niedziela, 17 marca 2013

Chapter sixteen


DEDYKOWANE MOJEJ NAJUKOCHAŃSZEJ WERONICE :*
[PERSPEKTYWA VENUS]
,,Lake Districkt National Park'' - w myślach czytam napis na tabliczce, gdy wjeżdżamy na podjazd.
Potrzebuję chwili, aby uświadomić sobie jak daleko jestem teraz.
Przez krótką chwilę wraca obawa ...
Ale potem zalewa ją zachwyt.
Harry niczym dżentelmen otwiera mi drzwi i pomaga wysiąść.
- Aż tak stara nie jestem. - śmieję się, gdy zamyka za mną drzwi.
- No nie wiem. - wywraca oczami i chwyta mnie za rękę.
Wolnym krokiem kierujemy się w stronę dużego, białego budynku.
Staram się ignorować wścibskie i zdziwione spojrzenia ludzi dookoła.
Kilka małych dziewczynek, które mijaliśmy chciało nawet do nas podbiec, ale rodzice ich zatrzymali.
Po chwili zdaję sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy w życiu mam do czynienia z 'aż tak ogromną' gwiazdą jaką poniekąd jest Harry Styles.
Problemem, którego ludzie nie rozumieją to fakt, że on nie jest dla mnie Haroldem Styles'em, członkiem super sławnego boysbandu One Direction ... tylko po prostu Harry'm.
Suma sumarum wszyscy i tak rzucą się na niego jakby był ostatnią butelką wody na pustyni.
Wzdycham.
Akurat wybija 22, kiedy mój towarzysz i ja udajemy się do niedużego, drewnianego domku na brzegu jeziora.
Wchodzę do środka i oczarowana uśmiecham się.
Ściany są z grubych dębowych bali, a podłoga na całej powierzchni budyneczku jest wyłożona gęstym, białym dywanem.
Zza rogu wystaje niewielka kuchnia, w lewej strony widzę kawałek uroczego salonu, a kawałek dalej lekko zaciemnioną sypialnię.
- O rany ... - tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
- Podoba Ci się ? - pyta wchodząc zaraz za mną.
- Jest cudowny. - mówię, a zaraz potem zamieram.
Mianowicie spoglądam w lustro.
Krótka chwila tłumaczy wszystkie dziwne miny ludzi w recepcji.
Moje włosy są potargane, zebrane w luźnego koka na czubku głowy.
Jestem ubrana w dresy, za duży t-shirt i czarne japonki.
Mój makijaż ogranicza się do odrobimy mascary, rozmazanej pod moimi oczami, która jakimś cudem nie została zmyta podczas wczorajszej bitwy w basenie.
Taa ... Ten look.
- Wyglądam oszałamiająco. - rzucam sarkastycznie do bruneta.
- Jak zawsze. - odpowiada całkowicie poważnie.
Uśmiecham się lekko.
- Wiesz, że nie mamy żadnych rzeczy ? Ciuchów ? Kosmetyków ?
- Może ty. - szczerzy się.
- No chyba nie. Harry ! - krzyczę ze śmiechem. - Wywiozłeś mnie tu na czas nieokreślony, sam się spakowałeś, a mnie zostawiłeś w takiej sytuacji ?!
- Dokładnie. - kiwa głową.
- Jesteś głupi. - wywracam oczami i wychodzę z domku.
- Ej ! Czekaj. - idzie za mną. - Żartuję.
- Z czym niby ? - mówię trochę poważniej.
No bo w końcu jestem na drugim końcu Anglii bez chociażby ładowarki do komórki.
- O tych twoich rzeczach.
Rzucam mu zdezorientowane spojrzenie.
- Cały bagażnik jest wypełniony damskimi ubraniami.
Cudem nie wybucham śmiechem.
- Co proszę ? – pytam z niedowierzaniem.
- W bagażniku są ciuchy z ostatniego pokazu, na którym byliśmy. Organizatorzy dali nam sporą cześć tego co było prezentowane na wybiegu. Pewnie liczyli, że damy je na jakąś akcje charytatywną i przez to staną się jeszcze sławniejsi niż są.
Posyłam mu zdezorientowane spojrzenie.
- Znajdziesz coś dla siebie.
Tym razem nie mogę się powstrzymać i naprawdę zaczynam się śmiać.
- No co ? – posyła mi niewinny uśmiech.
- Nic. Po prostu nie mogę uwierzyć, że dałam się tu wywieść takiemu idiocie.
- Idiocie ? Idiocie ? – udając zdenerwowanego przerzuca mnie przez ramię.
- Puść mnie ! Puść ! – krzyczę.
Chichocząc próbuję się wyrwać.
Jednak na próżno.
Po chwili brunet stoi już na krawędzi molo.
- Odszczekaj to, albo wylądujesz w jeziorze. A zakładam, że woda jest zimna.
- Och no dobrze. – dalej się śmieję. – Nie jesteś idiotą.
Odstawia mnie z powrotem na ziemię.
- Dziękuję. – rzucam.
Wzrusza ramionami, ale na jego ustach dalej gości uśmiech.
- Spoko. Idę przynieść rzeczy. Czekasz tu czy pójdziesz ze mną ?
- Poczekam. 
Kiwa głową i odchodzi w stronę budynków.
Zaciekawiona przyglądam się jeziorze.
Jest piękne.
Tak samo jak całe to miejsce.


***
[PERSPEKTYWA NICKY]
Basen nie był daleko, więc dojechaliśmy szybko, bez większych rewelacji.
Chociaż … może samą rewelacją był on.
Cody.
Czy to możliwe, żeby być od 2 lat tak samo beznadziejnie zakochanym ?
Zakochanym niczym wariat ?
I to jeszcze w wieku 16 lat ?
Niesamowite …
Świat jest dziwny.
Ale chyba właśnie to czyni go cudownym prawda ?
***
Gdy dojechaliśmy Cody wypadł niczym strzała z samochodu, aby otworzyć mi drzwi.
Posłałam mu najpiękniejszy z moich uśmiechów, a on lekko pocałował mnie w usta.
Chwilę potem, gdy wzięliśmy już wszystkie torby, skierowaliśmy się do budynku.
Kątem oka widziałam jak Evelin pokazuję swojej małej siostrze wszystko dookoła, a Gabrielle szuka czegoś na Iphonie.
Ale on się nie liczyły.
Zwracałam uwagę tylko na mojego ukochanego.
Ostatnio nie mamy dla siebie tak wiele czasu jak kiedyś.
Cody z dnia na dzień staje się coraz bardziej popularny.
A ja …
A ja pozostaję sobą.
Kiedyś zastanawiałam się co on we mnie widzi.
Mógłby mieć każdą, a wybrał akurat mnie.
Hmm …
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj …
***
[~24 listopada, 2010r.~]
O mój boże …
To już dzisiaj.
Nawet nie macie pojęcia jak się cieszę.
Przez kilka miesięcy odkładałam na bilet na koncert Cody’iego Simpsona, a teraz moje marzenie nareszcie się ziści.
Wszystko miałam dokładnie zaplanowane.
Mój bilet to Diamond Circle Meet&Greet, więc wiedziałam dokładnie co mu powiem.
Kropka w kropkę.
Już od tygodni strój i kosmetyki leżały grzecznie na szafce, a bilet siedział zamknięty w metalowej skrzynce pod łóżkiem.
Wszystko musiało pójść świetnie.
Mój budzik zadzwonił punktualnie o 8:30 rano.
O 9:20 skończyłam jeść śniadanie, o 10:00 zaczęłam się szykować.
Wszystko dokładnie tak jak w planie.
Koncert zaczynał się o 18:30, ale wejść można było już o 16:30.
No i jak się pewnie spodziewacie punktualnie o tej godzinie się tam zjawię.
Albo nawet chwilę wcześniej.
Spoglądam na zegarek i biegnę do łazienki.
Od 7 minut powinnam siedzieć w wannie.
***
Godzina 18:20.
Wszyscy stoimy już pod sceną.
,,@codysimpson: Come on ! We’re waiting !’’ – tweetuję do Cody’iego.
Nie odpisuje …
A z resztą – czego się tu spodziewać.
W końcu zaraz go zobaczę.
W końcu mój idol wybiega na scenę, a my wszystkie zaczynamy piszczeć.
Kiedy zaczyna śpiewać wszyscy cichną.
Kątem oka widzę jak jedna z dziewczyn, na którą spojrzał blondyn mdleje i opada na ziemię.
Uśmiecham się lekko i dalej wpatruję się w chłopaka.
Ta chwila mogłaby się nigdy nie kończyć.
***
Jest nas tu z 30-40 osób.
Wszyscy zdenerwowani chodzimy po niedużej sali i czekamy na Cody’iego.
Każda z nas ma w ręce zdjęcie, komórkę i specjalny identyfikator.
Moje serce zaczyna bić mocniej kiedy do pokoju wchodzi ogromny ochroniarz i każe nam się ustawić w kolejkę.
Wszystkie rozwrzeszczane fanki zaczynają krzyczeć i przepychać.
Każda chce być ‘tą pierwszą’, która pozna młodego wokalistę.
Ja ustawiam się 16 ? Może 17.
Wiem tylko, że za mną stoi jakaś strasznie zestresowana 18 latka.
Jest ode mnie 4 lata starsza i myśli, że od razu wszystko jej wolno ?
Idiotyzm.
Po chwili (która równie dobrze mogła trwać godzinami) nadchodzi moja kolej.
Biorę głęboki oddech i podchodzę do chłopaka.
Jednak zanim zdążam się odezwać dziewczyna za mną odpycha mnie na bok i zaczyna coś gadać ze swoim sztucznym amerykańskim akcentem.
Blondyn krzywi się na jej widok.
Przykłada jej palec do ust i każe poczekać na swoją kolej.
Ona ignoruje go i dalej papla o swoim.
Ale on już w ogóle jej nie słucha.
Podchodzi do mnie.
- Przepraszam za nią. – mówi. Moje serce cudem nie wyrywa mi się z piersi. – Jak Ci na imię ?
- Nicky. – mówię pewnie,  wmawiając sobie, że kolejna okazja, aby z nim porozmawiać może się już nie zdarzyć.
- Nicky ? – uśmiecha się. – To skrót ?
- Tak. Od Veronica. Ale wszyscy mówią do mnie Nicky.
- A nie powinni. Omijają takie piękne imię.
Jego słowa sprawiają, że się rumienie.
- Ile masz lat ? – pyta się ciepło.
- Tyle co ty. – śmieję się cicho.
Odpowiada tym samym.
- Wydajesz się miła. Może chcesz poczekać aż skończę spotkania z fanami ? Moglibyśmy porozmawiać na spokojnie. – prosi.
- Oczywiście. – odpowiadam bez zawahania i udaję się w stronę kanapy.
- Dziwka … - słyszę jeszcze z ust dziewczyny, którą odepchnął Cody.
Uśmiecham się pod nosem.
,,Miło mi. A ja Veronica.’’
***
Kiedy chłopak skończył robić sobie zdjęcia z wszystkimi wyszedł z pomieszczenia co trochę mnie zdziwiło.
Ale jednak po chwili podszedł do mnie znajomy ochroniarz i powiedział, że Cody czeka na mnie w swojej garderobie i, że poszedł tam sam, bo nie chciał wzbudzać sensacji.
Uradowana idę za nim.
Wyobraźcie sobie moje podekscytowanie, kiedy widzę napis na drzwiach ,,Tylko dla upoważnionych’’, a mężczyzna otwiera mi drzwi.
Wchodzę do środka.
Blondyn siedzi na dużej, skórzanej kanapie przebrany w dresy i biały podkoszulek.
- Przepraszam, że tak, ale …
- Nie przepraszaj. – śmieję się. – Znamy się może z 20 minut, a zdążyłeś już to zrobić 2 razy.
- Racja. – posyłam mi lekko zmartwiony uśmiech.
Siadam obok niego.
Patrzy się na mnie przez chwilę, a potem odgarnia mi niesforny kosmyk włosów z twarzy.
- Dzięki. – szepczę cicho.
- Nie ma za co. – uśmiecha się. – Opowiedz mi coś o sobie. – rzuca zaciekawiony.
- Jestem Nicky. – spoglądam na niego. – Znaczy Veronica. – poprawiam się. – Jestem z Doncaster, ale 2 lata przeprowadziłam się do Londynu. Śpiewam. I gram na pianinie.
- Uzdolniona dziewczyna. – przybijamy sobie piątkę.
- No a jak. – żartuję. – Teraz ty opowiedz coś o sobie.
W sumie to wiem o nim wszystko, ale miło będzie usłyszeć to z jego ust.
- No więc, zaskoczę cię – robi śmieszną minę. – Mam na imię Cody. Mam 14 lat. Jestem z Australii.
- Naprawdę ?! – udaję zdziwioną.
- No. – potakuje mi z głupawym uśmiechem.
Po chwili oboje wybuchamy śmiechem.
Gdy słyszę dzwonek telefonu wyjmuję go, ale ignoruję połączenie.
Zanim jeszcze zdążę go schować chłopak zabiera mi go i wpisuje swój numer telefonu.
- Napisz kiedyś. – oddaje mi urządzenie.
- Na pewno. – uśmiecham się.
***
[~teraźniejszość :)~]
Kiedy wchodzimy do budynku Cody zatrzymuję mnie na chwilę.
- Nad czym tak myślisz ? – wyrywa mnie z zamyślenia.
- Nad niczym. – uśmiecham się lekko. – Po prostu cieszę się, że cię mam.
- Ja też. – całuje mnie delikatnie w usta. – Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. – przyciąga mnie do siebie.
- Veronica. – rzuca głupawo po chwili.
- Idiota. – kwituję i wywracam oczami.
Ale zaraz potem znowu się śmieję.
A potem kierujemy się z dalej w stronę kas.
****************************************************************
Przepraszam, że rozdział dodaję tak późno, ale chociaż skończyłam go w czwartek nie mogłam go dodać przez jakiegoś głupiego buga na bloggerze.
Wy też go mieliście ?
Nawet jak nie to i tak przepraszam.

No i oczywiście – wiem, że odeszłam trochę od One Direction, ale Nicky, jak i Cody będą dość ważnymi postaciami, więc ich historia też jest istotna.

Mam nadzieję, że Wam się podoba ;)

DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE POZYTYWNE KOMENTARZE <3

+ [5 COMMENTS = NEW CHAPTER]

JUSTSOPHIE

10 komentarzy:

  1. Ololololololololololololol matkoooo aaaaleee się jarammm !!! Kocham to czytać !!! Aaaaa i jeszcze sie tak mega jaram, że Nicky.. znaczy Veronica i Cody będą '' dość ważnymi postaciami '' <3 <3 love love
    PS. Jaraj się moim komentarzem ;* loofffffkyy

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawaj nexta!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy dodasz następny rozdział!!!!!!! Ale dłuuuuuuuuuuugi!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiaaam cię!!! Super, że dodałaś. Szkoda, że krótki, ale przeżyję! Jest świetny ;D
    Czekam na nexta :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny jest ! <3
    Już się nie umiem doczekać next'a !

    OdpowiedzUsuń
  6. Ha, to niemożliwe, ze tak długo trzeba czekać na następny rozdział. Ale i tak cieszę się, że udało mi się tu trafić. Ciekawie rozbudowana sytuacja. Powiem Ci więcej, co myślę o Twoim blogu, jeśli zgadniesz kim jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm jesteś Directionerką oraz Belieberką, którą poznałam dziś na fb :)

      Usuń
    2. Nie. Dam Ci pierwszą podpowiedź - znasz moje prawdziwe imię.

      Usuń
  7. Nie jestem też Belieberką;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sophie, witaj, jak Ci się podobało na koncercie?

    OdpowiedzUsuń