sobota, 29 grudnia 2012

Prolog


Przyjrzałam się okolicy dookoła. Księżyc w kształcie bardzo cienkiego rogalika oświetlał uliczki parku lepiej niż przygasające latarnie. Nie było jeszcze późno - chociaż w sumie nie jestem tego taka pewna, mój telefon padło kilka godzin temu – ale zimą słońce zachodziło bardzo wcześnie.
‘Nie wrócę do domu. Nie ma  mowy. Nie po tym.
Nawet jeśli to oznacza, ze spędzę tą, następną i chociażby jeszcze kolejną noc na tej pierdolonej ławce na obrzeżach Londynu. ‘
Potarłam dłonie o siebie, aby je rozgrzać.
‘Nie mogę się popłakać. Jestem silna’
Gdy nie dało to efektu naciągnęłam rękawy swetra na palce i schowałam je między wychudzone uda.
Spojrzałam na przetarte rurki, które chociaż były 2 rozmiary za małe i tak nie okalały moich nóg szczelnie.
‘Na ucieczkę z domu mogłam wybrać coś lepszego.’
‘Hah, Evelin, gdybyś miała więcej czasu pewnie byś tak zrobiła’
Zaczerwieniłam się zawstydzona własną głupotą.
Machinalnie ziewnęłam.
‘Czas iść spać ?’
‘Pewnie tak. Zapowiada się ciężka noc …’
Wciągam w małej podróżnej torby kurtkę.
Okazuję się ona być jedną z tych cienkich, letnich wiatrówek w turkusowym kolorze.
Szczerze mówiąc nawet nie wiem do końca co spakowałam , robiłam to w pośpiechu, nie myśląc racjonalnie.
Bądź co bądź przykrywam się nią i przechylam lekko w prawo, aby przybrać pozycję nieco bardziej wygodną do spania.
Zamknęłam oczy.
‘Ej no nie zasnę !’ – wydarłam się w myślach na samą siebie – ‘Tu jest za zimno.’
Przyciągnęłam kolana po szyję.
I wtedy poczułam, że już dłużej nie wytrzymam.
Pierwsza słona łza popłynęła po moim policzku
‘Kurwa. Nie mogę być słaba.’
Zawsze gardziłam słabymi ludźmi. Wierzyłam w to, że jeśli ja potrafię do czegoś dojść sama to oni też powinni. Jedyną osobą jakiej kiedykolwiek pomogłam się czegoś nauczyć była moja – najlepsza na świecie – przyjaciółka Miriam. Ona jedyna mogła na mnie liczyć.
Wzięłam głęboki oddech i wykonałam kilka serii błyskawicznych mrugnięć.
Brutalnie starłam łzę z policzka.
‘Evie opanuj się !’
Zagryzłam zęby i ponowiłam próbę zaśnięcia.
Gdy w końcu zimno przestało mi tak dokuczać zaczęłam liczyć drzewa dookoła.
Naliczyłam ich z 50, kiedy poczułam, że odpływam.
‘Wreszcie…’ – przeszło mi tylko przez myśl.
Zamknęłam oczy i ułożyłam się w wygodnej pozycji.
‘Jedyna przyjemna rzecz tego wieczoru.’ – skwitowałam i dałam się wciągnąć w krainę moich – jak zwykle – głupich i niezrównoważonych snów…

2 komentarze: