasz ? – proponuję.
Wszyscy posyłają mi zdziwione spojrzenia.
- Co na przykład ?
Zabieram chłopakowi instrument.
Dostrajam go lekko, a potem zaczynam grać akustyczną wersję ‘Too Close’ Alex’a  Clare’a.
Delikatnie wchodzę w piosenkę i zaczynam śpiewać pierwszą zwrotkę.

You know I’m not one to break promises
I don’t want to hurt you but I need to breathe
At the end of it all, you’re still my best friend
But there’s something inside that I need to release

Chwilę potem ‘wyręcza’ mnie Zayn.

Which way is right? Which way is wrong?
How do I say that I need to move on?
You know we're heading separate ways

Na refrenie włączają się wszyscy pozostali.

And it feels like I am just too close to love you
There’s nothing I can really say
I can’t lie no more, I can’t hide no more
Got to be true to myself
And it feels like I am just too close to love you
So I’ll be on my way

Po refrenie nagle się zatrzymuję.
- Na przykład to. – uśmiecham się.
- Niezła jesteś. – mówi z wyczuwalnym podziwem Liam. – Uczyłaś się kiedyś śpiewać ?
- Moja mama była wokalistką w zespole. Często śpiewała w domu. Trochę podłapałam.
- Myślałaś kiedyś o zrobieniu kariery ? – pyta Zayn.
- Nie … Raczej nie. Moja mama zawsze mówiła, że sława jest tylko pozornie fajna.
Wzruszam ramionami.
Po chwili Harry przerywa niezręczną ciszę.
- Ja chcę zaśpiewać następną. – mówi, a potem nachyla się do Niall’a i szepcze mu coś na ucho.
Ten kiwa tylko głową i zaczyna grać.
W pierwszej chwili nie mam pojęcia co to za piosenka.
Jednak rozpoznaję ją po pierwszych wersach.

I've been looking under rocks and breaking locks,
Just tryna find ya.
I've been like a maniac insomniac,
5 steps behind you.
Tell them other girls,
They can hit the exit,
Check please...
Cause I finally found the girl of my dreams
Much more than a Grammy Award
That's how much you mean to me!

Przez całą pierwszą zwrotkę Harry patrzy się na mnie, a ja uśmiecham się na to.

You could be my it girl
Baby you're the sh*t girl
Lovin you could be a crime
Crazy how we fit girl
This is it girl
Give me 25 to life
I just wanna rock all night long
And put you in the middle of my spotlight
You could be my it girl
You're my biggest hit girl
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh,oh,oh,oh
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh,oh,oh,oh
Let me play it loud!

Na migi pokazuję Niall’owi, aby nie przestawał jeszcze grać i, gdy brunet kończy ja zaczynam śpiewać.

You could be my it boy
Baby you're the sh*t boy
Lovin you could be a crime
Crazy how we fit boy
This is it
Give me 25 to life
I just wanna rock all night long
And put you in the middle of my spotlight
You could be my it boy
You're my biggest hit boy
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh, oh, oh, oh
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh, oh, oh, oh
Let me play it loud!

Kiedy kończę wszyscy wybuchamy śmiechem.
No … nie wszyscy.
Louis chociaż zawsze był najbardziej wygadany tym razem siedział cicho – wręcz smutny.
Po chwili wstaje i idzie do siebie.
- Co mu jest ? – pytam reszty.
- Evelin wróciła do domu. Trochę mu przykro, ale mu przejdzie. – wzrusza ramionami Zayn.
Krzywię się.
‘Właśnie coś tak brakowało kogoś.’
Nagle atmosfera staje się co najmniej sztywna.
Ziewam z przymusu.
- Wiecie co to ja już może pójdę spać. – rzucam tylko i wstaję z podłogi.
- Pójdę z tobą. – szybko dodaje Harry.- Znaczy … Ja też jestem już bardzo zmęczony. – poprawia się, a ja zduszam na ustach głupawy uśmieszek.
- No chodź, chodź. – śmieję się. – W końcu to twój pokój.
Na odchodne mówię jeszcze wszystkim ‘Branoc !’ i zamykam drzwi pokoju.
Przeciągam się a potem z impetem wskakuję na łóżko.
- Przestań, jesteś taka gruba, że na pewno je rozwalisz. – rzuca sarkastycznie.
Wywracam oczami.
- I kto to mówi ? – odgryzam się i rzucam w niego poduszką.
Chłopak uchyla się i robi minę w stylu ‘Like a Boss’.
Po chwili szybkim ruchem ściąga z siebie koszulkę i wskakuje na łóżko tuż obok mnie.
Czym prędzej zamykam oczy.
Trafił w mój czuły punkt.
Jaki zapytacie ?
Męskie klaty.
To jest gorsze niż uzależnienie – serio !
Po prostu czułam, że jeśli otworzę oczy nie będę mogła przestać się gapić.
- Co jest ? – śmieje się mój towarzysz i zaczyna dźgać mnie w brzuch.
- Możesz … możesz się ubrać ? – dalej nie otwieram oczu.
- A co, przeszkadza ci to ? – nie widzę go, ale czuję, że pręży się jeszcze bardziej.
- Yhy. – przytakuję.
Przez chwilę słyszę jak się śmieje.
- Mój pokój, moje zasady. – odparowuje w końcu.
- Grrr … - wydurniam się i otwieram oczy.
I oczywiście jak się pewnie spodziewacie – mój wzrok od razu pada na klatę Harry’ego.
- Jesteś głupi. – cedzę, zauważając jego głupawy uśmieszek.
Wywraca tylko oczami.
- Idę spać. – dodaję po chwili. – Muszę być w domu o jakiejś 6:30, żeby babcia nie zorientowała się, że wyszłam…
- Jest 5:20. – stwierdza. – Masz jakieś 40 minut snu. Na pewno się wyśpisz. Na 110%.
- Sratatata. – przedrzeźniam go, po czym, przykładam głowę do poduszki. – Kolorowych snów. – szepczę.
- Kolorowych. – odszeptuje i kładzie się za mną.
Zamykam oczy.
Chciałabym zasnąć spokojnie.
Ale nurtuje mnie jedno pytanie.
Dzisiaj było tak miło.
Przez cały czas się uśmiechałam.
Tylko dzięki niemu.
Ale …
Czy ja zaczynam się … w nim zakochiwać ?
*********
[PERSPEKTYWA LOUISA]
W pewnym momencie to stało się zbyt irytujące.
Czemu on ma zawsze większego farta ode mnie ?
Ledwo zerwał z dziewczyną i od tak ma następną.
A mnie jedna dziewczyna zdradziła, a druga dla odmiany  ode mnie uciekła.
Szybko wstaję i idę do swojej sypialni.
 Zirytowany rzucam się na łóżko.
Czy to, że chce, żeby tu wróciła jest bardzo samolubne ?
Pewnie tak.
No i ?
Co z tego.
Może i jestem samolubny.
Ale wole być samolubnym, ale szczęśliwym niż altruistycznym i smutnym.
Poza tym czy proszę o tak wiele ?
Chce jej pomóc.
To z jakich warunkach żyje teraz ona i jej siostra to po prostu jakaś masakra.
To chyba normalne.
A z resztą.
Ona mam swoje życie.
Odeszła z własnej woli, więc jedyne co mi pozostało to poczekać aż wróci …
******************
[PERSPEKTYWA EVELIN]
Kiedy mała zasnęła wstałam cicho i delikatnie, tak, aby jej nie zbudzić.
Oczywiście jak zawsze przeżyłam ,,chwilę grozy’’ kiedy zaczęła się niebezpiecznie kręcić, ale zaraz potem znów zapadła w głęboki sen.
Na palcach poszłam do jej pokoju i wyjęłam komórkę.
‘Jedna nowa wiadomość od: Cody Simpson’
Otwieram ją w lekkim uśmiechem.
‘Jak tam ? Słyszałem, że wróciłaś do domu ?’
‘Hahaha tak J Skąd wiesz ?’
‘Lou powiedział Harry’emu, Harry Venus, Venus Nicky, a Nicky mi’
‘Głupie plotki. Hejty hejty lecą.
‘Jak zawsze :)))))) a jak z samopoczuciem ?’
‘Jakoś leci. Siostra śpi, ojciec pewnie też, więc nic tylko żyć <3 a jak u cb ?’
‘A dobrze :) Idziemy jutro z Nicky, Venus i Gabrielle na basen. Idziesz z nami ?’
‘Wątpię, że mogę. Siostra sama znowu nie zostanie’
‘To weź ją ze sobą’
‘Serio ? Naprawdę myślisz, że to wypali ? xddd Ona ma 5 lat’
‘No i ? Będzie fajnie’
‘No to w sumie czemu nie ? A Gabrielle to ta od Zayna ?’
‘Hahahah i o kim plotki szybciej się rozchodzą ? Ps. Nie mów jej tego, bo się wkurzy hahah’
‘Nie no spoko. O której ?’
’12:30 ?’
‘Spoko. Gdzie ?’
‘ Podjedziemy po Was. Bądź gotowa.’
‘ Wiesz co spotkajmy się na rogu mojej ulicy.’
‘Wymkniecie się hahahah ?’
‘To nie jest śmieszne !!!! … no dobra jest … <3’
‘Lecę. Do zobaczenia !’
‘Do zobaczenia :))))’
Okładam telefon i siadam na ziemi.
Dawno nie ćwiczyłam.
W końcu zastanawiając się, który zestaw ćwiczeń wybrać, rezygnuję z nich całkowicie i przerzucam się na jogę.
Nie wiem czy wszystkie elementy wykonuję dobrze.
Kiedyś załapałam się na kilka prywatnych lekcji, które brała Miriam.
Spodobało mi się.
I teraz ćwiczę.
Krótka piłka.
Siadam w ‘kwiecie lotosu’ i wyciągam się do przodu na podłodze.
Zamykam na chwilę oczy i staram się oczyścić umysł.
Nigdy nie zastanawiałam się nad przeszłością.
Nad przyszłością z resztą też nie.
Ale … Co będzie dalej ?
Nie będę wiecznie 16-latką.
Nie będę wiecznie mieszkać z ojcem.
Będę musiała się wyprowadzić.
Gdzie ?
Nie mam pojęcia.
Powinnam zacząć pracować, ale bez wykształcenia nikt mnie nie przyjmie.
Nawet nie chce dopuścić do siebie myśli, żeby pójść do Louisa.
Nie chce go wykorzystywać, bo i tak zrobił już za dużo …
Znaczy …
Obiecałam, że kiedyś wrócę.
Ale nie po to, żeby u niego zamieszkać, nie po to, żeby mnie utrzymywał !
Bezradna wstaję, bo wiem, że teraz i tak nie uda mi się uspokoić.
Siadam na łóżku Adii i wkładając sobie słuchawki w uszy zdejmuję z półki pierwszą lepszą książkę.
Po paru minutach dochodzę do wniosku, że za nic nie umiem się skupić na jej treści.
Szybko piszę SMS’a do Miriam.
‘Nudzę się. Chcesz gdzieś wyjść ?’
Odpowiedź dostaję po kilku minutach.
‘Spotkajmy się w Galerii Handlowej za 10 minut.’
Uśmiecham się i szybko piszę Adii karteczkę ,,Wrócę późno, śpij spokojnie <3 kocham cię, Evie’.
Otwieram okno i wychodzę przez nie na parapet.
Zsuwam się po rynnie przez całe piętro, a potem zeskakuję i biegnę jak najszybciej mogę do przystanku.
Tam wsiadam w autobus i kilka minut później wysiadam na wybranym przystanku.
Moja przyjaciółka czeka po drugiej stronie ulicy.
Czekam chwilę na światłach, a potem do niej podbiegam.
Gdy się witamy podchodzi do mnie grupa nastolatek.
- Ej poczekaj chwilę ! – wołają do mnie.
Spoglądam na nie zdziwionym wzrokiem.
-Znamy się ?- pytam.
- Nie, ale ty jesteś Evelin, prawda ? Dziewczyna Louisa Tomlinsona ?
- Tak, jestem Evelin, ale …
- Bo wiesz my przyszłyśmy po autograf. – przerywa mi jedna z nich.
- Ale ja i Lou nie jesteśmy razem. – kończę.
Spoglądają po sobie wzrokiem w stylu ‘na pewno kłamie’.
- Och ale proszę daj nam autografy ! Prooosimy ! – mówią zgodnym chórem.
Zdezorientowana patrzę na Mir.
- Oj oj popatrz. Evie rozdaje autografy. – drwi ze mnie. – Ale serio podpisz im się i idziemy.
Z braku wymówki proszę dziewczyny o jakąś kartkę.
A teraz wyobraźcie sobie moją minę kiedy do ręki dostaję zdjęcie moje i Louisa zrobione podczas naszego dzisiejszego pożegnania.
Chłopak obejmuję mnie na nim i całuje w czoło.
Wpadłam.
Teraz już na pewno nie uwierzą, że nie jesteśmy razem.
One, a co dopiero Miriam !
Szybko podpisuję zdjęcia i razem z moją przyjaciółką odbiegamy w stronę Galerii.

********************************************
Wiem, że rozdział miał pojawić się wczoraj, ale byłam na imprezie i wróciłam dosyć późno i już nie miałam czasu :)

POZDRAWIAM WSZYSTKICH AGENTÓW  ---> KOCHAM WAS MIŚKI <3

Mam nadzieję, że się Wam podoba :)))

PS. Wolicie, żebym dodawała dłuższe rozdziały raz w tygodniu czy krótsze np. 3 razy w tygodniu ?
Napiszcie w komentarzach <3

JUSTSOPHIE