czwartek, 28 lutego 2013

Chapter fourteen

[PERSPEKTYWA EVELIN]
- Zakładam, że chcesz mi o czymś powiedzieć. - fuknęła na mnie nieprzyjemnie Miriam.
- Niby o czym ? - zbywam ją lekko i rozglądam się dookoła, udając, że szukam jakiegoś fajnego sklepu.
- Na przykład ... O TYM, ŻE CHODZISZ Z LOUISEM TOMLINSONEM ! - krzyczy, odrobinę na głośno, przez co ludzie dookoła spoglądają na nas zdezorientowani.
- Ciii ! Nie chodzę z nim. - uciszam ją i spoglądam jej prosto w oczy. - Serio.
- A to zdjęcie ?
- To ... to jest skomplikowane.
- Czyli jednak.
- Miriam ! - rzucam zirytowana. - Ufasz mi ?
- Tak. - zatrzymuje się. - Tylko nie rozumiem czemu nie chcesz powiedzieć mi prawdy.
- To JEST prawda. Nie chodzę z Lou. Pocałował mnie na pożegnanie. Dzisiaj wróciłam do domu. Nie mam już żadnego kontaktu z One Direction. - zapewniam ją, ale widzę, że dalej mi nie wierzy.
- No powiedzmy. A teraz przejdźmy do najważniejszego ... JAK TY W OGÓLE TAK TRAFIŁAŚ ? - jej oczy robią się 2 razy większe niż normalnie.
- No więc ... - zaczynam i włócząc się po Galerii streszczam jej całą historię.
Gdy kończę dziewczyna przeprasza mnie i mówi, że zachowała się strasznie głupio.
Zaprzeczam jej.
Ja zareagowałabym dokładnie tak samo.
I tak jest jej przykro, więc idziemy jeszcze na kawę do Starbucks'a, a potem rozchodzimy się do domów.
***
Gdy mój autobus podjeżdża na przystanek jest już dosyć późno.
22:30 ... może 23:00.
Niezbyt podoba mi się fakt, że będę musiała wspiąć się do okna, ale cóż ... lepiej nie ryzykować.
Trochę mi to zajmuje, bo lekko wypadłam z wprawy, ale jakoś mi się to udaje.
Kiedy wchodzę do mojego pokoju dochodzę to dobrego wniosku - Adia śpi jak aniołeczek.
Przykrywam ją tylko mocniej kołdrą i sama idę się umyć.
Biorę szybki prysznic.
Myję włosy, a potem zakładam na nie szybki turban z ręcznika.
Gorące od wody ciało przykrywam szlafrokiem.
Wychodzę i siadam na łóżku Adii, jako, że ona zajęła moje.
Wyjmuję telefon z torby.
'Jedna nowa wiadomość od: Louis :)'
Otwieram ją z lekkim niepokojem.
,Tęsknię' - czytam skrzywiona.
Przez krótką chwilę zastanawiam się czy odpisać.
W końcu się na to decyduję.
,Też'
Wysyłam, ale zaraz potem dopisuję kolejną część.
,Dzisiaj przez ciebie rozdawałam autografy >-<'
,Hahahah dlaczego ?'
,Ktoś zrobił nam dzisiaj zdjęcia. Jakieś dziewczyny uważają, że jestem twoją dziewczyną.'
,Przygotuj się na poniedziałek. Wtedy będziesz w każdym magazynie'
,Błagam nie ... :D'
,Jakoś to będzie'
,Yhy mam nadzieję :) ide spać, branoc :D'
,Branoc' - odpisuje mi szybko.
Odkładam telefon i przykrywam się kocem.
Dawno nie spałam we własnym łóżku ...
**************************************
[PERSPEKTYWA VENUS]
Budzę się z uśmiechem na ustach.
Czuję jak niewzruszony Harry obejmuje mnie w talii, a ja jestem wtulona w jego ramię.
Zaraz.
Jest trochę za jasno jak na 6:20.
Unoszę powoli głowę i spoglądam na budzik stojący na szafce nocnej.
12:30.
Z impetem wyskakuję z łóżka budząc przy tym bruneta.
- Głupku ! - krzyczę, gdy patrzy na mnie zdezorientowany.
- Hm ?
- Jest prawie 13 ! Moja babcia zaraz pewnie zadzwoni na policję !
- Ciii ... - szepcze zaspany. - Obudzisz wszystkich w okolicy.
- No i ? Może i lepiej. Przynajmniej babcia przestanie choć na chwilę myśleć gdzie jestem.
- Venus ... Spokojnie. Pół godziny cię nie zbawi.
Sama nie wiem czemu, ale uśmiecham się do niego lekko.
Chłopak przeciąga się i wstaje.
Podchodzi do mnie i kładzie mi ręce na ramionach.
Śmieje się cicho rozbawiona jego spojrzeniem a'la zombie.
Odpowiada mi uśmiechem.
- Zostań chociaż na śniadanie. Pewnie jesteś głodna. - proponuje mi.
- Zjem u siebie.
- Proszę.
Wzdycham.
- Dobrze. Ale szybko.
Patrzy na mnie entuzjastycznie.
- To choć ! - ciągnie mnie za rękę i prowadzi do przytulnej kuchni ze sporym stołem na samym środku.
- Na co masz ochotę ? - pyta, otwierając lodówkę.
- A co masz ?
- Wszystko.
- Hmmm ... Tosty ?
- Jasne. - posyła mi uroczy uśmiech i wyjmuje wszystkie składniki.
Wtedy na dół schodzi poczochrany Niall.
- Hej ... - rzuca cicho i podchodzi do lodówki.
Wyjmuje połowę jej zawartości na blat kuchenny i zaczyna przyrządzać jedzenie.
Przyglądam mu się nieco zdziwiona, ale nie komentuję.
Korzystam z wolnej chwili i nalewam wody do czajnika.
- Chcecie kawy ? - pytam moich towarzyszy.
Obydwoje kiwają głową z uśmiechem.
Wtedy do kuchni wpada Liam.
- O Venus robi kawę ! Zrobisz mi też ? - krzyczy wesoły.
- Jasne ... - rzucam z lekkim uśmieszkiem.
Po chwili dołącza do nas Louis i Zayn.
Otwierają usta, żeby coś powiedzieć, ale ja tylko wyjmuję kolejne dwa kubki.
- Dzięki. - Zayn posyła mi miłe spojrzenie, ale Lou dalej siedzi cicho.
Wzruszam ramionami.
Jest mu smutno, ale jak pozna kogoś nowego to mu przejdzie.
Chyba.
Po chwili woda bulgocze charakterystycznie, a ja rozlewam ją do kubków.
Zanoszę ją na stół.
Kiedy stawiam pobudzający napój przed Louisem przytulam go lekko od tyłu i szepczę:
- Będzie dobrze.
Posyła mi smutnawy uśmiech.
- Mam nadzieję.
Siadam do stołu i zabieram się za tosty.
- Dobre. - stwierdzam smakując pierwszy kęs.
Harry promienieje.
- Nie podniecaj się tak. - rzuca ze śmiechem Zayn. - Dalej nie jesteś kucharzem !
Wszyscy chichoczemy, a brunet posyła nam urażone spojrzenie.
- Dla mnie mógłbyś gotować jeśli cię to pocieszy. - spoglądam na niego, a potem zabieram się z powrotem do jedzenia.
Czuję jego wzrok na sobie.
Unoszę głowę, aby również na niego spojrzeć, gdy nagle dookoła rozlega się huk.
Przez drzwi wejściowe wbiegają policjanci z bronią.
- Na ziemię wszyscy ! - krzyczy jeden z nich ...
************************************************
Wiem, że chyba aż za krótkie, ale tylko tyle zdążyłam dzisiaj napisać podczas uczenia się do sprawdzianu z muzyki :)

Specjalny dedyk dla Karlolajny <3

+ Podoba Wam się nowy wygląd bloga ? Co prawda jest on czasowy - czekam na zamówienie z mojej nowej ukochanej szabloniarni <3 (mam nadzieję, że zainteresują się moim blogiem)

No i chyba wrócę do zasady:

4 COMMENTS = NEW CHAPTER <3

JustSophie


niedziela, 24 lutego 2013

Chapter thirteen


ROZDZIAŁ DEDYKOWANY  ♥♥♥LoveZayn♥♥♥

[PERSPEKTYWA VENUS]
Obudziłam z zimna.
Jeszcze zanim otworzyłam oczy wzdrygnęłam się nieprzyjemnie.
‘Miły sen miałam …’- myślę spokojnie.
A potem uchylam powieki.
W pierwszej chwili przerażona wyskakuję z łóżka.
Ale jednak zaraz rozglądam się dookoła i zaczynam się śmiać.
Powoli przypominam sobie co się wydarzyło i zdenerwowana sprawdzam swój nadgarstek.
Z ulgą stwierdzam, że bransoletka jest na swoim miejscu.
Przez dłuższą chwilę przyglądam się swojemu strojowi oraz ogromnej mokrej planie , którą pozostawiłam po sobie na łóżku.
Wzruszam na to ramionami i podchodzę do dużej, drewnianej szafy stojącej w rogu pokoju.
Otwieram ją i wyjmuję sporo za duży t-shirt z Guns’n’Roses i parę szarych dresów.
Zbieram włosy w ociekający wodą kok na czubku głowy i wychodzę z pokoju.
- Siemka. – witam chłopaków siedzących na korytarzu z poduszkami i piwem.
Niall trzymający w ręku gitarę macha mi miło.
- O obudziłaś się. – rzuca z uśmiechem Harry.
- Nie obrazisz się, że pożyczyłam ? – spogląda na niego i wskazuję na noszone przeze mnie ubrania.
- Jasne, że nie. Siadaj z nami. – klepie miejsce obok siebie.
Zajmuję miejsce na poduszce i wsłuchuję się w gitarę blondyna.
Po chwili wszyscy zaczynają śpiewać Tell Me a Lie.
Pomagam im trochę, ale potem blokuję palcami struny gitary.
- A może byście tak zaśpiewali coś z innego repertuaru niż wasz ? – proponuję.
Wszyscy posyłają mi zdziwione spojrzenia.
- Co na przykład ?
Zabieram chłopakowi instrument.
Dostrajam go lekko, a potem zaczynam grać akustyczną wersję ‘Too Close’ Alex’a  Clare’a.
Delikatnie wchodzę w piosenkę i zaczynam śpiewać pierwszą zwrotkę.

You know I’m not one to break promises
I don’t want to hurt you but I need to breathe
At the end of it all, you’re still my best friend
But there’s something inside that I need to release

Chwilę potem ‘wyręcza’ mnie Zayn.

Which way is right? Which way is wrong?
How do I say that I need to move on?
You know we're heading separate ways

Na refrenie włączają się wszyscy pozostali.

And it feels like I am just too close to love you
There’s nothing I can really say
I can’t lie no more, I can’t hide no more
Got to be true to myself
And it feels like I am just too close to love you
So I’ll be on my way

Po refrenie nagle się zatrzymuję.
- Na przykład to. – uśmiecham się.
- Niezła jesteś. – mówi z wyczuwalnym podziwem Liam. – Uczyłaś się kiedyś śpiewać ?
- Moja mama była wokalistką w zespole. Często śpiewała w domu. Trochę podłapałam.
- Myślałaś kiedyś o zrobieniu kariery ? – pyta Zayn.
- Nie … Raczej nie. Moja mama zawsze mówiła, że sława jest tylko pozornie fajna.
Wzruszam ramionami.
Po chwili Harry przerywa niezręczną ciszę.
- Ja chcę zaśpiewać następną. – mówi, a potem nachyla się do Niall’a i szepcze mu coś na ucho.
Ten kiwa tylko głową i zaczyna grać.
W pierwszej chwili nie mam pojęcia co to za piosenka.
Jednak rozpoznaję ją po pierwszych wersach.

I've been looking under rocks and breaking locks,
Just tryna find ya.
I've been like a maniac insomniac,
5 steps behind you.
Tell them other girls,
They can hit the exit,
Check please...
Cause I finally found the girl of my dreams
Much more than a Grammy Award
That's how much you mean to me!

Przez całą pierwszą zwrotkę Harry patrzy się na mnie, a ja uśmiecham się na to.

You could be my it girl
Baby you're the sh*t girl
Lovin you could be a crime
Crazy how we fit girl
This is it girl
Give me 25 to life
I just wanna rock all night long
And put you in the middle of my spotlight
You could be my it girl
You're my biggest hit girl
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh,oh,oh,oh
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh,oh,oh,oh
Let me play it loud!

Na migi pokazuję Niall’owi, aby nie przestawał jeszcze grać i, gdy brunet kończy ja zaczynam śpiewać.

You could be my it boy
Baby you're the sh*t boy
Lovin you could be a crime
Crazy how we fit boy
This is it
Give me 25 to life
I just wanna rock all night long
And put you in the middle of my spotlight
You could be my it boy
You're my biggest hit boy
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh, oh, oh, oh
Let me play it loud
Let me play it loud like..
Oh, oh, oh, oh
Let me play it loud!

Kiedy kończę wszyscy wybuchamy śmiechem.
No … nie wszyscy.
Louis chociaż zawsze był najbardziej wygadany tym razem siedział cicho – wręcz smutny.
Po chwili wstaje i idzie do siebie.
- Co mu jest ? – pytam reszty.
- Evelin wróciła do domu. Trochę mu przykro, ale mu przejdzie. – wzrusza ramionami Zayn.
Krzywię się.
‘Właśnie coś tak brakowało kogoś.’
Nagle atmosfera staje się co najmniej sztywna.
Ziewam z przymusu.
- Wiecie co to ja już może pójdę spać. – rzucam tylko i wstaję z podłogi.
- Pójdę z tobą. – szybko dodaje Harry.- Znaczy … Ja też jestem już bardzo zmęczony. – poprawia się, a ja zduszam na ustach głupawy uśmieszek.
- No chodź, chodź. – śmieję się. – W końcu to twój pokój.
Na odchodne mówię jeszcze wszystkim ‘Branoc !’ i zamykam drzwi pokoju.
Przeciągam się a potem z impetem wskakuję na łóżko.
- Przestań, jesteś taka gruba, że na pewno je rozwalisz. – rzuca sarkastycznie.
Wywracam oczami.
- I kto to mówi ? – odgryzam się i rzucam w niego poduszką.
Chłopak uchyla się i robi minę w stylu ‘Like a Boss’.
Po chwili szybkim ruchem ściąga z siebie koszulkę i wskakuje na łóżko tuż obok mnie.
Czym prędzej zamykam oczy.
Trafił w mój czuły punkt.
Jaki zapytacie ?
Męskie klaty.
To jest gorsze niż uzależnienie – serio !
Po prostu czułam, że jeśli otworzę oczy nie będę mogła przestać się gapić.
- Co jest ? – śmieje się mój towarzysz i zaczyna dźgać mnie w brzuch.
- Możesz … możesz się ubrać ? – dalej nie otwieram oczu.
- A co, przeszkadza ci to ? – nie widzę go, ale czuję, że pręży się jeszcze bardziej.
- Yhy. – przytakuję.
Przez chwilę słyszę jak się śmieje.
- Mój pokój, moje zasady. – odparowuje w końcu.
- Grrr … - wydurniam się i otwieram oczy.
I oczywiście jak się pewnie spodziewacie – mój wzrok od razu pada na klatę Harry’ego.
- Jesteś głupi. – cedzę, zauważając jego głupawy uśmieszek.
Wywraca tylko oczami.
- Idę spać. – dodaję po chwili. – Muszę być w domu o jakiejś 6:30, żeby babcia nie zorientowała się, że wyszłam…
- Jest 5:20. – stwierdza. – Masz jakieś 40 minut snu. Na pewno się wyśpisz. Na 110%.
- Sratatata. – przedrzeźniam go, po czym, przykładam głowę do poduszki. – Kolorowych snów. – szepczę.
- Kolorowych. – odszeptuje i kładzie się za mną.
Zamykam oczy.
Chciałabym zasnąć spokojnie.
Ale nurtuje mnie jedno pytanie.
Dzisiaj było tak miło.
Przez cały czas się uśmiechałam.
Tylko dzięki niemu.
Ale …
Czy ja zaczynam się … w nim zakochiwać ?
*********
[PERSPEKTYWA LOUISA]
W pewnym momencie to stało się zbyt irytujące.
Czemu on ma zawsze większego farta ode mnie ?
Ledwo zerwał z dziewczyną i od tak ma następną.
A mnie jedna dziewczyna zdradziła, a druga dla odmiany  ode mnie uciekła.
Szybko wstaję i idę do swojej sypialni.
 Zirytowany rzucam się na łóżko.
Czy to, że chce, żeby tu wróciła jest bardzo samolubne ?
Pewnie tak.
No i ?
Co z tego.
Może i jestem samolubny.
Ale wole być samolubnym, ale szczęśliwym niż altruistycznym i smutnym.
Poza tym czy proszę o tak wiele ?
Chce jej pomóc.
To z jakich warunkach żyje teraz ona i jej siostra to po prostu jakaś masakra.
To chyba normalne.
A z resztą.
Ona mam swoje życie.
Odeszła z własnej woli, więc jedyne co mi pozostało to poczekać aż wróci …
******************
[PERSPEKTYWA EVELIN]
Kiedy mała zasnęła wstałam cicho i delikatnie, tak, aby jej nie zbudzić.
Oczywiście jak zawsze przeżyłam ,,chwilę grozy’’ kiedy zaczęła się niebezpiecznie kręcić, ale zaraz potem znów zapadła w głęboki sen.
Na palcach poszłam do jej pokoju i wyjęłam komórkę.
‘Jedna nowa wiadomość od: Cody Simpson’
Otwieram ją w lekkim uśmiechem.
‘Jak tam ? Słyszałem, że wróciłaś do domu ?’
‘Hahaha tak J Skąd wiesz ?’
‘Lou powiedział Harry’emu, Harry Venus, Venus Nicky, a Nicky mi’
‘Głupie plotki. Hejty hejty lecą.
‘Jak zawsze :)))))) a jak z samopoczuciem ?’
‘Jakoś leci. Siostra śpi, ojciec pewnie też, więc nic tylko żyć <3 a jak u cb ?’
‘A dobrze :) Idziemy jutro z Nicky, Venus i Gabrielle na basen. Idziesz z nami ?’
‘Wątpię, że mogę. Siostra sama znowu nie zostanie’
‘To weź ją ze sobą’
‘Serio ? Naprawdę myślisz, że to wypali ? xddd Ona ma 5 lat’
‘No i ? Będzie fajnie’
‘No to w sumie czemu nie ? A Gabrielle to ta od Zayna ?’
‘Hahahah i o kim plotki szybciej się rozchodzą ? Ps. Nie mów jej tego, bo się wkurzy hahah’
‘Nie no spoko. O której ?’
’12:30 ?’
‘Spoko. Gdzie ?’
‘ Podjedziemy po Was. Bądź gotowa.’
‘ Wiesz co spotkajmy się na rogu mojej ulicy.’
‘Wymkniecie się hahahah ?’
‘To nie jest śmieszne !!!! … no dobra jest … <3’
‘Lecę. Do zobaczenia !’
‘Do zobaczenia :))))’
Okładam telefon i siadam na ziemi.
Dawno nie ćwiczyłam.
W końcu zastanawiając się, który zestaw ćwiczeń wybrać, rezygnuję z nich całkowicie i przerzucam się na jogę.
Nie wiem czy wszystkie elementy wykonuję dobrze.
Kiedyś załapałam się na kilka prywatnych lekcji, które brała Miriam.
Spodobało mi się.
I teraz ćwiczę.
Krótka piłka.
Siadam w ‘kwiecie lotosu’ i wyciągam się do przodu na podłodze.
Zamykam na chwilę oczy i staram się oczyścić umysł.
Nigdy nie zastanawiałam się nad przeszłością.
Nad przyszłością z resztą też nie.
Ale … Co będzie dalej ?
Nie będę wiecznie 16-latką.
Nie będę wiecznie mieszkać z ojcem.
Będę musiała się wyprowadzić.
Gdzie ?
Nie mam pojęcia.
Powinnam zacząć pracować, ale bez wykształcenia nikt mnie nie przyjmie.
Nawet nie chce dopuścić do siebie myśli, żeby pójść do Louisa.
Nie chce go wykorzystywać, bo i tak zrobił już za dużo …
Znaczy …
Obiecałam, że kiedyś wrócę.
Ale nie po to, żeby u niego zamieszkać, nie po to, żeby mnie utrzymywał !
Bezradna wstaję, bo wiem, że teraz i tak nie uda mi się uspokoić.
Siadam na łóżku Adii i wkładając sobie słuchawki w uszy zdejmuję z półki pierwszą lepszą książkę.
Po paru minutach dochodzę do wniosku, że za nic nie umiem się skupić na jej treści.
Szybko piszę SMS’a do Miriam.
‘Nudzę się. Chcesz gdzieś wyjść ?’
Odpowiedź dostaję po kilku minutach.
‘Spotkajmy się w Galerii Handlowej za 10 minut.’
Uśmiecham się i szybko piszę Adii karteczkę ,,Wrócę późno, śpij spokojnie <3 kocham cię, Evie’.
Otwieram okno i wychodzę przez nie na parapet.
Zsuwam się po rynnie przez całe piętro, a potem zeskakuję i biegnę jak najszybciej mogę do przystanku.
Tam wsiadam w autobus i kilka minut później wysiadam na wybranym przystanku.
Moja przyjaciółka czeka po drugiej stronie ulicy.
Czekam chwilę na światłach, a potem do niej podbiegam.
Gdy się witamy podchodzi do mnie grupa nastolatek.
- Ej poczekaj chwilę ! – wołają do mnie.
Spoglądam na nie zdziwionym wzrokiem.
-Znamy się ?- pytam.
- Nie, ale ty jesteś Evelin, prawda ? Dziewczyna Louisa Tomlinsona ?
- Tak, jestem Evelin, ale …
- Bo wiesz my przyszłyśmy po autograf. – przerywa mi jedna z nich.
- Ale ja i Lou nie jesteśmy razem. – kończę.
Spoglądają po sobie wzrokiem w stylu ‘na pewno kłamie’.
- Och ale proszę daj nam autografy ! Prooosimy ! – mówią zgodnym chórem.
Zdezorientowana patrzę na Mir.
- Oj oj popatrz. Evie rozdaje autografy. – drwi ze mnie. – Ale serio podpisz im się i idziemy.
Z braku wymówki proszę dziewczyny o jakąś kartkę.
A teraz wyobraźcie sobie moją minę kiedy do ręki dostaję zdjęcie moje i Louisa zrobione podczas naszego dzisiejszego pożegnania.
Chłopak obejmuję mnie na nim i całuje w czoło.
Wpadłam.
Teraz już na pewno nie uwierzą, że nie jesteśmy razem.
One, a co dopiero Miriam !
Szybko podpisuję zdjęcia i razem z moją przyjaciółką odbiegamy w stronę Galerii.

********************************************
Wiem, że rozdział miał pojawić się wczoraj, ale byłam na imprezie i wróciłam dosyć późno i już nie miałam czasu :)

POZDRAWIAM WSZYSTKICH AGENTÓW  ---> KOCHAM WAS MIŚKI <3

Mam nadzieję, że się Wam podoba :)))

PS. Wolicie, żebym dodawała dłuższe rozdziały raz w tygodniu czy krótsze np. 3 razy w tygodniu ?
Napiszcie w komentarzach <3

JUSTSOPHIE




niedziela, 17 lutego 2013

Chapter twelve


PROSZĘ PRZECZYTAJCIE NOTKĘ OD AUTORA !!!

[PERSPEKTYWA EVELIN]
Gdy wchodziłam do domu czułam na sobie wzrok Louisa.
Hmmm ...
Drobny błąd.
To do czego wchodziłam trudno było nazwać domem.
Była to bardziej rudera, ewentualnie burdel, bo ojciecczęsto 'zapraszał' do siebie prostytutki.
Przycisnęłam Adię mocniej do siebie i cicho uchyliłamdrzwi.
Obejrzałam się ostatni raz do Lou i spostrzegłam łzy wjego oczach.
Najwyraźniej nie chciał żebym je zobaczyła, bo szybkospuścił wzrok.
Wzięłam głęboki oddech i postawiłam pierwszy krok wbudynku.
Ale jeszcze zanim zamknęłam za sobą drzwi odezwałam sięcicho.
- Louis ... Co by się nie działo, czego byś nie słyszał... proszę nie wchodź do środka.
- Zrobi Ci krzywdę.
- Nie ... Na pewno nie.
- To nie było pytanie. Nie chce żeby coś Ci się stało.
- Louis proszę. Nic mi nie będzie. - patrzę mu prosto woczy. - Po prostu nie wchodź.
Kiwa głową, chociaż wiem jak bardzo jest to nieszczere.
Odwracam się z powrotem i zamykam za sobą drzwi.
Dopiero, gdy zapalam światło w przedpokoju zauważam jakbardzo trzęsę się ze strachu.
Stawiam siostrę na podłodze.
- Idź na górę dobrze ? Porozmawiam z tatusiem i zaraz dociebie przyjdę. - udaję spokojną i delikatnie popycham blondynkę w stronęschodów.
Ściska mnie na chwilę za rękę i cichutko wbiega poschodach.
Zagryzam dolną wargę i powoli wchodzę do salonu.
Mój ojciec leży na starej, brudnej kanapie ubrany tylko wśmierdzące dresy i trzymając w ręku puszkę piwa ogląda telewizję w małymczarno-białym telewizorze.
- Witaj. - mówię przez ściśnięte gardło.
Spogląda na mnie pogardliwie.
- O ... wróciłaś. - rzuca zachrypniętym głosem. - Jesteśtaka, kurwa, sama jak twoja, kurwa, matka. - zaczyna. -Za dziewięć miesięcy będziesz pewnie, kurwa, dziecko rodzić i wtedydo ojca przyjdziesz. Kurwa. Jesteś szmata tak jak i ta twoja matka. Jeden dzieńjej nie ma i zaraz, kurwa, w telewizji.
- Proszę, nie przeklinaj tyle. Adia pewnie podsłuchuje.
- A co mnie to do tępego chuja obchodzi ?! Ona taka jak ity. Leniwa, brzydka, a jak już się jakiś facet zainteresuje to ucieka.
- "Jakiś facet'' - czyli ty ?
- Tak kurwa ! Ja ! Inny by cie nie przeleciał ! W końcukto by taką szmatę chciał ... Włóczy się z jakimiś gwiazdami porno i potem jaktwoja matka, kurwa, będzie rodzić dzieciaki jak myszy ...
- Adia jest twoją biologiczną córką. Obrażając ją obrażaszsamego siebie.
- Się kurwa znalazła - dyplomatka. Zamknij się i tyle.
Milknę, ale tylko na chwilę.
- Nie myślałeś nigdy, żeby wrócić do dawnego życia ? -pytam cicho. - Może chociaż Adia nie miałaby zmarnowanego życia.
- 'Starego' życia ? Nie wiesz o czym mówisz. Spierdalajjuż stąd i do roboty. - warczy na mnie, a ja skulona biegnę na górę.
Wchodzę do naszego pokoju i widzę moją siostrzyczkęskuloną na łóżku.
Podchodzę do brzegu mebla i kładę się obok niej.
Obejmuję blondynkę od tyłu.
- Wszystko będzie dobrze ... - szepczę cicho. - Jakośsobie poradzimy.
Całuję ją w tył głowy.
- Nie będzie ... - odszeptuje cicho. - Jus nie będzie ...
- Coś się stało jak mnie nie było ? - pytam i ściskam jąmocniej.
- Tiak ... Byli tu ... - jej głos się załamuje.
- Kto kochanie ? Powiedz, proszę.
- Opieka społecna ...
Wzdycham głęboko.
Z jednej strony dobrze, że nic gorszego.
A z drugiej to to się może skończyć bardzo źle.
Od zawsze stawałam na głowie, żeby nigdy nie przyjechali.
Być może lepiej, żeby Adia mieszkała w nowym, lepszymdomu, ale nie domu dziecka !
Chyba już wolę, żeby była tu ze mną.
Albo gdzieś skrycie wierzę, że ojciec jeszcze kiedyś sięzmieni ...
- A co mówili ?
- Powieciałam, ze wysłaś, a pani, ze wróci jak ty będzies...
- A kiedy to było ?
- Ctery godziny temu ...
Uśmiecham się lekko.
Trzeba ich będzie znowu przekonać, że wszystko jestinaczej niż im się wydaje.
Chwilę potem zaczynam opowiadać Adii co przydażyło mi się w ostatnich dniach.
'Na szczęście' usypia zanim dochodzę do końca historii...

[PERSPEKTYWA VENUS]
Dawno nie byłam tak bardzobezradna.
Babcia ostro mnie wkurzyła.
Nie po raz pierwszy,oczywiście.
Ale tym razem przesadziła.
Nie może po prostuzaakceptować, że idę do przodu ?
Zostawiam błędy w tyle ?
Najwyraźniej nie.
Zaciskam pięści i wstaję złóżka.
Schodzę na dół po schodach.
Babcia śpi na kanapie wsalonie, a telewizor gra na tyle głośno, że nie słychać nawet moich kroków.
Mijam ją szybko i wchodzę nadwór.
Dawno nie zamknęłam drzwiwejściowych tak cicho.
Kontynuuję spacer wzdłuż drogi.
Latarnie już dawno nie świeciły, więc wszystko lśniłotylko w blasku księżyca.
Idę środkiem drogi, do czasu kiedy z zza zakrętu wypadaczarny samochód.
Pędzi tak szybko, że ledwo go unikam.
Gwałtownie zeskakuję na pobocze i pokazuję środkowy palecw stronę kierowcy.
A teraz wyobraźcie sobie moje zdziwieni, kiedy autozatrzymuje się i wysiada z niego Louis Tomlinson.
- Bardzo panią przepraszam, nie zauważyłem pani i … oVenus. – zauważa mnie.
- Siemka. – odpowiadam z przekąsem.
- Co to robisz ? – marszczy brwi.
- Włóczę się. Nie mogłam już wytrzymać z moją babcią.
Wzdycham.
- To chodź do nas. Chętnie cię przenocujemy.
- Nie, dzięki. I tak zaraz pewnie muszę wracać.
- No to chociaż na kawę. Harry będzie szczęśliwy.
W pierwszym odruchu chce odmówić.
‘Babcia nie będzie zadowolona.’
A potem olewam wszystko.
‘Ona nie musi wiedzieć.’
- W sumie … to nawet chętnie.
Chłopak uśmiecha się do mnie, chociaż widzę, że jego oczysą smutne.
Idę za nim i wsiadam do samochodu.
- Wszystko dobrze ? – pytam zaciekawiona.
- Tak … znaczy w sumie nie. Ale nie ważne. Trzebawierzyć, że kiedyś będzie dobrze.
- Jakie to poetyckie – śmieję się cicho.
- Taki nastrój – odpowiada i skręca na podjazd budynku.

[PERSPEKTYWA HARRY’EGO]
‘Chyba pierwszy raz odkąd mamy wolne zastanawiam się czynie iść spać przed 3 rano.
Czemu ?
Bo już nawet w telewizji nie mam niczego ciekawego, aLouis dalej nie wrócił.’
Z zamyślenia wyrywa mnie dźwięk klucza przekręcanego wzamku.
‘Lou’
- Siema wszystkim ! – krzyczy od progu. – Patrzcie kogoWam przywiozłem ! – dodaje.
Wstaję z kanapy.
Muszę pomrugać parę razy, żeby upewnić się, że w progunaprawdę stoi ona.
Venus.
Widzieliśmy się kilka godzin temu, a i tak wydaje mi sięto trochę nierealne.
W końcu jest 2 rano :/
- O hej. Co tu robisz ? – zwracam się do niej.
- Wpadłam na kawę. – odpowiada bez cienia skrępowania i zdejmuje kurtkę.
Śmieję się przez chwilę, a potem idę do kuchni.
Brunetka podąża za mną.
Kiedy wyjmuję kapsułkę do ekspresu dziewczyna odsuwa mnieręką.
- Umiem sama. – poucza mnie i uśmiecha się.
- A proszę bardzo.
Po chwili zaczyna mi opowiadać o wszystkim co wydarzyłosię kiedy pojechałem.
Szczególną uwagę zwraca na liczbę beatów w piosenkach,których słuchała, co sprawia, że parskam śmiechem.
Niby powinno mi być przykro, ale kiedy wyczuwam jakwielką zlewkę ma teraz na słowa babci zaczyna mnie to bawić.
- Ale ona nie musi wiedzieć. – mówię, gdy historia siękończy.
- Dokładnie. – potakuje mi i zabiera swoją kawę.
Kiedy chce upić pierwszy łyk zamieram jej filiżankę i sampodnoszę ją do ust.
Ona ‘odwdzięcza’ się mi i gwałtownym ruchem rękiprzechyla mi naczynie do ust.
W rezultacie spora ilość napoju ląduje na moimt-shirt’cie.
Patrzę na nią złowrogo, a ona robi słodkie oczka, podobnetrochę do kota ze Shreka.
Szybko odkręcam kran i chlapię ją wodą.
Ona odwdzięcza się tym samym.
Po chwili oboje wybuchamy śmiechem, ale nie zaprzestajemynaszej ‘bitwy’.
Zabawę przerywa nam dopiero Liam, który zaspany wchodzido kuchni i każe nam się zamknąć, bo go obudziliśmy.
Oboje powstrzymujemy się nawzajem, ale gdy chłopakwychodzi wracamy do zabawy.
Przestajemy dopiero po dłuższym czasie, gdy obojejesteśmy całkiem mokrzy.
Ale wtedy Venus wpada oczywiście na pomysł.
- Chodźmy popływać. – mówi z uśmiechem. – I tak jesteśmyjuż mokrzy.
Kiwam głową i odgarniam jej włosy z twarzy.
Rozmawiając o wszystkim co tylko przyjdzie nam do głowy kierujemy się do wyjścia z budynku.
Kiedy stoimy już nad basenem oboje milkniemy.
Dziewczyna wpada w trochę refleksyjny nastrój i nachyla siędo tafli wody.
Dotyka jej delikatnie palcami, a potem zsuwa ze stóptrampki i siada na krawędzi basenu wsuwając do niej jednocześnie nogi.
Po chwili siadam obok niej.
Oboje wpatrujemy się w księżyc.
Akurat jest pełnia, a niebo jest bezchmurne.
Czuję jak opiera mi głowę na ramieniu.
Delikatnie obejmuję ją w talii.
I siedzimy.
Tak po prostu.
Nie potrzebujemy słów.
Zamykam na chwilę oczy i cieszę się spokojem.
Nie jest mi to dane jednak na długo, bo już kilka minutpóźniej Venus gwałtownie wciąga mnie do wody.
Ze śmiechem zaczynam ją chlapać i przytapiać, a ona niepozostaje mi dłużna.
W pewnym momencie chlapie mnie tak mocno, że nie mogę jejjuż powstrzymać.
Mocno przyciągam ją do siebie i chwytam za nadgarstki.
Ona pokazuje mi język, a zaraz potem zdenerwowana zaczynakrzyczeć.
- O nie ! Nie, nie, nie ! Harry pójść mnie ! – zaczyna sięwyrywać.
Delikatnie ją puszczam.
- Hej, hej spokojnie ! Co się stało ?
- Moja bransoletka ! Zgubiłam ją. Musiała mi się zsunąć …- dramatycznie rozgląda się dookoła.
- Uspokój się ! – krzyczę i przytrzymuję ją mocno wtalii. – Jak wyglądała ?
- Srebrna, z takim małych serduszkiem … Nie mogłam jejzgubić … - dalej rozgląda się zdenerwowana.
- Cicho, spokojnie … - uspokajam ją. Gdy to nie przynosiefektu powolnym ruchem ręki nakazuję jej na mnie spojrzeć.
Gdy to robi kontynuuję.
- Wyjdź z wody i poczekaj chwilę. Poszukam jej i zaraz ciprzyniosę. Dobrze ? – mówię do niej jak do małego dziecka.
Ale jej to chyba pasuję, bo tylko kiwa głową i wolnymkrokiem wychodzi z basenu.
Widzę jak siada na kafelkach parę metrów dalej i zamykaoczy.
Uśmiecham się i zaczynam nurkować dookoła.
Muszę przyznać, że bardzo długo nie przynosi to efektów.
Dopiero po (w moim odczuciu) 15 minutach trafiam ręką namały srebrny przedmiot.
Zadowolony wyjmuję go i wychodzę z wody.
Ku mojemu zdziwieniu Venus leży na podłodze i śpi.
Parskam cichym śmiechem, a potem biorę ją na ręce.
Zanoszę ją powoli do mojego pokoju i kładę na łóżku.
Przebieram się w suche dresy i koszulkę, a potem ściągamz niej mokrą bluzę i zostawiam w koszulce na ramiączka i  spodni z Hollistera (http://www.polyvore.com/cgi/set?id=72711348).
Potem delikatnie przykrywam kocem i kładę się obok niej.
Gaszę lampkę.
Jeszcze przez chwilę przyglądam się śpiącej Venus, apotem sam zamykam oczy.
Jednak jeden dźwięk nie daje mi spać.
Wstaję i wychodzę z pokoju.
Gdy idę korytarzem zaskoczony widzę …
**************************************************************************
Oto jest nowy rozdział :))))
Mam nadzieję, że się Wam podoba.

Ok i teraz kilka informacji:
1.       Zlewej górnej strony bloga jest teraz kolumna, w której możecie anonimowozadawać mi pytania, podrzucać sugestię lub pisać co chcielibyście, aby znalazłosię na blogu. Na pewno będę odpowiadać na wszystkie :)))
2.       Postanowiłam,że nowy rozdział będzie się pojawiał W KAŻDĄ SOBOTĘ (jeżeli dodam coś wtygodniu to tak ‘dodatkowo’, bo normalnie późno wracam ze szkoły i nie mamczasu pisać :(
3.       Atak poza tym to pokazaliście, że jeśli chcecie to potraficie pisać komentarze :)))więc mam nadzieję, że pomożecie mi się ‘edukować’ i dacie mi znać co w bloguwam się podoba, a co nie i, że zaszczycicie (J)mnie chociaż 4 komentarzami pod każdym rozdziałem. Byłabym naprawdę wdzięczna.
4.       Jeślichcecie, abym informowała Was o nowych rozdziałach na Twitterze zostawcie go wkomentarzach pod tym postem, a obiecuję, że będę to robić <3

To tyle na dzisiaj :*
JUSTSOPHIE





piątek, 8 lutego 2013

Chapter eleven

[PERSPEKTYWA EVELIN]
Wkurzona wyłączyłam TweetCam'a i rzuciłam telefonem o ziemię.
Sama rzuciłam się na łóżko i zaczęłam walić w nie pięściami.
Zawsze tak rozładowywałam złość.
Czasem smutek.
'Mamo ...
Czemu Cię tu teraz nie ma ...
Potrzebuję Cię.'
Uspokajam się powoli.
'To chyba znaczy, że czas wracać.'
Podnoszę się i chwytam swoją torbę.
Po całym pokoju rozwalone są moje ciuchy.
Rozglądam się i zastanawiam od czego by tu zacząć.
W końcu motywuję się do działania.
Zaczynam schylać się po kolejne części mojej garderoby.
Nie składam ich.
Po prostu wrzucam luzem do torby.
Zatrzymuję się na bluzce, którą miałam na koncercie chłopaków.
Uśmiecham się na moment.
'Miłe wspomnienia.'
Zamykam oczy, aby choć na moment przestać się martwić.
Po chwili sięgam pamięciom jeszcze dalej.
Do dnia, w którym poznałam chłopaków.
Na myśl o tym jak wylądowałam w basenie uśmiecham się jeszcze szerzej.
'A potem była noc spędzona na rozmawianiu z Lou ...
Zawsze będzie to fajna przygoda do opowiadania siostrze.
Tylko może zamiast siebie wstawię złotowłosą królewnę, a zamiast Louisa rycerza w srebrnej zbroi.
No i jeszcze wymyślę szczęśliwe zakończenie ...'
Cicho wracam do pakowania.
Kiedy kończę (czyli dosłownie kilka minut później) kładę torbę przy drzwiach i po raz ostatni siadam na łóżku.
Biorę do ręki poduszkę.
Dalej pachnie perfumami Lou.
Chociaż ... może zawsze tak pachniała.
Ścielę łóżko i zamykam szafki.
Wszystko wygląda jakby nikt to nie mieszkał od dłuższego czasu.
To dobrze ?
Dla mnie na pewno tak.
Wzdychając głęboko schodzę na dół.
Gaszę za sobą wszystkie światła i już po chwili po okolicy rozlega się głośne trzaśnięcie drzwi wejściowych.
Stojąc na podjeździe wyjmuję słuchawki i wkładam je do uszu.
Włączam moją ulubioną playlistę.
Jest na niej mnóstwo piosenek, również tych, których normalnie bym nie słuchała.
Pierwszą z nich jest 'Take a Bow' Rihanny.
Wyjątkowo pasuje do sytuacji.
Szybkim krokiem idę do przystanku autobusowego.
Przyśpieszam kroku kiedy słyszę za sobą śmiech Zayn'a.
Szybko znikam za rogiem i z impetem na kogoś wpadam.
Unoszę głowę i widzę charakterystyczne czarne loki.
- O mój boże ! Harry. Przepraszam nie zauważyłam cię. - mówię szybko otwierając szeroko oczy.
- Nic nie szkodzi. Zostawiłem samochód na parkingu kawałek dalej, żeby fanki mnie nie śledziły. - nagle zauważa moją torbę. - Idziesz gdzieś ?
Otwieram usta, aby coś powiedzieć, ale tylko przyśpieszam kroku i mijam go.
- Evie ! - krzyczy za mną. - Zaczekaj !
- Proszę udawaj, że mnie nie widziałeś. Nie wiesz gdzie jestem. Dokąd jadę. Nic. Kompletne zero.
- Ale dlaczego ? Evelin ! - krzyczy, gdy zaczynam się oddalać.
- Proszę Harry ! Nie mów nikomu ... - kończę, gdy wsiadam do autobusu.
Gdy drzwi się zamykają patrzę prosto w jego zielone oczy.
Przez moment żałuję.
A potem Ana przemawia mi do rozsądku.
'Tak jest lepiej.
Ty masz swoje życie.
Oni swoje.'
Kiwam głową sama do siebie.
Szukam wzrokiem wolnego miejsca.
Znajduję jedno, na samym końcu.
Kulę się w nim i wsłuchuję się w 'Ja to ja' Paktofoniki.
***
[PERSPEKTYWA LOUISA]
Śmiejąc się szliśmy do domu.
Co do jednego Evelin miała rację - takie spacery były świetne.
Łączyły ludzi i pomagały się odstresować.
Kiedy weszliśmy w naszą przecznicę gdzieś w tłumie mignęły mi długie blond włosy.
- Ej to nie jest Evie ? - najwyraźniej Niall też je zauważył.
Dziewczyna szybko znika za rogiem, więc nie mamy czasu się jej przyjrzeć.
- Nie no co ty. Gdzie niby miałaby iść ? - pytam i staram się uśmiechnąć.
Tak na prawdę dokładnie wiem gdzie mogłaby teraz iść, ale staram się nie dopuścić tego do wiadomości.
'Evelin siedzi teraz u siebie w pokoju i słucha muzyki. Na 101%'
- No nie wiem. - wzrusza ramionami blondyn.
Przyśpieszam lekko kroku.
Gdy dochodzę do bramy naszej willi mijam się z Harry'm.
Przybijamy sobie piątkę, ale ... coś jest nie tak.
Krzywi się, gdy na mnie patrzy.
Posyłam mu pytające spojrzenie.
Sztucznie się uśmiecha.
Teraz jestem pewny, że coś jest nie tak.
Mijam pozostałych i wbiegam do budynku.
Cały czas modlę się, aby moje przypuszczania były bezpodstawne.
Gdy wbiegam do jej pokoju ... boję się otworzyć oczy.
Rozpaczliwie czekam na jej śmiech.
Po chwili czuję dłoń loczka na moim barku.
- Przykro mi, stary ... - mówi.
Wtedy otwieram oczy.
Pokój jest pusty.
Łóżko pościelone.
- Ona ... - zaczynam szeptem.
- Odeszła. Wiem. - rzuca Harry.
Mocnym szarpnięciem ręki zrzucam z niej dłoń mojego towarzysza.
- Gdzie idziesz ? - pyta cicho.
- Jak to gdzie ? Ona musi tu wrócić. Tam nie jest bezpieczna.
- Nie wiesz gdzie mieszka.
Ignoruję to.
Wiem gdzie jest najbliższy przystanek autobusowy. Najbliższy tej ławki na której ją znalazłem.
Wkurzony wsiadam do samochodu i odpalam silnik.
Jadę szybko, zapewne łamiąc większość przepisów.
Dopiero, gdy wjeżdżam w jej przecznicę zwalniam i parkuję kawałek przed przystankiem.
Wysiadam z auta i głośno zatrzaskuję drzwi.
Biegnę przecznicą rozglądając się dookoła.
W końcu zauważam ją.
Stoi po drugiej stronie drogi, na podjeździe starego, zaniedbanego domu z pomazanymi drzwiami i odpadającym tynkiem.
Przerażona wpatruje się w drzwi.
- Evie ! - krzyczę i podbiegam do niej, przy okazji prawie wpadając pod samochód.
Odwraca się w moją stronę i widzę jak coś w niej pęka.
Zatrzymuję się tuż przed nią i przyciągam do siebie.
Odpycha mnie swoimi chudymi, słabymi rączkami.
Jak się pewnie domyślacie - bezskutecznie, ale puszczam ją.
- Louis ! - przerażona wpatruje się we mnie. - Co ty tu robisz ? Idź stąd ... On cie zabije. Na prawdę. Proszę ... Idź ... - zalewa mnie potokiem słów, który po chwili zamienia się w potok łez.
Delikatnie kładę jej palec na usta.
- Ciii ... - szepczę. - Spokojnie. - unoszę do góry jej podbródek i wręcz wymuszam, aby spojrzała mi w oczy.
- On Cię zabije ... - powtarza i stara się pohamować łzy.
- Hej ... Hej, nie płacz.
- Louis ... przepraszam. Nie powinnam w ogóle wtedy jechać z wami ... - zaczyna znowu.
- Nie przepraszaj. Po prostu z nami zostań.
- Nie mogę. Wiesz o tym.
Patrzę jej głęboko w oczy.
- Evelin ... Nie chcę stracić też ciebie ... - szepczę.
Widzę jak bardzo jest jej trudno.
- Nie stracisz mnie... - mówi cicho.
Przykładam jej dłoń do policzka.
- Naprawdę ... - dodaje.
Kiwam tylko głową.
Nagle ...
Coś we mnie pęka.
- Evelin ... - powoli przykładam dłoń do jej drugiego policzka.
Przysuwam jej twarz bliżej swojej.
Czuję jak zaczyna głębiej oddychać.
Przenoszę wzrok z jej oczu na wargi.
- Mogę ... ? - ledwo poruszam ustami
- Proszę ... Nie czyń tego pożegnania jeszcze trudniejszym ... - pojedyncza łza spływa po jej twarzy.
- I tak jest trudne. - mówię twardo i wpijam się w jej usta.
Całuję ją bardzo delikatnie.
Ledwie dotykam jej warg.
Na początku czuję, że ona tego nie chce ... Że sprawia lekki opór.
Ale z czasem ...
Widzę, że się przełamuje.
Jej słone łzy moczą moją twarz, a ona ... odwzajemnia mój pocałunek.
Przysuwam ją bliżej siebie i przekładam dłonie z jej policzków na talię.
Czuję jak ona obejmuje mnie delikatnie za szyję.
Po chwili się od niej odsuwam.
Tylko parę centymetrów.
Praktycznie stykamy się nosami.
- Przepraszam ...
- Wiesz, że wszystko będzie teraz dużo trudniejsze ... - mówi i spuszcza wzrok.
Kiwam delikatnie głową i całuję ją w czoło.
Szybko puszczam ją, kiedy słyszę jak otwierają się drzwi wejściowe.
Ale zamiast masywnego, starego faceta, którego się spodziewałem wybiega zza nich ... mała dziewczynka.
- Adia ! - blondynka wybiega jej na przeciw i kuca, aby móc ją przytulić. - Boże ... Jak się cieszę, że nic Ci nie jest ...
- Evelin ... - szepcze mała.
Widzę łzy w oczach obu.
- Powiedz, że wracas na doble ... - szepcze przez łzy.
- Tak ... Obiecuję, że już nigdy Cię nie zostawię ... - szesnastolatka kiwa głową i przyciska Adię jeszcze mocniej do siebie. - Tęskniłam za tobą ... Wszystko dobrze ? Jesteś cała ?
- Tiak, ale on ... On będzie zły ... On ... ksycał cały cas ...
- Boże ... - szepcze tylko.
Po chwili wstaje i bierze dziecko na ręce.
Odwraca się do mnie.
- Louis ... Przepraszam, ale ...
- Rozumiem. - staram się nie rozpłakać. - Ale ... obiecaj mi jedno.
Spogląda na mnie pytająco.
- Obiecaj mi, że kiedyś wrócisz.
- Kiedy wszystko się już jakoś ułoży. - mówi. - Obiecuję.
Podchodzę do niej i delikatnie całuję ją w czoło.
- Będę czekał. - mówię cicho i odprowadzam ją wzrokiem, gdy wchodzi do domu.
*****************************************
Przepraszam, że taki krótki, ale koniecznie chciałam go dodać dzisiaj, a moja mama potrzebuje mojego lapka na jakiś swój projekt.
Obiecuję, że następny będzie dłuższy.

A tak poza tym to 39 osób zdeklarowało się, że czyta tego bloga, a nikt nie komentuje ...
Dlatego mam pytanie :

CHCECIE, ABYM DALEJ PISAŁA TEGO BLOGA ? :(

JUSTSOPHIE

poniedziałek, 4 lutego 2013

Chapter ten



[PERSPEKTYWA EVELIN]
- Evie. Przepraszam … - zaczyna. – Nie tak miało wyjść …
Patrzę mu w oczy, ale się nie odzywam.
- Nie chciałem, żebyś to zobaczyła.
Dalej milczę.
- Proszę … Nie bądź na nie zła. Są po prostu zazdrosne,nie znająCię. Na pewno, gdyby Cię spotkały zmieniły by zdanie … Wstydziłyby się za to copisały …
- Przestań. – przerywam mu. – Mają całkowitą rację.Jestem tylkoszmatą, która niepotrzebnie wmieszała się w twoje życie.
- Nie mów tak ! Nie masz o niczym pojęcia… - markotnieje jeszczebardziej.
- A założysz się ?! Wiem o wszystkim, chociażby dlatego,że Harry,który zapewne znienawidzi mnie za to co teraz powiem dał mi twój jebanypamiętnik !
Czekam chwilę bardziej przestraszona niż zła.
Czytam emocje na jego twarzy.
Szok.
Przerażenie.
Wściekłość.
Ból.
Zdrada.
Jeszcze więcej bólu.
A potem coś innego.
Jakby odetchnął z ulgą.
- Głupi. – prycha. – Za bardzo się przejmuje tym co mu mówię.
- Co ? – marszczę brwi.
Gdy atmosfera trochę opada zaczynamy powoli iść alejką.
- Powiedziałem mu, że chciałbym, żebyś wiedziała.
Dziwię  się trochę.
- Czyli nie jesteś na niego zły ?
- Nie. – wzrusza ramionami. – Bardziej wściekły na samego siebie.
- Czemu ? Eleanor jest twoją wielką miłością i …
- Jezu Evelin, przestań już z tą Elle ! Między nami wszystkoskończone.
- Ale jednak tęsknisz za nią. – przypominam.
- Wspomnienia zawsze bolą. – rzuca.
- To czemu do siebie nie wrócicie ?
- Nie udawaj, że nie wiesz, że ma innego. – warczy namnie.
- No i ? Kochasz ją, prawda ? To walcz o nią !
- Nie ma o co walczyć.
- Słucham ? I ty mi to mówisz ? A co, gdybyś poddał się jeszczeprzed X-Factorem ? Gdybyś nawet nie poszedł na casting ? Siedziałbyś teraz wdomu i oglądał resztę chłopaków w telewizji ?
- Dobrze wiesz, że to nie ma ze sobą nic wspólnego.
- Ależ oczywiście, że ma ! I to i to to twoje marzenia.Rzeczywarte spełnienia. Postarania się.
- Te o sławie spełniłem. To i tak już duży sukces.
- Dla mnie to by była bardziej motywacja, a nie sukces …- mówię ikrzywię się.
‘Uparł się, że nie będzie z Eleanor i tyle ?
Na pewno mu na to pozwolę …’
- Evie dlaczego tak bardzo chcesz, żebyśmy do siebie wrócili ? –staje przede mną, blokując mi drogę.
Nie odpowiadam.
Spuszczam głowę.
- Nie masz zamiaru mi powiedzieć, prawda ? – oddycham z ulgą, bojego głos jest teraz delikatniejszy i spokojniejszy.
- Po prostu … Fani uwielbiają Elle. Mnie nienawidzą. Nie chce,żebyście przeze mnie tracili fanów.
Delikatnie przesuwa kciukiem po moim policzku.
- No i ? Czy to ma jakieś znaczenie ? Prawdziwi fani zostaną,choćby wszyscy bylibyśmy homo.
Unoszę wzrok i spoglądam mu prosto w oczy.
- A tobie co tak bardzo zależy, żeby o niej zapomnieć ?
- Chce iść do przodu. Tylko tyle.
Nieznacznie kiwam głową.
- Jesteś zła ? – marszczy brwi.
- Nie, nie. Po prostu … Trochę to wszystko dla mnie dziwne.Odpychasz od siebie szczęście. Nie masz pojęcia ile ja bym dała chociaż zaodrobinę tego co ty dostałeś już na starcie.
- Dalej możesz to wszystko zmienić.
- Co … ?
- Zostań z nami. – prosi całkowicie spokojnie, jakby zostawieniemojego starego życia było czymś na porządku dziennym.
- Nie mogę. Przecież, wiesz.
- To weź Adię do nas. Wynajmiemy opiekunkę, mała pójdziedo szkoły.A ty będziesz szczęśliwa.
Parskam smutnawym śmiechem.
- To będzie już wykorzystywanie.
- No i ? Teraz to ty odpychasz od siebie szczęście.
‘Argument na jego stronę.’
- A media ? Fani ? Wszyscy będą wściekli.
- Raczej zdziwieni.
- Widziałeś ich reakcję teraz.
Milknie na chwilę.
- Poradzimy sobie z tym.
- My ? – uśmiecham się lekko.
- Tak, Evelin. – bierze mnie za rękę. – My.
***
[PERSPEKTYWA VENUS]
Widzę jak odjeżdża.
Przyglądam mu się, póki jego czarny, błyszczący samochód nie znikaza zakrętem.
Wzdycham.
A teraz trzeba będzie się tłumaczyć babci.
‘Kim był ten chłopak ?!
Skąd go znasz ?!
Zrobił Ci coś ?!
Szantażuje Cię ??!’
‘Ona nic nie rozumie.
Żyje przeszłością.
Pamięta tylko to co wydarzyło się dwa lata temu.
Nie obchodzi jej, że ja mogłam się znów zakochać,zaprzyjaźnić,poznać kogoś nowego.
Z góry nienawidzi wszystkich, których poznaję.
Nawet jeśli to dziewczyny.
Dlatego nie zapraszam nikogo do domu.
Boję się, że nie polubią  mnie już na wstępie.
Muszę kłamać, że idę do brata, aby wyjść chociażby na nocowanie uNicky.
O imprezach już nie wspomnę …’
Zakładam kosmyk włosów za ucho i powoli idę do domu.
Już od progu wita mnie groźny wzrok mojej opiekunki.
- Zapewne chcesz mi o czymś powiedzieć ? – pyta swoim wysokim,lekko zachrypniętym głosem.
- Nie znasz go. – zaczynam dyskusję.
- I zapewne nie chcę go poznać. Wygląda na gnojka.
- Nie jest gnojkiem. Ma na imię Harry i jest bardzo miły.
- O Nate’cie też tak mówiłaś. I wiesz jak to się skończyło.
- Każdy po zerwaniu płacze. – wzruszam ramionami, chociaż wiem jakbardzo babcia tego nienawidzi.
Odchrząka.
- Chciałaś się zabić. – przypomina mi.
Milknę.
- Ale w końcu tego nie zrobiłam.
- Lepiej nie prowokować losu.
Krzywię się.
Nie wygram z nią teraz.
‘Ale z Harry’m byłam taka szczęśliwa …’
- Proszę … Daj mu szansę. – chwytam babcię za rękę.
- Po co ? I tak go nie polubię.
- Ale on nic mi nie zrobi. – zapewniam.
- Czemu jesteś tego taka pewna ?
- On jest muzykiem. Gra w takim jednym popularnym zespole.Paparazzi cały czas za nim chodzą, nie ma opcji, że zrobi coś bez ich wiedzy.
- On jest GWIAZDĄ ?! No to chyba możesz już iść, młoda panno. –kobieta gani mnie wzrokiem.
- Błagam …
- Nie. Koniec dyskusji. Jeśli jeszcze kiedyś Cię z nim zobaczęporozmawiamy inaczej.
- Ale on był dzisiaj taki miły. Odwiózł mnie do domu, chociaż nieprosiłam.
- Wiem, widziałam. A potem już chciał się do ciebie dobierać.
- Jakie dobierać babciu ?! Pocałował mnie w czoło i poszedł. Tyle.
- Jak już powiedziałam – koniec rozmowy. Idź na górę, poucz się.
Poddaję się.
Rzucam torbę na fotel i wbiegam do schodach.
Rzucam się na łóżko i włączam muzykę na full’a.
Akurat leci ‘Pound the Alarm’ Nicki Minaj.
Babcia krzyczy z dołu, żebym ściszyła ‘to szataństwo’, więcpodłączam słuchawki do laptopa i zamykam oczy.
Mogłoby się teraz palić, a ja i tak  bym tego nie zauważyła.
Nie wiadomo kiedy zaczynam nucić melodię ‘Die Young Ke$hy.
Wyciągam telefon i sprawdzać Twittera.
‘@Harry_Styles, @Louis_Tomlinson, @Real_Liam_Payne,@NiallOfficial,@zaynmalik i @EvelinLancome zaczęli Cię obserwować.’
Uśmiecham się.
Wchodzę na swój profil.
‘Harry Styles : @Venus_YOLO dziękuję za dzisiaj :)))))’
Dodaję post do ulubionych i odpisuję paru koleżankom.
Zamykam oczy.
***
Kilka godzin później budzi mnie dźwięk SMS’a.
Odblokowuję telefon.
Jest 1:30 rano.
‘Kto do mnie pisze o tej porze ?’
Otwieram wiadomości.
‘Jedna nowa widomość od: Evie Lancome.’
Uśmiecham się i czytam jej treść.
‘Hahahahahahaah nie wiem co zrobiłaś Hazzie, ale jak tu mieszkam tojeszcze go takiego szczęśliwego nie widziałam !!! Branoc’
Szybko odpisuję.
‘Wątpię, że to ja, ale pozdrów go ode mnie J Branoc’
Odpowiedź dostaję po plus-minus kilku sekundach.
‘No jak nie ty jak o tobie cały czas gada hahahahah xd’
:)
Odkładam komórkę i kładę się z powrotem. Zamykam oczy i oddaję sięmyślom o Harry'm.
Nie traktuję go jak gwiazdy, ani jakiegoś celebryty,niedostępnego, wiecznie lepszego i ważniejszego.
Dzisiejszy dzień był piękny, bo ...
Byliśmy sobą.
On był normalnym chłopakiem, a ja nie musiałam nikogo udawać.
Nie musiałam mu wmawiać, że jestem bogata, mam szczęśliwą rodzinęi cudowną pracę, oceny.
Byłam tą dziwną, nieogarniętą nastolatką co zawsze.
W koszuli, koturnach, bransoletkach od Nicky, które przynoszą miszczęście.
Mówiłam to co chciałam, nie przejmując się czy babcia zrobi miprzypał przy ludziach za małe 'kurwa'.
Wzdycham.
Kiedyś wszystko było prostsze.
Zanim pojawił się Nate wychodziłam codziennie to z nowymchłopakiem, a moja babcia tylko mi dopingowała.
Od czasu Nate'a ona nie akceptuje nawet moich najlepszychprzyjaciółek.
Pewnie nie macie pojęcia o czym teraz mówię.
Nate Winthrop Scott ...
(Była) miłość mojego życia.
Byliśmy razem 3 lata.
Nikogo nigdy tak nie kochałam jak jego.
Był dla mnie jednocześnie jak brat, ojciec i chłopak.
Ciężko byłoby znaleźć kogoś lepszego.
Znaczy ...
Kiedyś tak myślałam.
Teraz uważam go za gnojka, dupka bez serca, skurwiela nie wartegomojej uwagi.
Przez długi czas odreagowywałam.
Wtedy rozumiała mnie tylko babcia.
I chociaż teraz niesamowicie przesadza to jestem jej za towdzięczna.
Bądź co bądź Nate umiał mnie uszczęśliwić.
A potem ...
Cieżko o tym mówić.
Do dziś pamiętam minę Gabrielle kiedy dowiedziała się, że ja teżchodzę z Nate'em.
Ból.
Zaskoczenie.
Żal.
Wściekłość.
Od tego czasu dużo się zdarzyło.
Gabrielle przespała się z Zaynem z One Direction, kolejnadziewczyna Winthrop Scott'a niedawno urodziła dziecko z autyzmem, ja ...próbowałam popełnić samobójstwo.
Tak.
Nie mogłam tego znieść.
Nie umiałam pogodzić się z faktem, że najbliższa mi wtedy osobaodeszła bez pożegnania.
Nie.
Właściwie pożegnała się.
Zostawił mi te 'cudowne' wspomnienia.
Dzięki nim, gdy tylko chłopak próbuje mnie pocałować ja ... Poprostu nie potrafię.
Nieważne jak bardzo bym chciała.
Kiedy ktoś tylko próbuje mnie dotknąć uciekam.
Nie pozwalam mu.
Dlatego ... Tak bardzo nie chce odpuścić Harry'ego.
Przy nim czułam się bezpieczna.
Nie wiem skąd to się wzięło.
On jest ... Inny.
Wiem, ze moja babcia go nie zaakceptuje, ale nie odpuszczę ...
Bo jest o co walczyć.
***
[PERSPEKTYWA EVELIN]
Louis doprowadził mnie do domu, a potem wrócił do chłopaków.
W końcu TweetCama trzeba dokończyć, a fani zapewne nieźle sięwkurzali, że nie ma ani Hazzy ani Lou.
Po długim namyśle postanowiłam go włączyć, modląc się, aby rozmowanie była o mnie.
Niestety (jak zwykle) się myliłam.
Co chwila leciały na mnie to gorsze i okropniejsze hejty.
Na nic zdawały się prośby i tłumaczenia chłopaków.
W końcu decyduje się włączyć do dyskusji.
'Co wy do mnie macie ??? Znacie mnie w ogóle ?' - pisze wkurzona,a zaraz dostaje mnóstwo odpowiedzi.
'Jesteś zerem, gówniarą która zepsuła związek Elle i Lou !!!'
'Ale ja nic nie zrobiłam !!! Poza tym oni zerwali przed tym jaknawet poznałam chłopaków !'
'Taaaa jasne, nie z nami takie kity ... Directioners wiedząwszystko !'
- Siemka Evie ! - odzywa się Zayn z ekranu.
'Tia siemka' - odpisuję.
- Nie przejmuj się nimi. Jesteś świetna ! - rzuca Niall. - Jeślifanki cię hejtują to znaczy, że nie są prawdziwymi Directioners.
Wtedy odzywają się dziewczyny.
'Niall przecież wiesz, że was kochamy !!! Tylko nie lubimy tejsuki'
‘Uważacie, że jestem suką ? Do tego bezpodstawnie ? Ale jesteściedorosłe ! Naprawdę tylko na to was stać ? Mogę się założyć, że może 2% z wasodważyło by mi się to powiedzieć prosto w oczy. Dlaczego ? Bo jesteście słabe,udajecie, że wiecie wszystko, wierzycie, że kiedy tylko któryś z chłopaków Waszobaczy zakocha się w Was i jeszcze od razu przeleci. Nie możecie znieść tego,że to akurat mi zdecydowali się pomóc. Jesteście zazdrosne, więc wyżywacie się namnie. I powiem jeszcze, że teraz całe One Direction wyrabia sobie o was coraz ‘lepszą’opinię. Dziękuję za uwagę -,-‘

*********************************************************
Przepraszam, że przez tyle czasu nie było rozdziału, ale mam terazferie i dopiero co wczoraj wróciłam z Włoch (<3), a tam z internetem kiepsko– jak był to tylko na chwilę, bo zaraz ktoś inny chciał wejść, a poza tymmiałam tylko telefon, bo lapka nie wzięłam no i tak wyszło J
A wy już po feriach, w trakcie czy dopiero czekacie ?
No i dziękuję za 11 komentów pod ostatnim rozdziałem ~ JESTEŚCIECUDOWNI :*
(korekta by : Miriam ) 
[3 COMMENTS = NEW CHAPTER]

<3
JUSTSOPHIE