Siedzę tak jeszcze dłuższą chwilę, a potem wstaję z
zamysłem pójścia do łazienki.
Wychodzę na korytarz i rozglądam się powoli.
Wita mnie kilka par identycznych drzwi.
‘Trzeba będzie sprawdzić wszystkie’
Robię krótką wyliczankę i wybieram te najbardziej po
lewej.
Cicho pukam i otwieram drzwi.
W środku jest łóżko, gitara, koszule porozrzucane po
całej podłodze. Czyjaś sypialnia.
Dajemy dalej.
Wybieram drzwi tuż obok.
Otwieram je bez pukania zakładając, że to kolejna
sypialnia, a wszyscy pozostali są na dole.
No to … powiedzmy, że z sypialnią trafiłam.
W środku stał Louis w samych bokserkach i szukał czegoś w
komodzie.
- Rany Lou ! Przepraszam ! – krzyczę i zatrzaskuje drzwi.
– Serio przepraszam ! Szukałam łazienki. – mówię już przez drzwi oparta o nie
plecami.
Słyszę jak się śmieje.
- Nic się nie stało. – dalej chichocze. – A łazienka to 3
drzwi od prawej.
- Dzięki ! – odkrzykuje tylko, udając , że wcale nie
jestem czerwona jak burak.
Kieruję się w kierunku wskazanych drzwi.
Wchodzę.
Uffff … Przynajmniej Louis nie zrobił mi głupiego żartu.
Wchodzę do pomieszczenia i patrzę na zegarek pierwszy raz
od mojego wyjścia z domu.
Jest trzecia nad ranem.
Powinnam iść spać.
Ściągam z siebie mokre ubrania w wchodzę pod prysznic.
Odkręcam gorącą wodę i przez kilka minut swoje w niej bez
ruchu.
Po chwili decyduję się usiąść w brodziku.
Podciągam kolana pod brodę i opieram głowę o ścianę.
Na chwilę zamykam oczy.
Chyba już wiecie po co.
‘Tak’
‘Tak znowu chce mi się płakać’
Wyjątkowo sobie na to pozwalam.
Kilka kropli słonej cieczy miesza się z wodą i spływa do
opływu.
Po chwili wstaje i przekręcam kurek.
Opłukuje twarz zimną wodą, aby nikt nie domyślił się, że
płakałam.
Naciągam na siebie czyste majtki i za dużą, czarną
koszulkę z logo mojej szkoły.
‘Jakaś extra pidżama to to nie jest, ale będzie musiała
mi wystarczyć.’
Rozczesuję włosy i zbieram je w szybkim koku.
Wychodząc z łazienki mijam się reszta chłopaków moczących dywan ociekającą z nich wodą.
- O cześć. – rzuca Zayn. – Wcześniej poszłaś.
- Weszłam pierwsza, wyszłam pierwsza – uśmiecham się
lekko, a Harry przybija mi piątkę. – Dobranoc ! – krzyczę na odchodne i kieruję
się do mojego pokoju.
Wchodzę i kopię moją torbę pod biurko.
Wieszam mokre rzeczy na krześle i kładę się na łóżku.
Jest na tyle duże, że pewnie zmieściłabym się na nim
razem z Adią i to bez większych problemów.
‘Właśnie.’
‘Adia’
- Kurwa. – mówię na głos.
Natychmiast wstaję i schodzę na dół.
Przechodzę przez kuchnię, bez słowa mijając Louisa
robiącego sobie coś do jedzenia.
- Gdzie idziesz ? – pyta zdzwiony.
Ignoruję go i idę dalej.
Wychodzę przez drzwi wejściowe i choć na dworze jest może
2oC podążam dalej boso.
- Evie ! – drze się za mną Louis. – Gdzie ty idziesz ?!
Nie zwracam na niego kompletnie uwagi.
Słyszę jak biegnie za mną po żwirowym podjeździe.
Po chwili łapie mnie za ramie.
- Poczekaj, proszę – mówi.
Staję nie chwilę, ale dalej się nie odwracam.
Podchodzi bliżej i staje przede mną.
Chwyta mnie za nadgarstki, abym nie mogła iść dalej.
- Co się stało ? – pyta łagodnie. – Rozwiążemy to jakoś, obiecuję.
Chce odpowiedzieć, ale w moim gardle pojawia się wielka
gula.
- Adia … Ona została … Nie powinnam … Zostawiłam ją … On
jej coś zrobi … - mówię szlochając. – Boże … Co ja narobiłam … Jestem szmatą …
Nie powinnam żyć …
Po chwili upadam na kolana i zakrywam twarz dłońmi.
Teraz rozszlochałam się na całego.
- Hej … Hej … - czuję jak kuca przy mnie. – Spokojnie … Wszystko będzie dobrze …
- Niie. – mówię dalej szlochając. – Nic nie będzie dobrze. Jestem szmatą …
Wsuwa mi ręce po pachy i pomaga się podnieść.
Przytula mnie do siebie.
- Ciii …. Cichutko … Nie płacz już … - szepcze mi do
ucha.
Kiwam głową.
Zaczynam robić – te moje ukochane – głębokie wdechy.
Gdy ograniczyłam szloch do minimum odsunęłam się od
niego.
- Zmoczyłam Ci koszulę. – zauważyłam i spuściłam głowę.
Musiałam wyglądać okropnie.
- Nic się nie stało.
Przykłada place do mojej brody i unosi ją do góry.
- Chodź do domu. – szepcze i bierze mnie za rękę tak
delikatnie, jakbym miała rozpaść się na milion małych kawałeczków.
Niechętnie, ale idę za nim.
Daję mu się prowadzić aż do drzwi mojego pokoju.
Potem puszczam jego rękę, starając się znowu nie
rozpłakać.
- Evie … - zaczyna. – Wiem, że to trudne, ale musisz mi o
wszystkim opowiedzieć… Jesteś zrozpaczona, ale może da się coś jeszcze zrobić ?
Nie mam pojęcia kim jest Adia i …
- Nie. – przerywam mu. – Nic już nie da się zrobić. Po
prostu muszę tam wrócić.
- Evelin … - szepcze.
Otwieram drzwi i siadam na brzegu łóżka.
On dalej stoi w drzwiach.
Widzę, że jest zmieszany.
Patrzę na niego jeszcze przez chwilę, a potem klepie
miejsce obok siebie.
Obserwuję jak próbuje ukryć jak bardzo mu ulżyło.
Siada obok.
- Dobrze. – mówię. – Ale mam prośbę. – patrzę mu prosto w
oczy.
- Hm ?
- Proszę … Nie mów nikomu. Ja nie chce żeby kto
ktokolwiek wiedział i …
- Obiecuję – spogląda na mnie szczerze i splata swój mały
palcem z moim.
Uśmiecham się lekko, ale zaraz potem krzywię się, bo
przypominam sobie do czego się zobowiązałam.
Postanawiam zacząć od najprostszego.
- Adia … To moja młodsza siostra. Opiekuję się nią odkąd
moja mama … - i tu pojawia się mały problem. Biorę głęboki wdech. – Zmarła. –
kończę. – Opiekuję się nią odkąd moja mama zmarła. Dostała wylewu podczas
porodu. Lekarze nie zdążyli jej uratować. – mój głos cichnie.
Widzę jak Louis na mnie patrzy.
Cierpi razem ze mną.
- Kiedy mama zmarła ojciec zaczął pić. To było 5 lat
temu. Stwierdził, że nie ma po co żyć. Rzucił pracę, a wszystkie oszczędności
wydał na alkohol. Ja i Adia przestałyśmy go obchodzić.
Oczy Lou przeszkliły się.
- Od tego czasu Miriam pomagała mi znaleźć pracę.
Pracowałam jako kelnerka. Na czarno… W końcu nikt normalny nie przyjął by
13-latko do pracy. Pracowałam zwykle do 3-4 nad ranem. Potem lekcje i
praktycznie od razu do szkoły.
Po policzku chłopaka spłynęła pierwsza łza.
- Potem się przyzwyczaiłam. Jak Adia skończyła 4 lata to
zaczęła mi pomagać. – spróbowałam się uśmiechnąć. Nie wyszło, więc odpuściłam.
– Ale teraz nie miałam już wyjścia.
Zacisnęłam oczy. Nie macie pojęcia jak ciężko było mi o
tym mówić.
Nie chciałam mu tego mówić, więc postanowiłam przedłużać
tyle ile się dało.
- Wczoraj wróciłam do domu, jak zawsze. Ale ojciec
wyjątkowo nie spał. Siedział w kuchni. Wiedziałam, że jest pijany, więc kazałam
Adii iść na górę. Powiedział, że musimy porozmawiać. Nie chciałam tego. Wtedy zaczął mnie dotykać i … i … - mój głos
cichł coraz bardziej.
- Boże … - szepnął tylko Lou i przycisnął mnie do siebie.
Znowu się rozpłakałam.
- Musiałam uciec…. Nie każ mi tam wracać …
Czułam jak kiwa głową.
- Już dobrze …. – szeptał cicho. – Coś wymyślimy …
Trzymał mnie przy sobie jeszcze długo.
Potem to ja odsunęłam się od niego.
Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem i położyłam się na
łóżku.
Okrył mnie kołdrą i poszedł zgasić światło.
- Lou … -
szepnęłam, gdy stał w drzwiach.
- Tak ?
- Proszę … Nie idź jeszcze…
Zamknął drzwi i podszedł do mnie.
Pogłaskał mnie po włosach.
Poczułam jak kładzie się obok, na kołdrze.
- Poczekam aż zaśniesz … - zapewnia mnie szeptem.
Kiwam głową wtuloną w poduszkę.
Staram się zasnąć, ale całe moje ciało jest niespokojne.
Kręcę się raz na jedną stronę, raz na drugą.
- Śpisz … ? – szepczę cicho w przestrzeń pokoju po jakimś
czasie.
- Nie. – odszeptuje Lou.
Widzę jak przygląda mi się w ciemnościach.
Po chwili wyciąga do mnie rękę i mnie przytula.
Wtulam się w jego ramię i zamykam oczy.
Po dłuższym myśleniu stwierdzam, że chłopak musi cierpieć
podobnie do mnie. Tyle, że tego nie okazuje.
Ale jednak wie czego potrzebuję …
Przyjaciela.
Staram się uśmiechnąć.
Zaciągam się perfumami chłopaka i powoli zasypiam …
***
Rano budzą mnie jasne, rażące promienie słoneczne,
wpadające przez szparę w żaluzjach.
Potrzebuję chwili, aby przypomnieć sobie co się stało.
Unoszę głowę i stwierdzam, że Louis już nie śpi.
Patrzy się na mnie z głupawym uśmieszkiem.
- Powiem mi proszę, że nie trzymałam Cię tu całą noc. –
robię błagalną minę.
Nie odpowiada.
Dalej się uśmiecha.
- Fuck. Czyli jednak.
Machinalnie puszczam jego ramię i siadam na łóżku.
- Nie serio, przepraszam. Jestem głupia.
Teraz wybucha już całkowitym śmiechem.
- Z czego się śmiejesz pacanie ?! – krzyczę ze śmiechem
i przywalam mu poduszką w głowę.
On śmieje się jeszcze bardziej i mi oddaje.
Przywalam jeszcze raz.
Tym razem mocniej.
- Dobra, dobra poddaje się. – mówi przez napady głupawki.
Potem przestaje się śmiać i patrzy na mnie. – Nie masz za co przepraszać. –
oddycham z ulgą. – I tak twoje łóżko jest wygodniejsze.
- Głupi. – wywracam oczami.
Lou przeciąga się.
- Idę się ubrać. – ściska moją rękę. – Jak się ogarniesz
to zejdź na śniadanie. – krzywi się sarkastycznie i unosi palcem jedno w pasm
moich potarganych włosów.
- I kto to mówi – kwituję i targam jego grzywkę.
- Czas już na mnie – śmieje się i zeskakuje z łóżka.
Odprowadzam go wzrokiem.
- A tak przy okazji. – mówi w drzwiach. – To mogłabyś na
przyszłość nie gadać przez sen. Spać nie mogłem.
- Głupi ! – powtarzam i rzucam w niego poduszką.
Uchyla się i przedmiot wylatuje na korytarz.
- Widzę, że zostałeś wyrzucony z pokoju. – rzuca przechodzący
obok Zayn. – Nie wiem co zrobiłeś, ale masz tempo bo zwykle uciekają dopiero po
3 dniach.
Patrzę się na Lou pytająco.
- Idiota, nie słuchaj go. – kiwa głową i znowu się
uśmiecha.
Zamyka drzwi i zostawia mnie samą.
JUSTSOPHIE
jest super :)
OdpowiedzUsuńi jeszcze ta muzyka , hyhy :D świetnie piszesz : )
Ale kiedy się Gabrie o co hodzi wtajemnicz mnie prosze
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Wiesz kto
PS Nawet, nawet.
Głupia moja <3
Usuń'Ania jest głupia, brzydka i inne wulgayzmy' - by wiesz kto :*
Zajebiste *___*
OdpowiedzUsuń