środa, 24 kwietnia 2013

Chapter eighteen



[Perspektywa Louisa]

Dlaczego ciągle coś musi się dziać niedobrego. Najpierw Evelin odeszła, teraz Venus została porwana.
Zayn ciągle ma problem z Perrie. Ostatnio zaczął się dziwnie zachowywać. Nikt z nikim nie rozmawia. Wszyscy wyglądają jakby przeżywali żałobę narodową. Moje przygnębienie osiąga krytyczny stan. Dopiero teraz zauważam, że nasz zespół się rozpada. I to już od dawna. Nie jesteśmy tymi samymi chłopakami z marzeniem o podbiciu rynku muzycznego naszymi piosenkami, które wbrew pozorom, dla nas mają sens.
Nie potrafię chyba tego faktu przyjąć do wiadomości. Niestety problemy są jak bumerang, zawsze powracają..
Na pytanie czy mogę coś z tym zrobić, sam sobie odpowiadam, że nie. Musimy chyba dać sobie trochę czasu. Wszystko na pewno się ułoży. Czuję się samotny, jestem w tym wszystkim sam, tak bardzo za nią tęsknie, bardzo się o nią martwię. Zależy mi na niej. Evelin jest kimś wyjątkowym...

*****************
[Perspektywa Harrego]
-Matkoo, co wyście mi dali?
- O, miło, śpiąca królewna się obudziła. Cudownie.
*Przeciągam się*
-Cóż, przynajmniej mogę Ci podziękować, czuję się znacznie lepiej.
-Klaaaamieszzzzzzzz
Niestety, Niall znam mnie za dobrze, nie mogę go oszukać.
-Masz racje, moja głowa, po prostu pęka!
-Eh, może chcesz jakąś aspirynę?
-Niee, przejdzie mi zaraz, to wszystko przez ten stres. Aa, własnie, macie jakieś poszlaki?
-Tak, już wysłaliśmy ekipę na Islandię.
-Powiem Ci, że ta wiadomość mnie ciągle przeraża
-To, że jest na Islandii czy to, że została porwana?
-I to i to.
-Wiem ja też strasznie się denerwuję...
-Zrobisz coś dla mnie?
-Oczywiście, co chcesz?
-KAWY, BŁAGAM
-Już się robi księżniczko :)
-Dzięęęęęękuuujęęę Mamoo
Niall wyszedł. Jak się teraz czuję? Zdruzgotany. Moje sumienie nie pozwala mi żyć. Ciągle się obarczam za to, że ją porwali. Czuję jakby życie robiło ze mnie ofiarę. Chce odebrać mi wszystko co dla mnie ważne.
Denerwujące. Marzę o tym żeby, wszystko było ok! Za dużo żądam? Jedyne czego potrzebuje to piękny widok zza okna i świeże powietrze.


Jednak to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Nie mogę zapomnieć o głosie Venus, kiedy błagała mnie o pomoc. Czułem jak cierpi... To jest najgorsza rzecz, ona mnie błagała o pomoc.. Bezradność dobija mnie najbardziej.
Z moich myśli wyrywa mnie jakiś głos, słyszę, że to kobieta.
*puk puk*
-Emm, proszę?
-Dzień dobry, ja nazywam się Dr Lawrence, jestem psychologiem, przyszłam tutaj, żeby pomóc Ci uporac się z tym, dobrze?
-Kto po panią zadzwonił?
-Przykro mi ale...
Ktoś kto stał za nią, szepnął jej coś na ucho.
-Twój przyjaciel, Niall
-Prosiłem go tylko o kubek kawy, o za dużo proszę?
-Przepraszam stary, ale musiałem.
-CZY NAPRAWDĘ WSZYSCY UWAŻACIE, ŻE NAGLE BĘDĘ CHCIAŁ POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO?!
-Harry, uspokój się.
-Nie zwariowałem. To nie ja jestem teraz na Islandii porwany przez jakieś wariatki. Nie ja tutaj potrzebuje pomocy!
-Dobrze wiesz, że nie możemy niczego zrobić! Musimy czekać!
-Nie ma czasu na pomaganie mi psychicznie.
-Jednak chciałbym żebyś porozmawiał z Dr Lawrence...
-Nie będziesz mi mówił co mam robić. Jeśli poczuję zapotrzebowanie na jakikolwiek kontakt z psychologiem, na pewno będzie to Dr Lawrence, rozumiesz?
-Harry..
-Nie. Proszę wyjdźcie. Chcę zostać sam.
-Oczywiście, przepraszam Panie Styles.
Teraz chcą mi pomagać. Czemu nie rwą się tak do pomocy Venus!? To ona tutaj przeżywa koszmar!
Moim problemem są wyrzuty sumienia...Bo to była moja wina.....
************************
[Perspektywa Nialla]
Widziałem jego złość w oczach. Denerwował się coraz bardziej z każdą upływającą minutą. Ja naprawdę chce mu pomóc. To jedyna rzecz jaką mogę teraz dla niego zrobić. Martwię się... O nas wszystkich, widzę napięcie między nami. Rzadko rozmawiamy. Rozpadamy się... Nie będziemy tacy sami już nigdy więcej.  A co jeśli znowu staniemy się tylko i wyłącznie Niallem, Harrym , Louisem, Zaynem, Liamem. Nie będziemy już One Direction. Wiem, że słuchając smutnych piosenek nie poprawiam sobie nastawienia. Ale to jest jedyna rzecz jaką teraz potrafię robić.
*God knows what is hiding in those weak and sunken eyes
Fiery throng of muted angels
Giving love but getting nothing back*

Nucę sobie cicho pod nosem. Dlaczego tak się właśnie stało?
Niestety nie można być niczego pewnym w 100%....
********************
[Perspektywa Venus]
-AAAAAŁAA! TO BOLI!
-och siedź cicho, było nie uciekać.
-I tak cię traktowałyśmy w specjalnych warunkach. Mogłyśmy Cię wtedy związać, i zamknąć wszystkie okna, ale okazałyśmy nasze dobre serce... Więc powinnaś być nam wdzięczna a nie na nas wrzeszczeć.
Tym razem mnie związały. Miałam skręconą kostkę, ale kiedy ją zobaczyłam, była już opatrzona.
Nie było szans na ucieczkę.
-Dobra teraz rozwiążemy Ci na chwilkę ręce, musisz coś zjeść, jesteś osłabiona.
Na szczęście na warcie stała ta milsza, chudsza.
-Proszę , tutaj masz lekarstwa a potem dostaniesz zupę, mam nadzieje, że poczujesz sie lepiej.
-Dziękuję Ci, to chociaż pomijając fakt, że mnie porwałaś, miłe z twojej strony, że o mnie dbasz. Pewnie twoja wspólniczka nie byłaby taka dla mnie miła...
-Wiem...Masz siedzieć cicho, inaczej tutaj przyjdzie, zrozumiałaś?
-Oczywiście, będę cicho..
Usiadła obok mnie, i rozglądała się na wszystkie strony, sprawdzając czy na pewno nikt nas nie usłyszy.
-Pomogę Ci uciec...

**************************************************
Okej, to wszystko na dzisiaj, mam nadzieje, że chociaż trochę wam sie podobało <3 3 comments- New chapter. Niestety najwcześniej dodam rozdział po 5, ponieważ jadę do Francji, wyjeżdżam w piątek, ale postaram się napisać coś krótkiego, jeśli oczywiście chcecie :p

Just The Way You Are


4 komentarze: