WYJĄTKOWO ZAMIESZCZAM DWA ROZDZIAŁY W TAK KRÓTKIM ODSTĘPIE CZASU!!
[Perspektywa Evelin]
Nie myślałam, co właściwie robię. Dałam się ponieść emocjom. Dopiero teraz orientuje się, że jestem w trakcie drogi do domu Harrego. Jestem cała w łzach. Jadę autobusem, więc wszyscy się na mnie dziwnie patrzą, ale mnie to nie obchodzi. Zapewne myślą sobie teraz, że chłopak mnie rzucił i jadę się wypłakać przyjaciółce.
*SWAGSWAGSWAGSWAG*
Mój telefon.
-Halllo?
Mówię zapłakanym głosem.
-Evelin? Czy ty płaczesz? Omg, słuchaj, właśnie Matt zaprosił mnie na randkę, i nie mam pojęcia w co sie ubrać!
-Miriam, to nie jest najlepszy czas, żeby dzwonić. Jestem dość zajęta.
-To jest sprawa wagi państwowej!
-Dobrze! Ubierz leginsy galaxy, i ta długa białą koszulkę, wystarczy?
-OMG, serio coś z tobą nie tak, nawet nie potrafisz się wysilić i coś mi doradzić, phii, sama sobie poradzę!
-SŁUCHAJ A MOŻE PRZESTANIESZ BYĆ TAKĄ SZMATĄ CO?!
-Evelin... Nie wiedziałam, że tak o mnie myślisz, ale dobrze wiedzieć. Cześć.
*piiiiiiiiiiiiiiiiii*
Rozłączyła się. Nie dziwię się jej, kolejny raz jestem okropną przyjaciółką, ale też mam swoje problemy?!
-Przepraszam.....Miriam..przepraszam
Mówię do wyświetlacza, po raz kolejny ludzie patrzą się na mnie jak na wariatkę.
Wysiadam na pierwszym lepszym przystanku. Idę szybkim krokiem, ciągle kierując się do domu Harrego.
Jest już dosyć późno, ok.19
Przyspieszam, uznałam, że jeśli będę biec, inni nie zobaczą mnie w takim stanie. Nagle ktoś mnie złapał za ramię.
Gwałtownie sie obróciłam przyszykowana, żeby zadać cios.
-Hej, spokojnie. Zobaczyłem, że biegniesz sama i płaczesz, postanowiłem cię dogonić.
To był Louis. Tak bardzo tęskniłam za jego głosem.
-Już spokojnie, już, wszystko będzie dobrze...
Delikatnie mnie do siebie przyciągnął, i przytulił.
-Zmoczę ci koszulkę...
-Nie ważne, już spokojnie, nie płacz, hej ja tu jestem.
Czułam jego bliskość, uspokoiłam się, przestałam płakać, ale nadal nie chciałam wyjść z jego objęć.
-Obiecuję, wszystko będzie dobrze....
************************
[Perspektywa Zayana]
Moje życie zmieniło się o 180'
Po tej jednej wiadomości.
Wszystko nagle legło w gruzach.
Moje plany, moja kariera.
Nie wiem co teraz mam zrobić.
Nigdy w życiu nie byłem w takiej sytuacji.
Jak mam sobie poradzić?!
Nikt jeszcze nie wie.
Po głowie ciągle krążą mi słowa Perrie.
Perrie... A co z jej karierą?
Nikt nie może wiedzieć co się dziej. Unikam jak najbardziej rozmów na jej temat przy każdej możliwej okazji. Będę utrzymywał tą tajemnicę jak najdłużej się da.
*************************
[Perspektywa Venus]
-Co?
-Słuchaj, uciekniemy razem, ja też nie chce tutaj być.Samolot przylatuje o 23:30
-Ale jak stąd wyjedziemy, z tego hotelu?
-Niestety będziemy musiały jechać rowerami, musimy być niezauważone. Samochód narobi za dużo szumu.
-Jesteś pewna, że sie uda?
-Nigdy nie można być niczego pewnym, może się uda, może nie, warto spróbować, w innym przypadku będzie jeszcze gorzej.
Panikuję, poziom adrenaliny skoczył mi jeszcze wyżej niż był wcześniej. Jeśli się nie uda, ona też będzie w tarapatach. Boje się o siebie i o nią.
-Jak się nazywasz?
-Jestem Rosalie.
-Miło poznać, Venus :)
-Cóż okoliczności nie za fajne, ale i tak, dziękuję, wzajemnie :)
-Nakarmiłaś ją?
-Taaaaa, nienawidzę tej pracy, ale mus to mus.
-No widzę, że się przyzwyczajasz. Bardzo dobrze.
-OH spokojnie, nadal chce mi się rzygać jak o tym myślę.
-Spokojnie niedługo się to skończy
*Rosalie cicho pod nosem dodała*
-Oj tak, nawet szybciej niż myślisz....
Rosalie.
******************************
Koniecccc, króciutkie, przepraszam ale dłuższy będzie po moim powrocie <3 Mam nadzieje, że sie spodobało. 3 comments- New chapter <3
Just The Way You Are
środa, 24 kwietnia 2013
Chapter eighteen
[Perspektywa Louisa]
Dlaczego ciągle coś musi się dziać niedobrego. Najpierw Evelin odeszła, teraz Venus została porwana.
Zayn ciągle ma problem z Perrie. Ostatnio zaczął się dziwnie zachowywać. Nikt z nikim nie rozmawia. Wszyscy wyglądają jakby przeżywali żałobę narodową. Moje przygnębienie osiąga krytyczny stan. Dopiero teraz zauważam, że nasz zespół się rozpada. I to już od dawna. Nie jesteśmy tymi samymi chłopakami z marzeniem o podbiciu rynku muzycznego naszymi piosenkami, które wbrew pozorom, dla nas mają sens.
Nie potrafię chyba tego faktu przyjąć do wiadomości. Niestety problemy są jak bumerang, zawsze powracają..
Na pytanie czy mogę coś z tym zrobić, sam sobie odpowiadam, że nie. Musimy chyba dać sobie trochę czasu. Wszystko na pewno się ułoży. Czuję się samotny, jestem w tym wszystkim sam, tak bardzo za nią tęsknie, bardzo się o nią martwię. Zależy mi na niej. Evelin jest kimś wyjątkowym...
*****************
[Perspektywa Harrego]
-Matkoo, co wyście mi dali?
- O, miło, śpiąca królewna się obudziła. Cudownie.
*Przeciągam się*
-Cóż, przynajmniej mogę Ci podziękować, czuję się znacznie lepiej.
-Klaaaamieszzzzzzzz
Niestety, Niall znam mnie za dobrze, nie mogę go oszukać.
-Masz racje, moja głowa, po prostu pęka!
-Eh, może chcesz jakąś aspirynę?
-Niee, przejdzie mi zaraz, to wszystko przez ten stres. Aa, własnie, macie jakieś poszlaki?
-Tak, już wysłaliśmy ekipę na Islandię.
-Powiem Ci, że ta wiadomość mnie ciągle przeraża
-To, że jest na Islandii czy to, że została porwana?
-I to i to.
-Wiem ja też strasznie się denerwuję...
-Zrobisz coś dla mnie?
-Oczywiście, co chcesz?
-KAWY, BŁAGAM
-Już się robi księżniczko :)
-Dzięęęęęękuuujęęę Mamoo
Niall wyszedł. Jak się teraz czuję? Zdruzgotany. Moje sumienie nie pozwala mi żyć. Ciągle się obarczam za to, że ją porwali. Czuję jakby życie robiło ze mnie ofiarę. Chce odebrać mi wszystko co dla mnie ważne.
Denerwujące. Marzę o tym żeby, wszystko było ok! Za dużo żądam? Jedyne czego potrzebuje to piękny widok zza okna i świeże powietrze.
Jednak to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Nie mogę zapomnieć o głosie Venus, kiedy błagała mnie o pomoc. Czułem jak cierpi... To jest najgorsza rzecz, ona mnie błagała o pomoc.. Bezradność dobija mnie najbardziej.
Z moich myśli wyrywa mnie jakiś głos, słyszę, że to kobieta.
*puk puk*
-Emm, proszę?
-Dzień dobry, ja nazywam się Dr Lawrence, jestem psychologiem, przyszłam tutaj, żeby pomóc Ci uporac się z tym, dobrze?
-Kto po panią zadzwonił?
-Przykro mi ale...
Ktoś kto stał za nią, szepnął jej coś na ucho.
-Twój przyjaciel, Niall
-Prosiłem go tylko o kubek kawy, o za dużo proszę?
-Przepraszam stary, ale musiałem.
-CZY NAPRAWDĘ WSZYSCY UWAŻACIE, ŻE NAGLE BĘDĘ CHCIAŁ POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO?!
-Harry, uspokój się.
-Nie zwariowałem. To nie ja jestem teraz na Islandii porwany przez jakieś wariatki. Nie ja tutaj potrzebuje pomocy!
-Dobrze wiesz, że nie możemy niczego zrobić! Musimy czekać!
-Nie ma czasu na pomaganie mi psychicznie.
-Jednak chciałbym żebyś porozmawiał z Dr Lawrence...
-Nie będziesz mi mówił co mam robić. Jeśli poczuję zapotrzebowanie na jakikolwiek kontakt z psychologiem, na pewno będzie to Dr Lawrence, rozumiesz?
-Harry..
-Nie. Proszę wyjdźcie. Chcę zostać sam.
-Oczywiście, przepraszam Panie Styles.
Teraz chcą mi pomagać. Czemu nie rwą się tak do pomocy Venus!? To ona tutaj przeżywa koszmar!
Moim problemem są wyrzuty sumienia...Bo to była moja wina.....
************************
[Perspektywa Nialla]
Widziałem jego złość w oczach. Denerwował się coraz bardziej z każdą upływającą minutą. Ja naprawdę chce mu pomóc. To jedyna rzecz jaką mogę teraz dla niego zrobić. Martwię się... O nas wszystkich, widzę napięcie między nami. Rzadko rozmawiamy. Rozpadamy się... Nie będziemy tacy sami już nigdy więcej. A co jeśli znowu staniemy się tylko i wyłącznie Niallem, Harrym , Louisem, Zaynem, Liamem. Nie będziemy już One Direction. Wiem, że słuchając smutnych piosenek nie poprawiam sobie nastawienia. Ale to jest jedyna rzecz jaką teraz potrafię robić.
*God knows what is hiding in those weak and sunken eyes
Fiery throng of muted angels
Giving love but getting nothing back*
Nucę sobie cicho pod nosem. Dlaczego tak się właśnie stało?
Niestety nie można być niczego pewnym w 100%....
********************
[Perspektywa Venus]
-AAAAAŁAA! TO BOLI!
-och siedź cicho, było nie uciekać.
-I tak cię traktowałyśmy w specjalnych warunkach. Mogłyśmy Cię wtedy związać, i zamknąć wszystkie okna, ale okazałyśmy nasze dobre serce... Więc powinnaś być nam wdzięczna a nie na nas wrzeszczeć.
Tym razem mnie związały. Miałam skręconą kostkę, ale kiedy ją zobaczyłam, była już opatrzona.
Nie było szans na ucieczkę.
-Dobra teraz rozwiążemy Ci na chwilkę ręce, musisz coś zjeść, jesteś osłabiona.
Na szczęście na warcie stała ta milsza, chudsza.
-Proszę , tutaj masz lekarstwa a potem dostaniesz zupę, mam nadzieje, że poczujesz sie lepiej.
-Dziękuję Ci, to chociaż pomijając fakt, że mnie porwałaś, miłe z twojej strony, że o mnie dbasz. Pewnie twoja wspólniczka nie byłaby taka dla mnie miła...
-Wiem...Masz siedzieć cicho, inaczej tutaj przyjdzie, zrozumiałaś?
-Oczywiście, będę cicho..
Usiadła obok mnie, i rozglądała się na wszystkie strony, sprawdzając czy na pewno nikt nas nie usłyszy.
-Pomogę Ci uciec...
**************************************************
Okej, to wszystko na dzisiaj, mam nadzieje, że chociaż trochę wam sie podobało <3 3 comments- New chapter. Niestety najwcześniej dodam rozdział po 5, ponieważ jadę do Francji, wyjeżdżam w piątek, ale postaram się napisać coś krótkiego, jeśli oczywiście chcecie :p
Just The Way You Are
Niestety nie można być niczego pewnym w 100%....
********************
[Perspektywa Venus]
-AAAAAŁAA! TO BOLI!
-och siedź cicho, było nie uciekać.
-I tak cię traktowałyśmy w specjalnych warunkach. Mogłyśmy Cię wtedy związać, i zamknąć wszystkie okna, ale okazałyśmy nasze dobre serce... Więc powinnaś być nam wdzięczna a nie na nas wrzeszczeć.
Tym razem mnie związały. Miałam skręconą kostkę, ale kiedy ją zobaczyłam, była już opatrzona.
Nie było szans na ucieczkę.
-Dobra teraz rozwiążemy Ci na chwilkę ręce, musisz coś zjeść, jesteś osłabiona.
Na szczęście na warcie stała ta milsza, chudsza.
-Proszę , tutaj masz lekarstwa a potem dostaniesz zupę, mam nadzieje, że poczujesz sie lepiej.
-Dziękuję Ci, to chociaż pomijając fakt, że mnie porwałaś, miłe z twojej strony, że o mnie dbasz. Pewnie twoja wspólniczka nie byłaby taka dla mnie miła...
-Wiem...Masz siedzieć cicho, inaczej tutaj przyjdzie, zrozumiałaś?
-Oczywiście, będę cicho..
Usiadła obok mnie, i rozglądała się na wszystkie strony, sprawdzając czy na pewno nikt nas nie usłyszy.
-Pomogę Ci uciec...
**************************************************
Okej, to wszystko na dzisiaj, mam nadzieje, że chociaż trochę wam sie podobało <3 3 comments- New chapter. Niestety najwcześniej dodam rozdział po 5, ponieważ jadę do Francji, wyjeżdżam w piątek, ale postaram się napisać coś krótkiego, jeśli oczywiście chcecie :p
Just The Way You Are
niedziela, 21 kwietnia 2013
Chapter seventeen
[PERSPEKTYWA VENUS]
Budzę się rano...Czuję jakby cała moja energia nagle wyparowała. Nie mam sił, żeby wstać, otworzyć nawet oczy. Jednak zmuszam się do wysiłku i spoglądam na zegarek. 15:30..... Cholera....Szczerze?
Nie mam bladego pojęcia co się wczoraj zdarzyło. Jedyne co pamiętam, to siedzenie nad jeziorem z Harrym. Harry.... Właśnie. Gdzie on się podział? Zaczynam kręcić głowa na wszystkie strony, niestety ból tak bardzo mi przeszkadza, że łzy pojawiają mi się w oczach. Dlaczego to się dzieje? Po omacku szukam telefonu. Znajduje go na drugim końcu łóżka, patrzę na ekran a tam jedyne co widzę to: 15 nieodebranych połączeń od Evelin. 37 wiadomości. CO SIĘ DZIEJE?! Jestem tak bardzo skołowana, wczorajszymi wydarzeniami... Dobra. Postanawiam zadzwonić do Harrego.
*Bipp bipppp*
-Hhhaloo?
-Harry? Harry gdzie jesteś?
-VENUS? DZIĘKI BOGU ŻE ŻYJESZ! GDZIE JESTEŚ?!
-UWIERZ MI, ŻE GDYBYM WIEDZIAŁA TO BYM DO CIEBIE NIE DZWONIŁA?!
-Przepraszam, masz racje. Słuchaj... Nie panikuj..
-HARRY MÓW NATYCHMIAST CO SIĘ WCZORAJ STAŁO?!
-Zostałaś porwana...
Zaczynam panikować. Gdzie ja jestem? Co mi się stało? Przynajmniej wiem, że zostałam porwana... Ale przez kogo do cholery?!
Nagle słyszę kroki.
Udaję że śpię, może dowiem się czegoś więcej.
*Kszzzzzzz*
-Haloooooo, mała dziweczkooo, wstawaj!
-Boże, może bądź dla niej trochę milsza co?! Nie oczekuj od niej, że nagle się obudzi kiedy wczoraj tak jej przywaliłaś w głowę, że uuuuu, trochę to potrwa.
-Doobra, słuchaj, nie mam zamiaru być dla tej szmaty miła.. A właśnie zabrałaś jej telefon?
- O CHOLERA!!
-IDIOTKO!! A CO JEŚLI SIĘ OBUDZIŁA JUŻ DAWNO TEMU I ZDĄŻYŁA WEZWAĆ POMOC?!
-SPOKOJNIE, NIE WIE GDZIE JESTEŚMY.....
*cholera... Telefon... Muszę go szybko schować*
-Ehh, przepraszam, zaraz pójdę po ręczniki mokre, pewnie będzie miała takie bóle głowy....
-A, ty co? Bawisz się w dobrego gline?
-Słuchaj, po prostu odpuść, może miej trochę serca...
-Serca? Z twoim podejściem byśmy nadal siedziały w Nashville...
-MOGŁABYŚ JUŻ SIĘ ZAMKNĄĆ! MAM CIEBIE DOŚĆ OD CZASU KIEDY WYJECHAŁYŚMY!
*Wykorzystuję moment nieuwagi moich porywaczek, i szukam jakiegoś wyjścia*
- ZNOWU UDAJESZ PĘPEK ŚWIATA?! MOŻE OD RAZU KAŻ MI CAŁOWAĆ TWOJE STOPY CO?!
-IDIOTKA!
*SLAP!*
-Czy...ty...właśnie...uderzyłaś....mnie....w..twarz?
-Udajesz ułomną że takie odstępy robisz?
-Słuchaj, jebana lesbo, kończę z tym, przerosło to mnie... Siedź w tym sama. Wychodzę.
-O nieeee nieee, nigdzie nie idziesz, za dużo teraz wiesz.
*Okno...Nie jest za wysoko, a nawet to złamię kilka kości, nie może być aż tak wysoko, po za tym.. to moja ostatnia szansa ucieczki*
-SŁUCHAM?! WYJDĘ KIEDY BĘDĘ CHCIAŁA A TY MI W TYM NIE PRZESZKODZISZ!
-CZYŻBY?! A MOŻE TY TEŻ CHCESZ SKOŃCZYĆ JAK TA CAŁA VANUS!
-VENUS, KRETYNKO!
-CZY TO WAŻNE?
*Wstałam, wolno podeszłam do okna, i cichutko je otworzyłam. Na szczęście to było 1 piętro, w jakimś tanim hotelu. Przekładam jedną nogę, jest malutki murek od razu za framugą, jestem dość wysportowana, uda mi się, tak przynajmniej myślę..*
-NAWET NIE WIESZ KOGO PORYWASZ?!
-WIEM, ŻE MA COŚ WSPÓLNEGO Z HARRYM! TO SIĘ LICZY!
-JESTEŚ TAK BARDZO POPIEPRZONA..
-TRUDNO!! ON BĘDZIE MÓJ!
*Wyskoczyłam...jestem na dole...W trybie błyskawicznym dzwonię do Harrego i biegnę prosto przed siebie*
-SŁUCHAJ, MUSISZ SIĘ TROSZECZKĘ OPANOWAĆ.
-Jestem spokojna.
-Ehhhh..
-Dobra..Czas ją obudzić...
-eeeeem, gdzie ją zostawiłaś?
-Ślepa jesteś? Przecież leży na łóżku...
-Tutaj jej na pewno jej nie ma...
-CO?!
-KURWA ZWIAŁA NAM TA MAŁA PIZDA!!
-Oooo nagle panna zakonnica zaczyna przeklinać...
-ZAMKNIJ SIĘ! MUSIMY JĄ ZNALEŹĆ!
-OOH, NIE WIDAĆ JAK UCIEKŁA! W OGÓLE OKNO NIE JEST OTWARTE!
-NIE MOGŁA POBIEC DALEKO!
-WIESZ NA TAKIM ZADUPIU NA PEWNO NIE!
- SZYBKO, A NIE GADAMY..
*Venus*
-HARRY!!! HARRY, NIE MAM POJĘCIA GDZIE JESTEM, ZLOKALIZUJ MNIE JAKOŚ ALBO COŚ!!
-W TYM PROBLEM, ŻE NIE MOGĘ, JESTEŚ NA JAKIMŚ TOTALNYM ZADUPIU!!
-CHOLERA!
-dobra, spokojnie, spróbuj znaleźć co może mi pomóc w odnalezieniu ciebie.
-SŁUCHAJ, trochę się zmęczyłam biegnąc więc trochę nie za bradzo mam siły, na dodatek mam taki ból...
-VENUS, NIE CZAS NA ZAŻALENIA! MUSZĘ CIE ZNALEŹĆ!
-OKEEEJ. OKEEJ.. CZEKAJ! MAM COŚ! Tutaj jest napisane....hmmm co to do kurwy jest? SHUDTUMI....
-COOO?!
-S H U D T U M I.
-Okej. już szuka... kurwa... Jesteś na Islandi...
-GDZIE JESTEM?!
-ISLANDI....
[Perspektywa Harrego]
Jestem przerażony. Słyszę Venus w słuchawce, która do mnie krzyczy, ale nie potrafię na to zareagować.
Jakby mnie nie było w moim ciele. Próbuję racjonalnie myśleć. Jedyne co chodzi mi po głowie to mój głos, który powtarza 'Zostałaś porwana..'
Dlaczego?! Dlaczego osoba na, której tak bardzo mi zależało, musi cierpieć?! Zaczynam dochodzić do wniosku, że bycie sławnym nie ma tylu plusów. Chciałbym mieć normalny związek, z dziewczyną, którą naprawdę kocham, i która, kocha mnie.
*Z zamyślenia wyrywa mnie nagły głos Venus w słuchawce*
-HARRY, BŁAGAM ZRÓB COŚ, NIE MAM JUŻ SIŁ BIEC DALEJ, HARRY PROSZĘ....HAR..
*PSHU!*
-VENUS!! VENUS?! CO SIĘ DZIEJE?!
-HARRY! AAAAAAOO, NIE MOGĘ RUSZYĆ NOGĄ, HARRY, NIE WIEM CO SIĘ DZIEJE, HARRY...
Słyszę jak płacze. Jej głos jest drżący, ledwo mówi. Każde słowo wypowiada z niezwykłym cierpieniem. Wiem, że nie ma sił. Walczy, ale nie potrafi wygrać. Czuje słone łzy, spływające po moich policzkach. Dopiero teraz uświadamiam sobie,że ją kocham, to wszystko moja wina.
Słysze głosy w oddali, dwie dziewczyny. Krzyczą na siebie, słyszę tylko urywki zdań.
- Tutaj jesteś mała szmato! A ty myślałaś, że nam uciekniesz. Ahahahahah
Dopiero teraz wyraźnie słyszę co mówią.
-Venus, obiecuję, że cię znajdę, bądź silna, kocham Cię....
*PIIIIIIIIIIII*
Zabrały jej telefon. Prawdopodobnie zemdlała, z bólu...
-ZAYN, DZWOŃ PO POLICJĘ, I WSZYSTKIE MOŻLIWE AGENCJE DETEKTYWISTYCZNE, COKOLWIEK!
-DOBRZE WIESZ, ŻE JUŻ PRÓBUJEMY JĄ ZNALEŹĆ! OD 2 DNI!! TO NIC NIE DA, MUSIMY SIĘ UZBROIĆ W CIERPLIWOŚĆ, I CZEKAĆ NA JAKIEŚ ZNAKI OD PORYWACZEK!
-GÓWNO MNIE TO!! NIE MAMY CZASU ZAYN!! ONA TAM PRZEŻYWA KOSZMAR!! NIE M AMY CZASU!!.... Nie mamy czasuu...
Opadam bezsilnie na kanapę, jestem cały mokry od łez, wszystko co dawało mi siłę i energię, odeszło.
-Harry, nie potrafię sobie nawet wyobrazić przez co własnie przechodzisz... Błagam, uspokój się.. Nerwy teraz nic nam nie dadzą.
-Pamiętaj, jesteśmy, tutaj, z tobą. Spokojnie.
Nagle odzwya się Louis, który do tej pory ciągle siedział cicho.
-Dlaczego?
-Co?
-Dlaczego próbujecie mnie uspokoić, przecież dobrze wiecie, że teraz jedyne co możecie zrobić, to ja znaleźć. Nie uspokajajcie mnie. PO prostu jej pomóżcie.
-Nie możemy Harry...
-A WIĘC PO PROSTU MNIE ZOSTAWCIE!
-Dobra chłopaki, nic nie zdziałamy.
-Harry, słuchaj, będę potrzebował twojego telefonu, może uda mi się jakoś namierzyć numer
Detektyw Jones. Najlepszy detektyw w Londynie.
-Oczczywiście, proszszę...
Jąkam się, nie potrafię wykrztusić, porządnie żadnego zdania.
Ręce mi się trzęsą. Zaczynam mieć drgawki. Nagle czuję, małe ukłucie w ramię.
-AUUuuu... co se dzeej?
-Teraz się położy spać, to były leki nasenne, obudzi się dopiero jutro. W takim stanie, nie potrafię na niego patrzeć. Za bardzo cierpi.
Ostatnie co usłyszałem to 'Za bardzo cierpi'
Opadłem na kanapę i dalej nic nie pamiętam...
[PERSPEKTYWA EVELIN]
-CO SIĘ DZIEJE DO CHOLERY?!
-MASZ JAKIEŚ WIEŚCI?
-NIKT SIĘ DO MNIE NIE ODZYWA, DLACZEGO O NICZYM NIE WIEM?!
Przekrzykuję Nicky, krążę dookoła samochodu.
*SWAGSWAGSWAGSWAG*
Słyszę dzwonek mojego telefonu.
-Halo?
-Evelin...
To Lou
-LOUIS, CO SIĘ DZIEJE?!
Wcześniej zostałam poinformowana przez Nialla, że coś się stało z Venus, ale teraz nie może mówić
-Evelin, słuchaj, Venus.. em.. ona... została porwana..
-CO?! ZOSTAŁA CO?!
-PORWANA.
-Powiedz, że żartujesz.. BŁAGAM POWIEDZ ŻE TO JAKIŚ GŁUPI ŻART!
-Przykro mi ale nie.
-GDZIE JEST HARRY?!
-Daliśmy mu środki nasenne. Był przerażony. Nie potrafił normalnie myśleć. Musieliśmy to zrobić.
-No wiesz chyba nikt nie potrafiłby myśleć normalnie, po czymś takim.
-Wiem..
-Dobra, co teraz będzie?!
-Nie wiem Evelin... Nie wiem....
****************************************
Przepraszam, że taki trochę krótki, ale wystawiony na próbę czytelników <3
Dobra, to jest mój pierwszy rozdział na blogu, mam nadzieje, że wam się spodoba :)
Ponieważ, nie jestem chyba za dobrą pisarką, zacznijmy od 3 Comments- New Chapter
I LOVE JUST THE WAY U ARE
sobota, 20 kwietnia 2013
Zmiana Autorki :cc
OKKEEEEEJ. A więc tak... Nastąpiła teraz zmiana autorek. Callmesophie będzie teraz pisać innego bloga równie zapewne dobrego ale o czymś innym. Teraz to ja obejmę zaszczyt i spróbuje jakoś dorównać mojej ukochanej przyjaciółce <3 mam nadzieje że wam się spodoba chociaż teraz będzie trochę bardziej dramatycznie (muehuheuehue). Okej a więc postaram się dodać dzisiaj jakiś rozdział, który zmieni życie bohaterów o 180'. Hope you like it.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)


.jpg)